⏱️ 3 min.

Tesla wycina Autopilota z cennika. Darmowe funkcje będą na abonament

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Studniarek

24-01-2026 10:01
Tesla Model S 2026

Tesla po cichu usuwa z nowych aut podstawową wersję Autopilota i zostawia kierowcom prosty wybór: płacić co miesiąc albo jeździć „uboższej” w funkcje, które konkurencja traktuje jak standard bezpieczeństwa. W praktyce chodzi o utratę centrowania pasa ruchu, czyli tego elementu, który przez blisko siedem lat był dla wielu klientów oczywistością. A teraz ma kosztować 99 dolarów (ok. 355 zł) miesięcznie.

Z zewnątrz wygląda to jak kosmetyka w nazewnictwie, ale w środku to twarda zmiana w pakietach. Z konfiguratora znika słowo „Autopilot”, a na jego miejsce wjeżdża bardziej „laboratoryjny” opis: tempomat uwzględniający ruch (TTAC) z funkcją autocentrowania (w praktyce: prowadzenie po pasie).

Co dokładnie znika z nowych Model 3 i Model Y

Podstawowy Autopilot przestaje być elementem wyposażenia nowych Tesli Model 3 i Model Y. Kierowca nadal dostaje radarowo prowadzony tempomat uwzględniający ruch, ale bez funkcji autocentrowania, czyli bez aktywnego centrowania pasa. Żeby to odzyskać, trzeba wykupić Full Self-Driving w wersji nadzorowanej w abonamencie: 99 dolarów (ok. 355 zł) miesięcznie.

  • W standardzie zostaje: tempomat uwzględniający ruch (prowadzenie prędkości i dystansu, także w trybie stop-and-go).
  • Za paywallem ląduje: autocentrowania, czyli funkcja utrzymania i centrowania na pasie.
  • Obecni właściciele mają zachować funkcje, które były w ich autach w momencie zakupu.

Więcej funkcji w abonamencie?

Tesla buduje wyraźną lukę pomiędzy tym, co jest „za darmo”, a tym, co jest „w abonamencie”. Full Self-Driving oferuje więcej niż samo utrzymanie pasa, ale to właśnie autocentrowanie od dawna było postrzegane jako podstawowa funkcja asysty kierowcy, nie luksusowy dodatek. I tu robi się niezręcznie, bo wiele tanich aut ma podobne wsparcie seryjnie, bez dopłat i bez miesięcznej daniny (w tej kategorii „abonament za bezpieczeństwo” brzmi jak dopłata za… pedał hamulca, tylko w ratach).

W efekcie Tesla de facto wycenia zbliżoną funkcjonalność na 1200 dolarów (ok. 4300 zł) rocznie. W tle pojawia się też porównanie do tańszych modeli konkurencji, które oferują mocniejsze pakiety asystentów jazdy bez subskrypcji.

Ceny i terminy: jeszcze można kupić „na własność”, ale krótko

Firma potwierdziła, że Full Self-Driving ma wkrótce być dostępne wyłącznie w modelu subskrypcyjnym. Do połowy lutego wciąż ma być możliwy zakup jednorazowy za 8000 dolarów (ok. 28 665 zł), ale później zostaje już tylko miesięczna opłata. Elon Musk napisał 23 stycznia 2026 r.:

Cena 99 dolarów miesięcznie za nadzorowane FSD będzie rosła wraz z poprawą możliwości FSD. Największy skok wartości pojawi się wtedy, gdy przez cały przejazd będzie można korzystać z telefonu albo spać, czyli przy nienadzorowanym FSD.

To jednocześnie zapowiedź „rosnącej ceny w czasie” i sugestia, że dzisiejsze 99 dolarów (ok. 355 zł) ma być dopiero pierwszym szczeblem drabinki.

Tesla pod presją: sprzedaż, marże, dopłaty i regulatorzy

Ruch z wycinaniem funkcji z bezpłatnego poziomu nie dzieje się w próżni. Tesla mierzy się z presją na kilku frontach: od spadającej sprzedaży w ujęciu dwuletnim, przez kurczące się marże, po utratę dostępu do istotnych amerykańskich dopłat, które wcześniej poprawiały wyniki. Do tego dochodzi rosnące zainteresowanie regulatorów oraz zmęczenie klientów i organizacji konsumenckich modelami, w których funkcje auta lądują za miesięczną opłatą.

Rossmann: „to próba odebrania poczucia własności”

Głośno protestuje też środowisko „prawo do naprawy”. Louis Rossmann skrytykował zmianę jako próbę cofania realnej wartości tego, co klient uważał za swoje. Zbudował inicjatywę informacyjną o takich praktykach, a równolegle wspiera system nagród za przywracanie funkcji, które firmy przenoszą za płatną subskrypcje po tym, jak wcześniej były oferowane bez dodatkowych opłat.

Na końcu i tak zadecyduje rynek: część klientów machnie ręką i dopłaci, część uzna, że skoro tańsze auta potrafią trzymać pas bez abonamentu, to nie ma sensu finansować kolejnej miesięcznej pozycji w budżecie. Tesla gra va banque na przyzwyczajeniach, a kierowcy odpowiedzą najprostszym językiem świata: portfelem.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Studniarek

Kocham klasyki – im starsze, tym piękniejsze. Chrom, zapach skóry i mechanika bez elektroniki to mój świat.

© 2026 MotoGuru.pl