Tesla Model Y z FSD rozbita po 96 km. Marzenie Elona pękło na stalowej rampie

Ambitna wizja Elona Muska o autonomicznej podróży z wybrzeża na wybrzeże USA znowu została brutalnie skonfrontowana z rzeczywistością. TeslaModel Y z systemem Full Self-Driving (FSD), prowadzona przez fanów marki, uderzyła w stalową rampę na autostradzie po przejechaniu zaledwie 96,5 km (60 mil). Skończyło się na poważnych uszkodzeniach zawieszenia i spektakularnym fiasku próby.
Obietnica sprzed dekady
W 2016 roku Elon Musk ogłosił, że do końca następnego roku Tesla zademonstruje system autonomicznej jazdy w próbie z Los Angeles do Nowego Jorku, opierając się wyłącznie na systemie kierowcy wspomaganego kamerami. Minęło prawie dziesięć lat, a taki przejazd wciąż się nie odbył. Zamiast tego, entuzjasta znany jako The Bearded Tesla Guy postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i przeprowadzić własny test w odświeżonym Modelu Y.
Rampą po ambicjach
Podróż rozpoczęła się w Los Angeles, a celem była Floryda. Po niespełna godzinie jazdy z prędkością 122 km/h auto napotkało przeszkodę na pasie ruchu. Pasażer zasugerował, że to może być zwierzę, ale kierowca – zamiast przejąć kontrolę – czekał, aż system FSD zareaguje. Niestety, nie zareagował. Na drodze leżała spora stalowa rampa, prawdopodobnie zgubiona przez ciężarówkę. Model Y wjechał w nią centralnie, unosząc się w powietrze, po czym twardo opadł na asfalt.
Uszkodzenia większe niż sądzono
Początkowo wydawało się, że Tesla nie ucierpiała aż tak poważnie – kierowcy przejechali jeszcze kilkaset kilometrów, zanim zdecydowali się na wizytę w warsztacie. Mechanik szybko rozwiał złudzenia: uszkodzona była belka stabilizatora i jej mocowanie, a także inne elementy zawieszenia, co unieruchomiło przednią jednostkę napędową. System FSD oficjalnie pozostaje rozwiązaniem poziomu 2, czyli wsparciem kierowcy, a nie jego zastępstwem. Odpowiedzialność za reakcję zawsze spoczywa na człowieku.
Technologia kontra rzeczywistość
Tesla określa swoje oprogramowanie jako „Full Self-Driving (Supervised)”, ale to wciąż tylko rozbudowany asystent jazdy, wymagający stałej uwagi i gotowości do przejęcia kontroli nad pojazdem. W tym przypadku kierowca zignorował aż osiem sekund wyraźnej widoczności przeszkody, co w klasycznych kategoriach można by uznać za zwykłą nieuwagę, a nie błąd technologii. Jednak sama sytuacja pokazuje, że mimo głośnych zapowiedzi wizji Muska pełnej autonomii, realia są dużo mniej efektowne. Autostradowa rampa boleśnie przypomniała, że marketingowe deklaracje i faktyczne możliwości to dwa różne światy.
Co dalej z obietnicą Muska?
Prawie dekadę po deklaracji Elona, żaden oficjalny przejazd od wybrzeża do wybrzeża w wykonaniu Tesli na FSD nie został przeprowadzony. Zamiast tego mamy kolejne przypadki, w których entuzjazm użytkowników kończy się nieplanowaną wizytą w warsztacie. Jak podsumował jeden z komentatorów branży:
Obietnice Elona były odważne, ale praktyka wciąż pokazuje, że droga do pełnej autonomii jest dłuższa niż sama trasa z Los Angeles do Nowego Jorku.
O autorze
Jan Pacuła
Najnowsze

2026: kierowcy dostają „kalendarz kar”. Sprawdź, co wchodzi i kiedy

Kia K4 Sportswagon to mocno wyrośnięty następca Ceeda. Co oferuje?

Takiego Renault jeszcze nie było. Filante wjeżdża jako globalny flagowiec, ale Europę omija szerokim łukiem

Mercedes odświeża klasę S na grubo: wracają V8 z „płaskim” wałem i pojawi się nowy system MB.OS



