Toyota jak Ferrari. Nawet z grubym portfelem możesz nie kupić supersportowego GR GT

Toyota GR GT ma być supersamochodem z hybrydowym V8, mocą co najmniej 650 KM i ceną przekraczającą 220 000 dolarów (ok. 802 186 zł). Problem w tym, że nawet taka kwota może nie wystarczyć. Toyota chce sprawdzać kupujących, aby nowe auta nie trafiały od razu na rynek odsprzedaży.
Najciekawsze w tej historii nie jest samo to, że Toyota buduje bardzo drogi samochód sportowy. Ciekawsze jest to, że najwyraźniej nie chce sprzedawać GR GT każdemu, kto po prostu ma wystarczająco gruby portfel. W segmencie limitowanych supersamochodów pieniądze są biletem wstępu, ale coraz częściej nie są gwarancją wejścia na salę.
Rozmowa kwalifikacyjna do Toyoty? Tak to ma wyglądać
Gazoo Racing Sports Car Program Director Jeff Bal przyznał, że Toyota przygotowuje rozbudowany proces weryfikacji klientów. Zakup GR GT ma przypominać rozmowę kwalifikacyjną, a nie zwykłą konfigurację auta w salonie. Bal nie ujawnił dokładnych kryteriów wyboru. Nie wiadomo też, czy Toyota zastosuje formalną umowę zakazującą szybkiej odsprzedaży.
Sens jest jednak jasny: flipperzy nie są tu mile widziani, a sama rozpoznawalność lub status celebryty nie wystarczą. Toyota najwyraźniej szuka ludzi, którzy faktycznie będą jeździć tym samochodem. To ważny sygnał, bo limitowane modele często kończą jako aktywa inwestycyjne, zamknięte w garażach i wystawione później z ogromną przebitką.
GR GT trafi do salonów Lexusa, nie Toyoty
Przykładowo w USA GR GT nie ma być sprzedawana przez zwykłe salony Toyoty. Obsługą klientów zajmą się salony Lexusa, a przy całym procesie mają pomagać specjalnie przeszkoleni eksperci GR Meisters. Jeff Bal tłumaczy, że Toyota analizowała nowy typ klienta, którego wcześniej nie widziała ani w salonach Toyoty, ani Lexusa.
To pokazuje, jak nietypowe miejsce w gamie ma zająć GR GT. Samochód z logo Toyoty, ceną supersamochodu i obsługą w stylu marek premium to mieszanka dość egzotyczna, choć nieprzypadkowa. Według Bala GR Meister ma być pierwszym punktem kontaktu i towarzyszyć klientowi od początku do końca.
Przedstawiciel tej japońskiej marki określił go wręcz jako „przyjaciela na całe życie”, przynajmniej tak długo, jak klient posiada auto. Brzmi trochę jak luksusowy concierge, tylko z większą ilością benzyny w tle.
Hybrydowe V8 i ambicje po Lexusie LFA
Pod karoserią GR GT ma pracować 4,0-litrowe V8 biturbo wspierane przez układ hybrydowy. Oczekiwana moc to co najmniej 650 KM, a moment obrotowy ma wynosić 850 Nm. Dla Toyoty będzie to konstrukcja z zupełnie innej półki niż typowe modele marki. Naturalnym punktem odniesienia pozostaje Lexus LFA z silnikiem V10.
GR GT nie jest jego prostą kopią, ale pełni podobną rolę: ma być samochodem pokazowym, technologicznym i wizerunkowym. Toyota chce udowodnić, że Gazoo Racing potrafi wyjść poza hot hatche i auta sportowe z bardziej osiągalnych segmentów. Marka przygotowywała dealerów do tego projektu w tajnym GR Experience Center w Teksasie.
Lexusowi sprzedawcy mieli tam uczyć się, jak wygląda obsługa klienta zainteresowanego sześciocyfrowym supersamochodem Toyoty. To kolejny sygnał, że GR GT nie będzie po prostu drogim modelem dopisanym do cennika.
Cena szokuje mniej, niż mogłoby się wydawać
Kwota przekraczająca 220 000 dolarów (ok. 802 186 zł) nadal brzmi nietypowo przy marce Toyota. Rynek samochodów wyczynowych przesunął się jednak w stronę cen, które jeszcze niedawno wydawałyby się absurdalne. Chevrolet Corvette ZR1X startuje powyżej 200 000 dolarów, a Ford Mustang GTD kosztuje niemal dwa razy więcej niż zapowiadana Toyota GR GT.
W tym kontekście Toyota nie tyle odkleja się od rynku, ile próbuje wejść do klubu, w którym od dawna obowiązują inne reguły. GR GT ma być autem dla wąskiej grupy klientów, a nie sportową ozdobą salonu dla każdego. Selekcja kupujących może więc stać się równie ważna jak sama specyfikacja.
Największe pytanie brzmi, czy Toyota rzeczywiście zdoła oddzielić kolekcjonerów-entuzjastów od spekulantów?
O autorze
Paweł Trafny
Najnowsze

Ferrari stawia warunek WEC. Chce budować cały samochód samodzielnie

Kask dla dziecka od 3 czerwca. Czy zawsze jest obowiązkowy?

To już pewne: Mitsubishi Pajero wraca do żywych. Celuje w Toyotę Land Cruiser

Chiny biorą się za modne bajery w autach. Na celowniku m.in. rozwiązanie, które można znaleźć też w autach nad Wisłą















