Tragiczny wypadek w podwarszawskiej Zielonce ma nowy, bardzo mocny wątek. Według nieoficjalnych ustaleń tvn24.pl prędkościomierz Audi miał zatrzymać się na 185 km/h, a auto mogło jechać jeszcze szybciej przed zderzeniem z Hondą.
Prędkość staje się jednym z kluczowych pytań
Na skrzyżowaniu, na którym doszło do wypadku, obowiązuje ograniczenie do 70 km/h. Informacja o wskazaniu prędkościomierza nie przesądza jeszcze o finalnej rekonstrukcji, ale pokazuje skalę problemu, z którym muszą zmierzyć się biegli.
W rozmowie z tvn24.pl policjant drogówki tłumaczył, że licznik mógł zatrzymać się już po częściowym wytraceniu prędkości. To oznacza, że rzeczywista prędkość Audi przed uderzeniem mogła być wyższa niż wartość widoczna na prędkościomierzu.
Honda zawracała z pasa do skrętu w prawo
Do wypadku doszło w sobotę 6 czerwca około godziny 19:40. Według prokuratury kierowca Hondy wykonał niedozwolony manewr zawracania ze skrajnego pasa przeznaczonego do skrętu w prawo.
Następnie to japońskie auto zderzyło się z Audi jadącym na wprost lewym pasem. Po zderzeniu wypadło ono z jezdni i uderzyło w słup sygnalizacji świetlnej.
Dwie osoby nie żyją, jedna walczy o życie
Audi podróżowały trzy osoby. W wypadku zginęło dwóch mężczyzn w wieku 22 i 23 lat, a 24-latek trafił do szpitala w stanie krytycznym. Wciąż nie wiadomo, kto zasiadał za kierownicą tego niemieckiego samochodu.
Teraz biegli muszą odtworzyć nie tylko sam moment kolizji, ale też prędkość, tor jazdy i sekwencję uderzeń.
Kierowca Hondy usłyszał zarzuty
Prokuratura przedstawiła kierowcy Hondy zarzuty związane z naruszeniem zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Mężczyzna ma 37 lat i jest obywatelem Turcji.
Policja informowała, że kierowca Hondy był trzeźwy. Jego samochód był wykorzystywany do przewozu osób przez aplikację, a sam kierowca miał uprawnienia do prowadzenia pojazdów.
Prawo jazdy wydane po transpozycji
Według ustaleń Roberta Zielińskiego z tvn24.pl, 37-latek nie przechodził nad Wisłą pełnej procedury szkolenia i egzaminowania. Polski dokument miał zostać wydany na podstawie tureckiego prawa jazdy, zgodnie z przepisami międzynarodowymi.
Ten wątek nie zmienia samego przebiegu wypadku, ale może stać się elementem szerszej dyskusji o kontroli kierowców pracujących przy przewozach osób. Najważniejsze dla sprawy pozostają jednak konkretne ustalenia techniczne: manewr Hondy, prędkość Audi i to, czy którykolwiek z kierowców miał realną szansę uniknąć tragedii.
Opinia: wskazanie licznika to mocna poszlaka, ale nie wyrok
W tej sprawie łatwo pójść w prosty, medialny skrót: prędkościomierz zatrzymał się na 185 km/h, więc Audi jechało 185 km/h albo jeszcze szybciej. Problem w tym, że w rekonstrukcji wypadków taki wniosek nie powinien być traktowany jako pewnik.
Zatrzymana wskazówka prędkościomierza może być ważną poszlaką, ale nie jest laboratoryjnym zapisem prędkości w chwili uderzenia. Współczesne zestawy wskaźników są elementami elektronicznymi, a sama wskazówka może zostać przemieszczona przez siłę uderzenia, chwilową pracę instalacji po kolizji, reset zegarów albo uszkodzenie mechanizmu. Samochodowy prędkościomierz nie jest projektowany jak czarna skrzynka, której zadaniem jest zachowanie ostatniego wskazania po katastrofie.
Dlatego najważniejsze będą dane z elektroniki auta, ewentualny odczyt EDR, analiza nagrania, śladów, uszkodzeń pojazdów, toru jazdy i miejsca zderzenia. Dopiero suma tych elementów pozwoli odpowiedzieć, z jaką prędkością Audi faktycznie jechało i czy którykolwiek z uczestników miał realną możliwość uniknięcia tragedii.
Nie zmienia to jednak zasadniczego obrazu sprawy. Jeżeli ustalenia o bardzo wysokiej prędkości się potwierdzą, będzie to jeden z kluczowych czynników wypadku. Ale równie ważne jest to, by nawet w tak emocjonalnej sprawie oddzielać mocne poszlaki od twardych dowodów. Bo rekonstrukcja wypadku nie powinna opierać się na clickbaitowym zdjęciu licznika, tylko na pełnej analizie technicznej.






