Kimi Antonelli wygrał Grand Prix Japonii 2026 i został nowym liderem klasyfikacji kierowców Formuły 1. Młody kierowca Mercedesa drugi raz w tym sezonie zamienił pole position na zwycięstwo, choć po starcie sam skomplikował sobie wyścig. Toto Wolff po mecie chwalił jego rozwój, ale jednocześnie żartobliwie odesłał go z powrotem do „szkoły jazdy”.
Mercedes wypatrzył Antonellego już wtedy, gdy miał 11 lat. Dziś Włoch ma 19 lat, wygrał drugi wyścig w sezonie i objął prowadzenie w mistrzostwach świata. W zespole tonują jednak nastroje, bo rozmowy o tytule pojawiły się wyjątkowo wcześnie. Szef Mercedesa wrócił po wyścigu do początku tej historii i przypomniał, jak wcześnie zespół dostrzegł talent kierowcy.
Kiedy po raz pierwszy wszedł do biura Jamesa Allisona, James pomyślał, że to dziecko, które zgubiło rodziców. Teraz ma 19 lat i wygrał swój drugi wyścig. Oczywiście bardzo cieszy nas jego rozwój. Zawsze go chroniliśmy. I teraz też musimy to robić, skoro ludzie już mówią o tytule mistrzowskim.
Start, który wszystko skomplikował
Wyścig nie układał się dla Antonellego idealnie od pierwszych metrów. Po starcie z pole position spadł aż na szóste miejsce, bo miał problem z pracą sprzęgła i nadmiernym buksowaniem kół. Reakcja była dobra, ale późniejsza faza ruszania pozbawiła go szans na obronę prowadzenia. Antonelli nie szukał wymówek i otwarcie przyznał, że sam utrudnił sobie zadanie.
Niestety nie trzymałem palca wystarczająco mocno na łopatce sprzęgła. Dlatego sprzęgło puściło szybciej, niż chciałem, a koła zaczęły buksować. Reakcja była właściwie dobra, ale potem byłem bezbronny. Sam utrudniam sobie życie. Muszę się w tym poprawić. Mimo to odrabianie pozycji sprawiło mi też frajdę.
George Russell również nie ruszył najlepiej, choć stracił mniej pozycji niż zespołowy kolega. Później inżynierowie przyznali, że na pierwszych metrach jego samochód był ograniczony przez problem techniczny, bo hamulce najwyraźniej nie odpuściły całkowicie. Mercedes nie miał więc powodów, by po starcie otwierać szampana. Toto Wolff wykorzystał wpadkę Antonellego do żartu, ale jednocześnie przyznał, że problem dotyczył całego zespołu.
Jego start trochę się posypał. Chyba musimy jeszcze raz wysłać go do szkoły jazdy, żeby nauczył się równomiernie puszczać sprzęgło. Młodzi ludzie jeżdżą dziś przecież tylko automatami. Nie dajemy jednak kierowcom optymalnych narzędzi. Nasze starty były co najwyżej przeciętne. Musimy to poprawić.
Tempo Antonellego i trafiona strategia
W pierwszym stincie oba Mercedesy toczyły wiele pojedynków z kierowcami McLarena i Ferrari. Później rywale zaczęli zjeżdżać do boksów, a srebrne samochody na pewien czas przejęły prowadzenie bez walki na torze. W tej fazie Antonelli szybko odrobił stratę do Russella. W kluczowym momencie Mercedes musiał zdecydować, którego kierowcę ściągnąć do alei serwisowej wcześniej.
Wolff tłumaczył, że wybór padł na Russella, bo Antonelli jechał wtedy znakomicie i utrzymywał bardzo mocne tempo. To właśnie prędkość Włocha pozwoliła wydłużyć stint i otworzyć drogę do lepszego układu strategicznego. Szef zespołu opisał ten moment wprost.
Gdy musieliśmy zdecydować, kogo wezwać wcześniej do boksu, Kimi był po prostu piekielnie szybki. Musieliśmy ocenić, kogo wcześniej zabezpieczyć przed rywalami z tyłu. Wybór padł na George’a. Kimi w tamtym momencie wciąż jechał absolutnie najszybsze okrążenia i dzięki temu mógł zostać na torze dłużej.
Russell zjechał po opony pechowo, bo zaledwie okrążenie przed wypadkiem Olliego Bearmana. Antonelli wykorzystał późniejszą neutralizację i zaliczył oszczędny czasowo pit stop, który dał mu prowadzenie. Po wznowieniu wyścigu obronił pozycję i dowiózł zwycięstwo z przewagą 13,7 sekundy. Po mecie Antonelli mówił już jak kierowca, który poczuł grunt pod nogami. Pierwsze zwycięstwo w Chinach wyraźnie zdjęło z niego część presji, a teraz zamierza wykorzystać przerwę na trening startów.
Pierwsze zwycięstwo w Szanghaju zdjęło trochę ciężaru z moich barków. Jestem teraz bardziej zrelaksowany. Lepiej rozumiem też, jaki potencjał mamy. Z każdym kolejnym wyścigiem czuję się w aucie coraz pewniej. Szkoda, że teraz przychodzi przerwa, bo złapaliśmy naprawdę dobry rytm. Wykorzystam ją na ćwiczenie startów.
Russell stracił podium bez własnej winy
Russell ukończył wyścig dopiero na czwartej pozycji. Brytyjczyk odczuwał skutki zmiany ustawień wprowadzonej przed kwalifikacjami, której nie dało się już cofnąć w warunkach parc fermé. Według Wolffa ten element kosztował go osiągi i mógł mieć realny wpływ na walkę w czołówce. Po restarcie sytuacja Russella pogorszyła się jeszcze bardziej. Najpierw stracił pozycję na rzecz Lewisa Hamiltona, a później także Charlesa Leclerca. Problemem nie była walka koło w koło, lecz kłopoty z zarządzaniem energią i błąd w oprogramowaniu. Russell wyjaśnił, co wydarzyło się po wznowieniu ścigania.
Kiedy wyścig został wznowiony, dojechałem do tak zwanego limitu doładowania. Nie mogłem już więc ładować baterii.
Wolff nie bronił wtedy systemów zespołu, tylko otwarcie przyznał, że Mercedes zawiódł własnego kierowcę. Chęć dania mu przewagi obróciła się przeciwko niemu, bo aktywowało się super-clipping, a samochód zaczął zwalniać. Russell zdołał jeszcze dopaść Hamiltona, ale Leclerc pozostał poza zasięgiem. Suzuka pokazała więc dwa oblicza Mercedesa. Antonelli wygrał dzięki tempu, opanowaniu i korzystnemu przebiegowi neutralizacji, a Russell zapłacił za błędy techniczne i strategiczne. Dla jednego był to wyścig umacniający pozycję lidera, dla drugiego weekend, po którym zespół musi spojrzeć w lustro zamiast w folder reklamowy.







