Ford wraca na Le Mans: tajny plan hipersamochodu na 2027 rok

Ford oficjalnie zapowiedział wielki powrót do najwyższej klasy długodystansowych mistrzostw świata WEC w 2027 roku. Tym razem nie będzie outsourcingu ani półśrodków – producent z Dearborn postawił na własny program fabryczny, prowadzony całkowicie wewnętrznie przez nowo powołaną dywizję Ford Racing. To najbardziej ambitny projekt wyścigowy marki od dekad, mający spiąć w całość tradycję, globalne zasoby i świeże podejście marketingowe.
Ford Racing – nowa twarz dawnego Ford Performance
Ford przemianował dział Ford Performance na Ford Racing, podkreślając jego rolę jako łącznika między autami drogowymi a wyścigowymi. Program Hypercar LMDh nie jest traktowany jako reklama czy „ładny plakat na ścianę”. Jak podkreślił dyrektor generalny Ford Racing, Will Ford:
To nie była akcja marketingowa, lecz strategiczny projekt, który wyznacza kierunek dla naszych planów związanych z osiągami i elektryfikacją.
Całość wpisuje się w nową, globalną kampanię marki – „Ready Set Ford” – pierwszy raz na taką skalę od ponad dekady.
ORECA, Venture Engineering i nowy lider programu
Ford potwierdził, że w projekcie nie zabraknie partnerów technicznych. Podwozie dostarczy uznane ORECA, a dodatkowe wsparcie zapewni Venture Engineering. Jednak – i tu Ford nie pozostawił wątpliwości – strategia, kierownictwo i codzienne zarządzanie projektem pozostają w pełni w rękach Ford Racing. Na stanowisko menedżera programu powołano Dana Sayersa, byłego członka Red Bull Powertrains. Ten ruch to sygnał, że Ford chce połączyć świeże doświadczenie z Formuły 1 z własnym, długim dziedzictwem w wyścigach.
LMDh, IMSA i światowy zasięg
Ford potwierdził, że hipersamochód powstanie zgodnie z regulacjami LMDh, co otwiera drzwi zarówno do FIA World Endurance Championship, jak i serii IMSA w Ameryce Północnej. To oznacza, że auto zobaczymy nie tylko w Le Mans, ale też na Sebringu, Daytonie czy Road Atlancie. Aby projekt działał globalnie, Ford Racing uruchamia zasoby w trzech kluczowych lokalizacjach: Dearborn, Charlotte oraz w Wielkiej Brytanii, gdzie powstaje nowe centrum techniczne. Celem jest pełna integracja programu z kulturą inżynieryjną firmy, tak by lekcje z toru wracały do aut drogowych.
SuperVan i inne szaleństwa
Ford Racing już wcześniej pokazywał, że potrafi zaskoczyć. Wystarczy wspomnieć Forda Transita SuperVan, który niedawno na Nürburgringu zawstydził Corvette ZR1X. To był jasny sygnał: Ford potrafi bawić się inżynierią, ale też używać toru jako poligonu dla przyszłych technologii.
Konkurencja i stawka
Decyzja, by prowadzić program w pełni wewnętrznie, stawia Forda naprzeciw gigantów takich jak Ferrari, Porsche czy Toyota, które od lat udoskonalają swoje strategie Le Mans. Do startu w 2027 roku pozostają mniej niż dwa lata, co oznacza niezwykle napięty harmonogram – od projektowania, przez budowę, po testy. Jak zauważył jeden z inżynierów Forda:
To jest największe wyzwanie w wyścigach od czasu GT40. Zegar tyka, ale jeśli gdzieś mamy być, to właśnie na Le Mans.
Po co to wszystko?
Stawka nie ogranicza się wyłącznie do pucharów i zwycięstw. Ford widzi w tym projekcie szansę na wzmocnienie globalnej tożsamości marki. Motorsport ma być zarówno laboratorium technologicznym, jak i platformą opowieści marketingowych. Integrując programy Ford Racing pod jednym szyldem, łącząc je z szerokimi akcjami reklamowymi i produktami drogowymi, producent chce umocnić swoją pozycję jako innowatora w czasach elektryfikacji. Dla Forda powrót na Le Mans to nie tylko historia, ale też przyszłość – oparta na rywalizacji, technologii i emocjach, które mają przekładać się na wyniki sprzedaży oraz oferowane portfolio.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Ferrari stawia warunek WEC. Chce budować cały samochód samodzielnie

Kask dla dziecka od 3 czerwca. Czy zawsze jest obowiązkowy?

Toyota jak Ferrari. Nawet z grubym portfelem możesz nie kupić supersportowego GR GT

To już pewne: Mitsubishi Pajero wraca do żywych. Celuje w Toyotę Land Cruiser



