Rynek kierowców Formuły 1 na sezon 2027 staje się coraz bardziej klarowny. Lewis Hamilton pozostaje związany z Ferrari, George Russell kontynuuje współpracę z Mercedesem, a to znacząco ogranicza liczbę atrakcyjnych miejsc dla Maxa Verstappena. W efekcie coraz więcej wskazuje na to, że mistrz świata pozostanie centralną postacią projektu Red Bulla.
Mercedes i Ferrari nie przeprowadziły spektakularnych ogłoszeń dotyczących swoich kierowców, jednak sytuacja kontraktowa obu zespołów uległa wyjaśnieniu. Zarówno Lewis Hamilton, jak i George Russell skorzystali z zapisanych wcześniej opcji przedłużenia obowiązujących umów, dzięki czemu pozostaną w swoich ekipach również w sezonie 2027.
W przypadku Mercedesa oznacza to utrzymanie obecnego składu kierowców. Russell będzie reprezentował zespół już szósty sezon z rzędu, a jego partnerem ponownie zostanie Andrea Kimi Antonelli, który w trakcie weekendu na Silverstone odniósł pierwsze zwycięstwo w sprincie Formuły 1.
Grand Prix Wielkiej Brytanii na Silverstone – wyniki sprintu 2026
Coraz mniej realnych kierunków dla Verstappena
Jeszcze niedawno to Mercedes był najczęściej wskazywany jako potencjalny przyszły pracodawca Maxa Verstappena. Po zabezpieczeniu kontraktu Russella taki scenariusz praktycznie przestał istnieć. W ostatnich dniach pojawiły się natomiast doniesienia o możliwym zainteresowaniu kierowcą ze strony McLarena.
Sam fakt kontaktów pomiędzy zespołami i menedżerami nie jest jednak niczym niezwykłym na rynku kierowców. Czołowe ekipy regularnie analizują dostępne opcje, zwłaszcza gdy chodzi o zawodnika z dorobkiem czterech tytułów mistrza świata. Dodatkowo szef McLarena Zak Brown przyznał, że każdy zespół rozważyłby możliwość pozyskania Verstappena, gdyby niespodziewanie pojawiła się taka okazja.
Ostatecznie jednak ekipa zdementowała plotki, który urosły do tak dużej rangi, że skomentował je nawet Lando Norris. Mistrz świata F1 w sezonie 2025 stwierdził, że jest gotowy na pokonanie każdego partnera zespołowego. I te słowa padły właśnie w kontekście Maxa Verstappena.
Red Bull ma powody, by zatrzymać swojego lidera
Obecna sytuacja sprawia, że pozycja negocjacyjna Verstappena pozostaje wyjątkowo silna. Holender nadal jest najważniejszą postacią sportowego projektu Red Bulla, szczególnie po zmianach personalnych, jakie zaszły w strukturach zespołu w ostatnich sezonach. Dla stajni z Milton Keynes utrata lidera oznaczałaby nie tylko osłabienie sportowe, lecz także poważny cios w wiarygodność nowego projektu technicznego. To sprawia, że Red Bull ma silną motywację, by przedstawić kierowcy warunki, które trudno byłoby przebić konkurencji.
Ciekawym spostrzeżeniem dotyczącym sytuacji na rynku transferowym podzielił się David Coulthard. W maju 2026 roku, tuż po 24h Nurburgring, powiedział, że jego zdaniem Max Verstappen nie przejdzie do innej ekipy. A powód miał być prozaiczny – żadna konkurencyjnia „stajnia” nie zapewniłaby mu tyle swobody, co Red Bull.
Coulthard ucina spekulacje o Verstappenie. „Red Bull pozwala mu być sobą”
Plotki mogą wzmacniać pozycję negocjacyjną
Spekulacje dotyczące przyszłości Verstappena regularnie powracają w okresie, gdy aktywują się zapisy umożliwiające wcześniejsze opuszczenie zespołu. Tego typu informacje często wpływają również na przebieg negocjacji kontraktowych. W padoku pojawiają się także doniesienia, że przyszłe porozumienie Holendra z Red Bullem może wykraczać poza klasyczną umowę kierowcy.
Rozważane mają być rozwiązania zapewniające mu jeszcze większy udział w długoterminowym projekcie zespołu. Na obecnym etapie nic nie wskazuje jednak, by którykolwiek z największych rywali dysponował wolnym miejscem i równie atrakcyjną propozycją sportową. W praktyce oznacza to, że mimo kolejnych fal spekulacji najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje dalsza współpraca Maxa Verstappena z Red Bullem.








