Tymek Kucharczyk o triumfie w Indy NXT. „Najsmutniejsze zwycięstwo w karierze”

Redakcja MotoGuru.pl

Redakcja MotoGuru.pl

Tymek Kucharczyk zakończył debiutancki sezon w Indy NXT zwycięstwem na Laguna Seca i trzecim miejscem w klasyfikacji generalnej. Polak przyjechał na finał z matematycznymi szansami na mistrzostwo, ale kontakt na początku pierwszego wyścigu praktycznie przekreślił walkę o tytuł. Dzień później odpowiedział w najlepszy możliwy sposób – dominując w ostatnim wyścigu sezonu.

Przyjechał po mistrzostwo

Końcówka sezonu była dla Kucharczyka czymś więcej niż tylko walką o kolejne podium. Polski kierowca pozostawał w grze o mistrzostwo Indy NXT, a jednym z jego najważniejszych rywali byli Enzo Fittipaldi i Nikita Johnson. Wiedział jednak, że po wcześniejszym weekendzie na owalu potrzebuje niemal perfekcyjnego finału.

Kucharczyk podkreślał, że pierwszy sezon w Stanach Zjednoczonych już sam w sobie okazał się znacznie lepszy, niż mógł oczekiwać. Regularnie walczył o podia i zwycięstwa, a przed ostatnią rundą nadal liczył się w walce o tytuł. Jednocześnie stawka była wyjątkowo wymagająca – mistrzostwo wiązało się z ogromnymi pieniędzmi i perspektywą wykonania kolejnego kroku w stronę IndyCar.

Przed weekendem próbował odsunąć od siebie myślenie o konieczności wygrania wszystkiego. Zamiast kalkulować, chciał koncentrować się na każdej kolejnej sesji, okrążeniu i zakręcie. Finał miał być dla niego przede wszystkim okazją do pokazania, jakim kierowcą stał się w trakcie całego sezonu.

Mechanicy rozebrali pół auta

Problemy pojawiły się już podczas przygotowań. Po pierwszym treningu Kucharczyk zwrócił uwagę zespołowi, że przełożenia skrzyni biegów nie odpowiadają charakterystyce samochodu. Auto reagowało jego zdaniem zbyt gwałtownie i nie pozwalało mu jechać tak płynnie, jak chciał.

Analiza telemetrii potwierdziła jego odczucia. Zespół zdecydował się na dużą zmianę przełożeń, co oznaczało konieczność bardzo poważnej ingerencji w samochód. Mechanicy mieli około półtorej godziny, aby rozebrać tylną część auta, przeprowadzić zmiany i złożyć wszystko przed kolejną sesją.

Zdążyli niemal w ostatniej chwili. W drugim treningu Kucharczyk czuł się już znacznie pewniej, choć nowe ustawienia wymagały od niego stosowania innych biegów niż u części zespołowych kolegów. Nie chciał już jednak kolejnej dużej zmiany przed kwalifikacjami.

Same wyniki treningów nie wyglądały spektakularnie, ale Polak pozostawał spokojny. Wyjaśniał, że nie wykonywał jeszcze okrążeń na granicy możliwości i oceniał swoje przejazdy na około 80–85% potencjału.

Kwalifikacje pod presją

Kwalifikacje na Laguna Seca Kucharczyk określał jako jedne z najważniejszych w całej swojej dotychczasowej karierze. Na tym torze wyprzedzanie jest trudne, dlatego miejsce startowe miało wyjątkowo duże znaczenie dla jego szans w walce o mistrzostwo.

Presję dodatkowo potęgowała świadomość, że do utrzymania realnych nadziei potrzebny jest praktycznie bezbłędny weekend. Po wejściu do samochodu napięcie jednak ustąpiło. Kucharczyk mówił później, że znalazł się w stanie pełnej koncentracji i maksymalizował każdy kolejny przejazd.

Efektem było pierwsze pole position Kucharczyka w sezonie i zwycięstwo w jego grupie kwalifikacyjnej. System ustalania pól startowych oznaczał jednocześnie drugą pozycję na starcie pierwszego wyścigu. Polak uzyskał dwa bardzo mocne i powtarzalne okrążenia, dając sobie możliwość bezpośredniej walki z czołówką.

Kontakt w pierwszym zakręcie

Pierwszy wyścig miał zacząć się od realizacji prostego planu: dobrze wystartować i pozostać w ścisłej czołówce. Skończyło się znacznie gorzej.

Na dojeździe do pierwszego zakrętu Kucharczyk wybrał zewnętrzny tor jazdy. Po wewnętrznej znajdowali się inni zawodnicy, w tym Miles Rowe. Doszło do kontaktu, po którym samochód Polaka obrócił się, a on spadł na koniec stawki.

Sędziowie uznali później manewr Rowe’a za kontakt, którego można było uniknąć. Dla Kucharczyka niewiele to już zmieniało. Startując z pierwszego rzędu i walcząc o mistrzostwo, w jednej chwili znalazł się na ostatnim miejscu.

Z P24 na P10

Kucharczyk rozpoczął pogoń z 24. pozycji. Na torze Laguna Seca, gdzie znalezienie miejsca do wyprzedzania nie należy do łatwych, zdołał przebić się aż na dziesiąte miejsce.

Polak wspominał między innymi manewry w czwartej i piątej sekcji zakrętów oraz wyprzedzanie w rejonie słynnego Corkscrew. Sportowo był to jeden z najbardziej efektownych fragmentów jego weekendu, ale wynik pozostawał ogromnym rozczarowaniem.

Najtrudniejsza była strona mentalna. Podczas pierwszego wyjazdu samochodu bezpieczeństwa Kucharczyk miał powiedzieć przez radio swojemu inżynierowi, że chciałby już wrócić do domu. Nie chodziło o zamiar wycofania się z wyścigu, lecz o frustrację wynikającą z poczucia, że szansa na mistrzostwo została mu odebrana przez sytuację, nad którą nie miał kontroli.

Po zawodach Rowe przeprosił Kucharczyka. Polak przyjął przeprosiny, ale podkreślał, że nie mogą one zmienić wyniku ani cofnąć wydarzeń z pierwszego zakrętu.

Kucharczyk odciął się od hejtu

Po kolizji w internecie pojawiła się fala komentarzy wymierzonych w Rowe’a, w tym wpisy o charakterze rasistowskim. Kucharczyk zdecydowanie się od nich odciął.

Podkreślał, że kierowcy pozostają ludźmi i każdy może popełnić błąd. Jego zespół szybko opublikował również stanowisko w mediach społecznościowych. Polak zwracał uwagę, że takie komentarze uderzają nie tylko w zawodnika będącego ich celem, ale również w jego własny wizerunek, gdy pojawiają się pod publikacjami związanymi z jego nazwiskiem.

Sam podczas weekendów wyścigowych stara się w ogóle nie śledzić komentarzy internetowych. Na Laguna Seca pomagał mu w tym także obecny na miejscu ojciec.

Rano było trudniej

Przed ostatnim wyścigiem sezonu Kucharczyk nadal miał matematyczne szanse na tytuł, ale sytuacja była już skrajnie trudna. Co więcej, dopiero rano po pierwszym wyścigu w pełni dotarła do niego skala straconej okazji.

Kierowca przyznawał, że właśnie wtedy poczuł, jak praca całego sezonu wymyka mu się z rąk. Dochodziły do tego emocje związane z ostatnim startem w sezonie i pożegnaniem z zespołem.

Zamiast jednak pogrążać się w rozczarowaniu, Kucharczyk próbował przekuć frustrację w motywację. Jego cel stał się prosty: pojechać drugi wyścig tak, aby nie pozostawić żadnych wątpliwości co do swojego tempa.

Dominacja Kucharczyka

W decydującym starcie Kucharczyk objął prowadzenie i utrzymał je także po wznowieniu rywalizacji. Kolejne okrążenia przejeżdżał bez błędów, budując przewagę i kontrolując sytuację.

Sam określał ten wyścig jako jazdę „odblokowaną”. Presja związana z mistrzostwem była już znacznie mniejsza, dzięki czemu mógł skoncentrować się wyłącznie na tempie. Na kolejnych okrążeniach był najszybszy na torze i nie pozostawił sobie żadnego zapasu.

Ostatecznie Tymek Kucharczyk wygrał ostatni wyścig sezonu Indy NXT. Było to jego drugie zwycięstwo w tegorocznych rozgrywkach. Polak zakończył kampanię na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej.

„Najsmutniejsze zwycięstwo”

Sportowo finał trudno było zakończyć lepiej. Emocjonalnie sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. W tym samym czasie Nikita Johnson odbierał trofeum za mistrzostwo, a Kucharczyk musiał pogodzić zwycięstwo z poczuciem straconej szansy.

Polak przyznawał, że podczas ceremonii pojawiły się łzy. Wracał myślami nie tylko do pierwszego wyścigu na Laguna Seca, ale również do wcześniejszych weekendów i decyzji, które mogły wpłynąć na układ tabeli.

Nie był więc w stanie w pełni świętować jednego z najbardziej dominujących zwycięstw w swojej karierze. Sam określił je jako „najsmutniejsze zwycięstwo w karierze” – nagrodę pocieszenia po sezonie, w którym już jako debiutant w Stanach Zjednoczonych walczył o mistrzostwo do finałowego weekendu.

Końcowy rezultat nie zmienia obrazu całego roku. Kucharczyk zakończył pierwszy sezon w Indy NXT z dwoma zwycięstwami, trzecim miejscem w klasyfikacji i tempem pozwalającym regularnie walczyć z czołówką. Na Laguna Seca zabrakło mu przede wszystkim tego elementu, na który kierowca ma najmniejszy wpływ – spokojnego pierwszego zakrętu w pierwszym wyścigu.

O autorze

Redakcja MotoGuru.pl

Redakcja MotoGuru.pl

Zespół redakcyjny
Redakcja MotoGuru.pl to zbiorowy podpis stosowany przy materiałach przygotowanych wspólnie przez członków zespołu, aktualizowanych przez więcej niż jedną osobę lub publikowanych w ramach współpracy wydawniczej.Każdy taki tekst podlega standardowej weryfikacji redakcyjnej. Sprawdzamy zgodność ze źródłami, poprawność danych, nazw, dat i kontekstu, a informacje pochodzące od producentów oraz innych podmiotów zewnętrznych oddzielamy od ustaleń i wniosków redakcji.Za ostateczną publikację i stosowanie standardów redakcyjnych odpowiada zespół MotoGuru.pl pod nadzorem kierownictwa redakcji. Informacje o członkach zespołu, ich doświadczeniu oraz sposobie przygotowywania treści znajdują się na stronach „O nas” i „Zasady redakcyjne”.

© 2026 MotoGuru.pl