Chiny chcą przykręcić rabaty. Koniec wojny cenowej?

Z Chin napłynęły sygnały, że tamtejsza administracja chce zacząć regulować ceny samochodów – i to nie tylko symbolicznie. Wszystko z powodu wojny cenowej, czyli festiwalu obniżek, bonusów i nerwowych ruchów rodzimych producentów. Teraz na stole pojawił się projekt wytycznych: sprzedaż poniżej kosztów ma grozić sankcjami. Brzmi jak próba zgaszenia pożaru benzyną, tylko że w tym przypadku paliwem były rabaty.
Z perspektywy rynku określenie wojna cenowa stało się w Chinach pojęciem właściwie codziennym. Źródła wskazują na jej początek w 2023 roku, kiedy Tesla znacząco obniżyła ceny swoich aut. Reakcja konkurencji była przewidywalna: inni producenci też zaczęli ciąć cenniki, dorzucać promocje i różne „zachęty”, aż zrobiła się z tego niekończąca się spirala kolejnych obniżek.
W 2023 roku stanowisko w tej sprawie zajął Chiński Związek Producentów Samochodów (CAAM). Organizacja wezwała do uspokojenia sytuacji i zakończenia wojny cenowej. Argumentowała, że część firm zwyczajnie nie ma przestrzeni do dalszego schodzenia z cen i może to zagrozić ich stabilności operacyjnej. W przypadku producentów o różnych profilach pojawiały się też obawy, że agresywna walka ceną mogła uderzyć w transformację w kierunku elektromobilności – bo trudno inwestować w rozwój, gdy marże topnieją szybciej niż lód w lipcu.
Wyglądało jednak na to, że ten apel nie przyniósł oczekiwanego efektu. Sugeruje to projekt przygotowany przez chińską Państwową Administrację Regulacji Rynku (SAMR), o którym informuje serwis CnEVpost. Dokument ma zawierać wytyczne dotyczące praktyk cenowych producentów aut na rynku chińskim.
Sprzedaż poniżej kosztów pod lupą
W projekcie pojawił się wątek, że naruszanie zasad w obszarze praktyk cenowych ma prowadzić do kar. Jednocześnie nie ma jasnych wytycznych, jakie dokładnie sankcje wchodziłyby w grę. Dotykają one jednak także relacji producent–dealer. W dokumencie wskazywano, że sprzedawcy aut powinni mieć prawo do własnej polityki cenowej.
Taki akcent wyglądał jak reakcja na głośny krach dość dużej grupy dealerów BYD-a, mający wynikać m.in. z silnej presji cenowej ze strony największego chińskiego producenta aut elektrycznych. W tle pojawia się też wątek spowolnienia sprzedaży, co w warunkach wojny rabatowej potrafi wywrócić łańcuchy dystrybucji szybciej niż zły leasing.
Nie tylko producenci aut
W tej samej sprawie Reuters doprecyzował, że ryzyko sankcji może dotyczyć również producentów części samochodowych. Chodzi o sytuacje, w których ktoś w nieuzasadniony sposób podnosiłby ceny – potencjalnie próbując wykorzystać rozjazd między popytem a podażą.
Innymi słowy: jeśli jedni dostawaliby zakaz sprzedawania zbyt tanio, drudzy mogliby dostać zakaz sprzedawania zbyt drogo. Regulacyjny symetryzm w czystej postaci.
Dlaczego Chiny chcą zatrzymać wojnę cenową?
W samym rynku chińskim wojna cenowa ma realne konsekwencje dla kondycji firm. Logika CAAM jest prosta: część producentów nie ma już marginesu na dalsze obniżki, więc presja może pchnąć ich w stronę kłopotów finansowych i zachwiać bieżącą działalnością.
W branży automotive, gdzie inwestycje są gigantyczne, a cykle produktowe długie, przewlekła wojna cenowa potrafi bardzo szybko wyczyścić konta.
Co dalej?
Chiny najwyraźniej chcą ograniczyć skrajności wojny cenowej – zarówno w dół, jak i potencjalnie w górę (nieuzasadnione podwyżki u dostawców części). Jeśli rynek przyzwyczai się do stałej kroplówki rabatów, to każda próba jej zakręcenia będzie testem: dla producentów, dealerów i klientów.
W efekcie może to doprowadzić do zapaści sprzedaży w Chinach. Przynajmniej początkowo.
O autorze
Adam Główka
Najnowsze

Land Rover zmienia plany dotyczące baby Defendera. Chodzi o rodzaj napędu

Changan DEEPAL S05 PHEV wjeżdża do Polski. Oferuje do 100 km zasięgu na samym prądzie

Porsche jak Hyundai. Taycan otrzymuje ten sam gadżet, który Koreańczycy stosują od dawna

Mercedes-AMG ma problem za kulisami. Brakuje części do aut GT3



