Właściciel elektrycznego Chargera Daytona dostał mandat za hałaśliwy wydech. Problem w tym, że jeździ elektrykiem

Piotr Popiolek

Piotr Popiołek

Absurd rodem z amerykańskiego filmu wydarzył się w Minnesocie – elektryczny Dodge Charger Daytona EV został ukarany mandatem za „zbyt głośny wydech”. Problem w tym, że samochód nie ma rur wydechowych, a jego ryk to jedynie efekt głośników Fratzonic Chambered Exhaust, symulujących brzmienie V8.

Mandat, którego być nie powinno

Cała sytuacja miała miejsce w Stillwater, mieście znanym z restrykcyjnych przepisów dotyczących hałasu. Mike z Distressed Media, właściciel Dodge Charger Daytona EV, opowiedział poprzez swój kanał na platformie YouTube, jak został zatrzymany przez patrol Minnesota State Patrol. Stał spokojnie na światłach jako ósme auto w kolejce, gdy nagle pierwsza maszyna z kolumny wystartowała z hukiem. To wystarczyło, by policjant zainterweniował – tyle że zamiast sprawcy wybrał… elektryczną Daytonę. Jak podał właściciel auta:

Byłem ósmym samochodem w kolejce, a hałas dobiegał z przodu. Mimo to funkcjonariusz podszedł do mnie i wypisał mandat.

Fratzonic zamiast rur

Charger Daytona EV nie ma silnika spalinowego ani wydechu. Hałas, który zwrócił uwagę policji, pochodził z systemu Fratzonic Chambered Exhaust – zestawu głośników, które emitują sztuczny dźwięk V8. To swoiste „karaoke motoryzacyjne”, mające dodać elektrykowi charakteru muscle cara. Mike próbował wyjaśnić całą absurdalną sytuację, mówiąc policjantowi, że jego auto jest elektryczne i nie ma żadnego układu wydechowego. Jednak funkcjonariusz odparł tylko:

Nie dyskutuję z panem, proszę przyjąć mandat.

Mandat, który zniknął

Kolejny zwrot akcji nastąpił dopiero po kilku tygodniach. Mike relacjonował, że przez dziesięć tygodni co tydzień dzwonił do sądu w hrabstwie, by ustalić termin rozprawy. Ku jego zdziwieniu – sprawa nie została wprowadzona do systemu. Jak stwierdził właściciel Dodge’a:

Dzwoniłem przez dziesięć tygodni i wciąż nic. Nie ma mojego mandatu w rejestrze. Albo ktoś się zorientował, że cała sytuacja jest farsą, albo jeszcze mnie to czeka.

Charger Daytona EV – przyszłość czy profanacja?

Charger Daytona EV wzbudza kontrowersje od momentu premiery. Dla jednych to symbol przyszłości amerykańskich muscle carów, dla innych – herezja, bo zamiast bulgoczącego V8 dostajemy głośniki naśladujące brzmienie benzyny. Dodge zapewnia, że auto ma oferować sportowe emocje, a system Fratzonic to integralna część projektu.

Faktem jest, że elektryczny Charger Daytona EV zapisał się w historii w dość niecodzienny sposób. Możliwe, że to pierwszy elektryk na świecie ukarany mandatem za hałas, którego w rzeczywistości nie ma. Trudno o lepszy przykład, jak szybko zmienia się motoryzacyjna rzeczywistość i jak nieprzystosowane bywają przepisy do nowych technologii.

O autorze

Piotr Popiolek

Piotr Popiołek

Redaktor działu Porady
Redaktor specjalizujący się w przepisach drogowych, prawach kierowców oraz praktycznych aspektach użytkowania samochodu. W swoich publikacjach analizuje regulacje i ich konsekwencje dla uczestników ruchu, opierając się na aktach prawnych, źródłach urzędowych oraz stanowiskach właściwych instytucji.Motoryzację postrzega zarówno przez pryzmat emocji, jak i codziennej użyteczności. Interesują go samochody sportowe, zwłaszcza modele napędzane silnikami V8, ale równie dużą wagę przywiązuje do kosztów eksploatacji, funkcjonalności i racjonalnego wyboru auta. Prywatnie marzy o Jaguarze F-Type SVR i wygodnym minivanie do podróży w większym gronie.

© 2026 MotoGuru.pl