⏱️ 3 min.

Kary więzienia za prędkość? Ekspert rozbiera nowe przepisy na czynniki pierwsze

Zdjęcie autora artykułu

Marek Karpiuk

24-08-2025 21:08
Policja
Źródło: policja.pl

Projekt nowych przepisów przewidujący kary więzienia za przekroczenie prędkości wzbudził w Polsce ogromne emocje. Zamiast poprawić bezpieczeństwo, propozycja – zdanie eksperta (Janusza Popiela) w rozmowie na kanale MotoPRawda – przypomina raczej pokaz siły ustawodawcy niż realną troskę o kierowców i pieszych.

Od mandatów do więzienia – co zakłada projekt

Nowelizacja prawa miała rzekomo podnieść poziom bezpieczeństwa na drogach, ale jej główne założenie brzmiało jak z kryminału: za rażące przekroczenie prędkości kierowca nie tylko miał stracić prawo jazdy, ale również mógł trafić za kratki. Zmiana ta została przedstawiona jako „konieczna”, bo – jak twierdzili autorzy – dotychczasowe kary były „zbyt łagodne”. Ekspert zaproszony do programu MotoPRawda zauważył, że pomysł więzienia za prędkość przypomina bardziej propagandową próbę zastraszenia obywateli niż realne rozwiązanie problemu. Ekspert stwierdził, że projekt ustawy jest oderwany od realiów i opiera się na fałszywym założeniu, iż surowsze kary automatycznie zmniejszają liczbę wypadków.

Dlaczego to może nie zadziałać

Z danych policyjnych wynika, że przyczyną wielu wypadków jest brawura, brak umiejętności i słabe oznakowanie dróg, a nie sama prędkość. Podniesienie kar do poziomu więzienia nie rozwiąże problemu – może co najwyżej zapełnić sądy sprawami drogowymi, które dziś i tak toną w papierach. Ekspert podkreślił, że zamiast podnosić sankcje do absurdalnych poziomów, państwo powinno inwestować w edukację kierowców, lepszą infrastrukturę i skuteczną egzekucję istniejących przepisów.

Polityczny pokaz siły

Nie można też uciec od kontekstu politycznego. Nowe przepisy były prezentowane z pompą, niczym cudowna recepta na wypadki śmiertelne na drogach. W rzeczywistości przypominało to jednak kolejną odsłonę strategii: im ostrzejsze hasła, tym lepszy efekt medialny. Problem w tym, że medialny efekt nie zmniejsza liczby krzyży przy drogach. Ekspert zauważył, że rządzący chcieli pokazać swoją determinację, ale zabrakło im rzeczowej analizy skutków proponowanych zmian.

Konsekwencje dla kierowców

Gdyby przepisy weszły w życie, tysiące kierowców znalazłoby się w sytuacji, w której zwykły błąd mógłby oznaczać nie tylko wysoki mandat, ale i proces karny. Eksperci ostrzegali, że w praktyce kara więzienia groziłaby nie bandytom drogowym, lecz zwykłym ludziom, którzy nie zachowali czujności. Zamiast odstraszać recydywistów, przepisy mogłyby więc uderzyć w przeciętnego Kowalskiego, co tylko pogłębiłoby nieufność wobec prawa.

Bezpieczeństwo czy absurd?

Podczas dyskusji wielokrotnie powtarzano, że rzeczywista poprawa bezpieczeństwa zależy od szeregu działań: od jakości dróg, przez obecność policji w newralgicznych miejscach, po kampanie edukacyjne. Tymczasem ustawodawca postanowił sięgnąć po najcięższe działa – i to w sytuacji, gdy nie wyczerpał prostszych i skuteczniejszych narzędzi. Ekspert dodał, że najskuteczniejszą metodą redukcji wypadków jest nie drakońskie prawo, lecz rozsądna prewencja, czyli łączenie działań infrastrukturalnych i edukacyjnych.

Podsumowanie

Nowelizacja miała brzmieć jak odpowiedź na bolączki polskich dróg, ale ostatecznie pokazała raczej, że legislatorzy uwierzyli w magiczną moc straszenia obywateli więzieniem. Efekt? Krytyka ekspertów, wątpliwości kierowców i pytanie, czy państwo naprawdę rozumie, gdzie leży źródło problemu.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Marek Karpiuk

Motoryzacja to dla mnie wolność. Od Fiata 126p po elektryczne superauta – każdy kilometr to przygoda.