Subaru EyeSight – pozew zbiorowy zakończony ugodą. Kierowcy z niedosytem, prawnicy z milionami

Po czterech latach batalii sądowej Subaru zakończyło proces dotyczący systemu EyeSight, swojego pakietu asystentów jazdy. Marka nie przyznała się do wad technologii, a ugoda okazała się korzystna głównie dla prawników. Kierowcy dostali mniej, niż oczekiwali, a kwestia tego, co dalej z samochodami, nadal pozostaje pod znakiem zapytania.
Cztery lata sporów – i rozczarowanie właścicieli
Sprawa dotyczyła systemu EyeSight, czyli zestawu półautonomicznych funkcji wspomagających kierowcę. To właśnie jego elementy, takie jak hamowanie awaryjne, cofanie z automatycznym zatrzymaniem czy asystent pasa ruchu, miały działać wadliwie. Powód? Według właścicieli – błędna kalibracja i nieprzewidywalne reakcje. Strona oskarżająca podkreśliła:
System potrafił aktywować hamulce bez powodu, a w sytuacjach zagrożenia zdarzało się, że w ogóle nie reagował. Asystent pasa ruchu bywał tak nieprecyzyjny, że zamiast pomagać, kierował auto w stronę innych pojazdów.
Lista modeli objętych pozwem była imponująca. Obejmowała roczniki od 2013 aż do 2024, czyli praktycznie całe portfolio marki:
Ugoda – kompromis, który satysfakcjonuje tylko jedną stronę
Plaintiffs, czyli ośmiu głównych powodów, chcieli, by Subaru oficjalnie ogłosiło wady EyeSight, pokryło wszystkie koszty napraw, a nawet oddało zyski ze sprzedaży systemu. Rzeczywistość okazała się mniej widowiskowa. Każdy z nich otrzymał po 5 tys. dolarów (ok. 20 tys. zł), a ich prawnicy zainkasowali aż 2,5 mln dolarów honorarium (ponad 10 mln zł). Kierowcy, którzy liczyli na pełne rozliczenie i pewne wsparcie, poczuli się pozostawieni na lodzie.
Gwarancja wydłużona, ale z haczykiem
Subaru zgodziło się na przedłużenie gwarancji do 48 miesięcy lub 77 tys. km. Problem w tym, że większość aut z roczników 2013–2024 i tak przekroczyła ten limit. Producent pozwolił jednak na dodatkowe cztery miesiące od momentu zatwierdzenia ugody, by wszystkie auta – nawet te, które się nie kwalifikują – mogły trafić do serwisów. Ale i tu jest łyżka dziegciu: Subaru pokryje jedynie 75% kosztów napraw. Jednocześnie firma nie musiała przyznać się do żadnej wady. Przedstawiciele klientów stwierdzili:
To ugoda, która pozostawia klientów w poczuciu niesprawiedliwości. Producent formalnie “niczego nie zawinił”, a kierowcy muszą dalej jeździć autami z niepewną technologią.
EyeSight – technologia, która miała ułatwiać, a frustruje
Systemy ADAS reklamowane są jako przyszłość motoryzacji – bezpieczniejsze drogi, mniej stresu za kierownicą. Subaru próbowało wejść w ten świat wcześnie. EyeSight zamiast być wzorem, stał się przykładem, że niedopracowana elektronika może przynieść więcej kłopotów niż pożytku. Wielu kierowców nadal zastanawia się, czy EyeSight jest sprzymierzeńcem, czy raczej pasażerem na gapę, który co chwilę szarpie kierownicą lub pedałem hamulca. Jedno jest pewne: prawników ten system doprowadził do finansowego sukcesu.
O autorze
Krzysztof Drobnicki
Najnowsze

Koenigsegg Jesko Absolut przekroczył granicę 300 km/h. I zrobił to na ćwierć mili

Verstappen bliżej Mercedesa, niż sądził. Nieudany ostatni sektor

Genesis Magma GT coraz bliżej produkcji. Koreańczycy pokazali kabinę

Russell odnalazł rytm w Barcelonie. Pole position przyszło po trudnym okresie



