Nowy Dodge Charger Daytona pełen usterek. Właściciel: „Samochód jest praktycznie bezużyteczny”

Nowy Dodge Charger Daytona miał otworzyć erę elektrycznych muscle carów, ale dla jednego z klientów w USA okazał się raczej pasmem frustracji niż motoryzacyjnym marzeniem. Nicholas Sharrett, który odebrał swojego pomarańczowego R/T Daytona w maju z salonu Wetzel Dodge w Richmond (Indiana), dziś mówi o aucie wprost: „jest praktycznie bezużyteczne”.
Obietnice elektrycznej rewolucji kontra rzeczywistość
Dodge wprowadził model Charger Daytona jako symbol nowego rozdziału – głośny niegdyś muscle car z V8 miał ustąpić miejsca cichej, elektrycznej wersji. Miała być moc, nowoczesna technologia i nowa publiczność. Tyle że rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te plany. W pierwszym kwartale roku sprzedano w USA i Kanadzie zaledwie 2115 egzemplarzy, a Dodge zdecydował się wycofać bazową odmianę R/T.
Drzwi, które szorują o karoserię
Jednym z pierwszych problemów, które dostrzegł Sharrett, były źle spasowane drzwi kierowcy. Zbyt wysoko osadzone, zaczęły ocierać o nadwozie w trzech miejscach, w tym zdzierając lakier aż do metalu. Dealer próbował poprawić ustawienie, ale Stellantis odmówił naprawy powłoki lakierniczej. Jak podkreślił Sharrett, auto trafiło do niego z defektem, który ktoś już próbował „zamaskować” jeszcze przed wysyłką do salonu.
Nie wiem, czy to wina Dodge’a, że w ogóle dopuścił taki samochód do sprzedaży, czy Wetzel Dodge, który go przyjął. Faktem jest, że zostałem sam z nowym autem i fabrycznym uszkodzeniem.
Bagażnik, którego nie da się otworzyć
Największa bolączka to bagażnik. W Chargerze Daytona nie przewidziano przycisku ani w kabinie, ani na pilocie. Jedyny sposób to gumowy przycisk na lampie tylnej. Problem w tym, że ten przycisk nie działa od pierwszego dnia. Sharrett wielokrotnie próbował otworzyć bagażnik, ale bezskutecznie. Efekt? Każde zakupy czy sprzęt sportowy trzeba upychać przez kabinę, składając tylne siedzenia i „przerzucając” rzeczy do tyłu.
Nie można pojechać po zakupy, nie można odebrać niczego dla rodziny. To kompletnie dyskwalifikuje ten samochód w codziennym użytkowaniu.
Problemy z elektroniką i systemami
Kłopotliwa okazała się także elektronika. Bezkluczykowe otwieranie działa jedynie połowicznie – połowa prób kończy się fiaskiem. Infotainment Uconnect regularnie wyświetla komunikaty błędu, a aktualizacje oprogramowania wykonane w serwisie nie rozwiązały problemów. Co więcej, samochód był wzywany na akcję serwisową w związku z wadliwym oprogramowaniem. Niektóre egzemplarze nie spełniały norm głośności dźwięku podczas cofania. W przypadku auta Sharretta testy serwisowe potwierdziły, że parametry są zgodne z normami, ale niesmak pozostał.

Fotel kierowcy, który sam się cofa
Najgroźniejszym defektem okazał się elektryczny fotel kierowcy. Po odchyleniu do przodu w celu umożliwienia pasażerowi wyjścia, nie zatrzymuje się w tej pozycji, lecz automatycznie wraca do tyłu. To właśnie wtedy siedmioletnia córka Sharretta została przygnieciona przez przesuwające się siedzisko. Na szczęście nie odniosła obrażeń, ale sytuacja wyglądała dramatycznie, o czym wspomniał właściciel:
Moja córka utknęła między fotelem a słupkiem. Krzyczała, żebym jej pomógł. Zanim zdążyłem zareagować, zdążyła się przestraszyć i mogła zostać poważnie ranna.
Komentarze i szerszy obraz
Sharrett przyznał, że skusiła go niska rata leasingowa i chęć przetestowania nowej technologii. Teraz żałuje tej decyzji. Jak zaznaczył, samochód miał być nowym rozdziałem w historii muscle carów, a stał się źródłem problemów. W sieci już wcześniej wyśmiewano fakt, że głośny Hemi ustąpił miejsca „zbyt cichym” elektrykom. Teraz dochodzą do tego relacje użytkowników o wadach produkcyjnych i niedoróbkach jakościowych. Dodge zapewne nie chciałby, aby tak wyglądał początek epoki elektrycznych Chargerów, ale przypadek z Indiany rzuca cień na reputację modelu. Czy to tylko odosobniona historia, czy szerszy problem z kontrolą jakości? To pytanie, które coraz częściej pojawia się wśród klientów.
Podsumowanie
Nicholas Sharrett nazwał swojego Dodge’a Charger Daytona „praktycznie bezużytecznym”. I trudno się dziwić – niespasowane drzwi, bezużyteczny bagażnik, wadliwa elektronika i niebezpieczny fotel kierowcy to katalog usterek, który bardziej pasuje do kilkunastoletniego auta z rynku wtórnego niż do fabrycznie nowego elektrycznego muscle cara. Sfrustrowany właściciel podsumował:
Chciałbym, żeby Dodge po prostu zabrał to auto z powrotem.
O autorze
Tomasz Studniarek
Najnowsze

Verstappen nie owija w bawełnę po piątku w Chinach. Red Bull ma poważny problem

George Russell zgarnął PP do sprintu w Chinach. Kimi drugi

Ferrari 330 GTS z 1967 roku trafi na aukcję w Monako. To jeden z 99 egzemplarzy

Project Motor Racing szykuje Patch 2.0. To dopiero początek dłuższej odbudowy







