Ford Mustang GTD tak szeroki, że niemal wpadł w kategorię pojazdów ciężarowych

Jan Pacula

Jan Pacuła

Ford Mustang GTD okazał się tak szeroki, że niemal wpadł w kategorię pojazdów ciężarowych i musiałby nosić obowiązkowe światła ostrzegawcze. Amerykanie jednak znaleźli prawny haczyk, który pozwolił im uniknąć tego wymogu.

Granica, której lepiej nie przekraczać

Nowy Ford Mustang GTD mierzy aż 207,8 cm szerokości. To wynik, który niemal zrównał go z takimi kolosami jak Ford Bronco Raptor czy Ram TRX. A te, z racji przekroczenia progu szerokości określonego przez amerykańskie przepisy federalne, muszą nosić charakterystyczne pomarańczowe światła – trzy w centralnej części i po jednym na bokach. Ich funkcja jest prosta: zwiększają widoczność dużych pojazdów na drodze. Jednak z czasem stały się także elementem stylistycznym, chętnie kopiowanym przez tunerów i fanów off-roadu.

Dlaczego Mustang GTD nie dostał świateł?

Ford nie chciał, aby najbardziej wyczynowa wersja Mustanga wyglądała jak „mini ciężarówka”. Dlatego projektanci poszukali prawnej furtki, by ominąć wymóg normy FMVSS 108. Udało się – Mustang GTD nie został zakwalifikowany jako tzw. pojazd dwuzadaniowy (dual-purpose vehicle), co zwalnia go z obowiązku montażu dodatkowych świateł. Ekspert stwierdził:

Światła są wymagane wyłącznie dlatego, że pojazdy w tej kategorii mogą być kupowane przez firmy i rejestrowane jako samochody użytkowe. Mustang GTD nie jest traktowany jako auto dwuzadaniowe, więc przepis go nie obejmuje.

A co, jeśli GTD trafi do „pracy”?

Redakcja The Drive zapytała, czy teoretycznie GTD mógłby zostać zarejestrowany np. przez spółkę prowadzącą tor wyścigowy i wykorzystywany do przewozu klientów. Projektant Anthony Colard odpowiedział, że nawet w takim scenariuszu nie zmienia to jego statusu – auto nadal nie będzie traktowane jako pojazd użytkowy. Jak podkreślił Colard:

Każdy pojazd, na którym można nakleić napis „not for hire”, wchodzi w kategorię wymagającą dodatkowych świateł. Ale Mustang GTD do niej nie należy.

Legalny spryt kontra modna przesada

Decyzja Forda miała więc dwa aspekty: formalny i stylistyczny. Z jednej strony uniknięto dodatkowych kosztów i homologacyjnych komplikacji. Z drugiej – Mustang GTD zachował czystą, agresywną linię, bez obowiązkowych lampek, które coraz częściej stają się dodatkiem na pokaz, a nie realną potrzebą. Można powiedzieć, że Ford jednocześnie wygrał z przepisami i uniknął wpisania się w modę, która ze świata ciężkich pick-upów przeniknęła do miejskich SUV-ów i crossoverów. Mustang GTD pozostaje więc tym, czym miał być od początku: najostrzejszym, najbardziej torowym Mustangiem w historii, a nie zabawką stylizowaną na ciężarówkę.

O autorze

Jan Pacula

Jan Pacuła

Redaktor działu Retro
Były kierowca rajdowy, który dziś wiedzę z odcinków specjalnych przekłada na testy aut drogowych. Uwielbiam precyzję prowadzenia i tylnonapędową charakterystykę, ale moją drugą wielką miłością są klasyki, młodsze „graty” i motorsportowa historia. Regularnie odwiedzam międzynarodowe zloty oraz konkursy elegancji – z klimatycznym jeziorem Como na czele (Concorso d’Eleganza Villa d’Este). W moim prywatnym garażu marzeń pierwsze miejsce od lat zajmuje kultowy Ford Escort RS Cosworth.

© 2026 MotoGuru.pl