Sąd odebrał domenę Lambo.com. Spekulant chciał 75 mln, a został z niczym

Inwestowanie w internetowe adresy bywa jak gra w kasynie: czasem trafiasz jackpota, a czasem kasyno wynosi cię trzymając za kołnierz. Tak właśnie skończył Amerykanin, który w 2018 roku kupił domenę Lambo.com za 10 000 dolarów, licząc na spektakularny zysk. Marzył o fortunie, lecz zamiast niej dostał twardy wyrok federalny, który oddał adres Lamborghini i wyzerował jego inwestycję.
Miało być złote eldorado. Skończyło się rewindykacją
Na początku wyglądało to jak podręcznikowa spekulacja w świecie domen. Mężczyzna z Arizony – właściciel ponad 100 adresów – przejął Lambo.com, wystawił ją na sprzedaż i czekał, aż motoryzacyjny rynek sam zapuka do drzwi. Strona nie stała się jednak serwisem, sklepem ani blogiem. Domenę można było porównać do supersamochodu stojącego w garażu z kartką „na sprzedaż”. Z czasem cena zaczęła szybować jak arkusz kalkulacyjny kogoś, kto bardzo lubi liczby: z 1,1 mln dolarów do 12 mln, aż we wrześniu 2023 roku osiągnęła astronomiczne 75 mln dolarów (około 271 mln zł).
Lamborghini straciło cierpliwość
Firma Lamborghini uznała, że ktoś próbuje ją naciągnąć, korzystając z popularności skrótu „Lambo”. W 2022 roku producent zwrócił się do Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO), argumentując, że domena jest myląco podobna do zarejestrowanego znaku towarowego LAMBORGHINI, a jej właściciel w oczywisty sposób żerował na renomie marki.
Eksperci WIPO ocenili, że działania inwestora nosiły cechy „złej intencji” i nakazali przekazanie adresu firmie. Od tego momentu ruszył długi marsz po sądowych korytarzach. Według specjalistów od własności intelektualnej był to klasyczny przykład spekulacyjnego podbijania wartości cudzego znaku. Jak zauważył jeden z ekspertów:
Właściciel domeny nie wykazał żadnego realnego zamiaru jej wykorzystania i wielokrotnie zmieniał wycenę w sposób typowy dla prób wymuszenia zapłaty.
Sędzia nie miał wątpliwości
Właściciel domeny próbował odwrócić sytuację w federalnym sądzie, ale finał okazał się tak bezlitosny, jak rachunek za serwis V12 po wygaśnięciu okresu gwarancyjnego. Sędzia U.S. District Court, Roslyn O. Silver, wydała 24-stronicową decyzję, w której dosłownie zmiotła argumentację inwestora. Sąd stwierdził, że:
- nie przysługiwały mu żadne prawa do określenia „Lambo”,
- domena była myląco podobna do znaku towarowego Lamborghini,
- posługiwanie się pseudonimem „Lambo” dopiero po zakupie domeny wyglądało na próbę obejścia prawa,
- brak jakiejkolwiek działalności na stronie potwierdzał działanie w złej wierze.
Co więcej, w pewnym momencie domena kierowała internatów na forum, gdzie właściciel oskarżał Lamborghini o „kradzież” i zapowiadał walkę do samego końca. Okazało się jednak, że ten koniec nastąpił szybciej, niż przewidywał.
Sąd oddał Lambo.com włoskiemu producentowi za 0 zł, a poprzedni właściciel został z niczym – poza rachunkami za prawników, utraconymi 10 000 dolarów inwestycji oraz formalnym oddaleniem skargi. Jak podała firma Lamborghini po ogłoszeniu wyroku:
Ochrona marki jest kluczowa, a działania w złej wierze nie mogą być premiowane.
Jaki morał z tego wynika?
Rynek domen żyje własnymi zasadami, ale nawet ten cyfrowy Dziki Zachód ma swoje granice. Jeżeli ktoś kupuje adres wyglądający jak przynależny globalnej marce, nie prowadzi tam żadnej działalności i podnosi cenę o 749 900%, to trudno liczyć na taryfę ulgową. Lamborghini odzyskało Lambo.com, a inwestor został z pustymi rękami – choć z lekcją, której wartość jest pewnie większa niż te 10 000 dolarów.
O autorze
Paweł Trafny
Najnowsze

Genesis G70 jednak nie znika. Korea szykuje ciche „przedłużenie życia”

Polskie wojsko mówi STOP chińskim autom. Zakaz wjazdu wchodzi od razu

Cmentarzysko aut pod Varazze: ponad 1000 wraków leży pod wodą od 1970 r. Zostały celowo zatopione

Stellantis może podkraść Leapmotorowi asa z rękawa. O co chodzi?



