⏱️ 3 min.

Made in EU miało uderzyć w Chiny, a już niepokoi brytyjskie fabryki i europejskich producentów

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Utrata

17-04-2026 06:04
Cyberatak sparaliżował JLR. Produkcja Land Roverów i Jaguarów zatrzymana

Planowana zasada „Made in Europe” miała wzmocnić europejski przemysł motoryzacyjny wobec rosnącej presji ze strony chińskich producentów. Jeszcze przed przyjęciem nowych przepisów widać jednak, że projekt budzi niepokój także wśród partnerów Europy i samych producentów działających blisko unijnego rynku.

Nowa reguła ma wejść do przyszłego Industrial Accelerator Act i powiązać część pomocy publicznej oraz zamówień z minimalnym udziałem lokalnej produkcji. W przypadku samochodów elektrycznych mówi się o progu około 70% lokalnej zawartości, ale nadal nie wiadomo, które państwa będą uznawane za „europejskie” w praktyce.

Wielka Brytania znalazła się w szarej strefie

Najwięcej napięć wywołuje dziś sytuacja Wielkiej Brytanii. Kraj po Brexicie opuścił jednolity rynek, ale nadal pozostaje mocno powiązany z kontynentem przez fabryki, dostawców i montaż aut na potrzeby Europy.

Londyn zabiega o podobne traktowanie jak państwa unijne. Część państw członkowskich, w tym Francja, opowiada się jednak za twardszym podejściem i uznaje, że Brexit musi oznaczać inny status. Dla producentów to nie jest akademicka dyskusja.

Firmy obecne w Wielkiej Brytanii nie wiedzą, czy auta wytwarzane na miejscu będą mogły korzystać z unijnego wsparcia lub wejść do części zamówień publicznych, a bez takiej wiedzy trudno policzyć opłacalność projektów i zatwierdzać nowe inwestycje.

Europa chce się chronić, ale nadal jest zależna od zewnętrznych ogniw

Problem nie kończy się na Wielkiej Brytanii. Projekt pokazuje szerszą sprzeczność, bo Unia chce zwiększać autonomię przemysłową i jednocześnie wciąż opiera się na rozbudowanych łańcuchach dostaw, które wychodzą daleko poza jej granice.

W tej układance ważną rolę odgrywają także Turcja i Maroko. Te kraje uczestniczą w produkcji części i montażu pojazdów trafiających później na europejski rynek, więc ich wyłączenie z nowego systemu mogłoby osłabić model budowany przez dekady.

Dodatkową trudnością pozostaje samo ustalenie pochodzenia komponentów. Nawet samochody produkowane w Europie mogą mieć znaczną część wartości wytworzoną poza nią, a szczególnie wyraźnie widać to przy akumulatorach i dostawach z Chin.

Niepewność może zatrzymać pieniądze i pogorszyć relacje handlowe

Brak jasnych reguł działa na przemysł tu i teraz. Producenci mają problem z oceną rentowności nowych linii montażowych, lokalizacji produkcji modeli elektrycznych i zabezpieczania dostaw części, więc część inwestycji może zostać przesunięta albo przeniesiona tam, gdzie otoczenie prawne jest bardziej przewidywalne.

Ryzyko dotyczy też relacji handlowych. Zbyt restrykcyjne wdrożenie „Made in EU” może zostać odebrane jako ruch protekcjonistyczny i wywołać działania odwetowe, a niemieccy producenci już obawiają się możliwych skutków dla swoich interesów w Chinach.

Unia stoi więc przed trudnym zadaniem. Ma chronić własny przemysł, ale nie może łatwo zerwać z partnerami ani rozmontować globalnych łańcuchów dostaw, od których sama nadal zależy.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Utrata

Redaktor
Ekolog z duszą petrolheada. Wierzę, że można kochać prędkość i dbać o planetę jednocześnie.

© 2026 MotoGuru.pl