Były szef Stellantisa ujawnia kulisy swojego odejścia i uderza w Unię Europejską

Carlos Tavares, były szef Stellantis, przerwał milczenie. W obszernej rozmowie z francuskim magazynem „Le Point” ujawnił okoliczności swojego niespodziewanego odejścia z koncernu i ostro skrytykował strategię Unii Europejskiej w sprawie elektryfikacji motoryzacji.
Pamiętny pobyt w Estoril
Według relacji Tavaresa, punkt zwrotny nastąpił podczas jego pobytu w portugalskim Estoril. To tam otrzymał telefon od Johna Elkanna, który – jak powiedział menedżer – bez wstępów powiadomił go o utracie zaufania. Rozmowa była chłodna i lakoniczna, a jej skutkiem okazała się błyskawiczna rezygnacja ze stanowiska. W zaledwie dwa dni zakończyła się trwająca kilka lat współpraca, podczas której Tavares doprowadził do połączenia FCA i PSA, tworząc czwarty co do wielkości koncern samochodowy na świecie.
Tavares nie unika ostrych słów
W rozmowie z „Le Point” Tavares nie unikał ostrych słów. Określił politykę Brukseli dotyczącą elektryfikacji jako produkt ideologii, a nie realnej strategii przemysłowej. Jego zdaniem po aferze Dieselgate Unia Europejska „postanowiła pokutować za grzechy spalinowych silników”, nakładając nierealistyczne obostrzenia, które – zamiast wzmocnić kontynent – otworzyły rynek na producentów z Chin. Jak powiedział Carlos Tavares:
Spaliliśmy 50 miliardów euro, by dogonić Chiny, a tymczasem to my otworzyliśmy im szeroko drzwi do Europy.
Odprawa w wysokości 35 milionów euro
Były szef Stellantis nawiązał również do kontrowersji związanych ze swoją odprawą w wysokości 35 milionów euro. W jego ocenie był to zwykły kontrakt, a nie przywilej. Porównał swoją pozycję do świata sportu, podkreślając, że „tak jak piłkarze, menedżerowie grają na najwyższym poziomie i ponoszą ogromne ryzyko – dlatego ich wynagrodzenia muszą być adekwatne do skali odpowiedzialności”.
Nie zabrakło również komentarzy na temat obecnych działań polityków w Brukseli. Tavares wskazał, że zamiast elastycznych rozwiązań, Unia stawia na zakazy – takie jak pełne ograniczenie sprzedaży aut spalinowych czy narzucanie sztywnych limitów CO₂. Według niego to ślepa ulica. W opinii Carlosa Tavaresa:
Cła na chińskie auta to tylko łata na drewnianej nodze. Chińczycy i tak zaczną produkować w Europie, a nasz przemysł stanie się chiński w europejskim opakowaniu.
Tavares zainwestował m.in. w winnice
Po odejściu z koncernu Portugalczyk nie zwolnił tempa. Zainwestował w winnice, obiekty hotelowe, renowację klasycznych aut i projekty motorsportowe. Rozważa również udział w kapitale linii lotniczej Azores oraz w modernizacji toru Estoril – symbolicznego miejsca, gdzie rozpoczął się koniec jego kariery w Stellantisie.
W refleksyjnej części wywiadu Tavares przyznał, że świat motoryzacji stał się „ekstremalnie brutalny”. Dodał, że połączenie biurokracji, drogiej energii i niepewności geopolitycznej prowadzi do „ucieczki talentów i koncentracji kapitału w rękach nielicznych grup”. W jego ocenie Europa staje się zakładnikiem własnych regulacji, a przemysł motoryzacyjny znajduje się na granicy utracenia konkurencyjności.
Mocna krytyka Francji
Szczególnie mocno skrytykował Francję, twierdząc, że nie potrafi ona przeprowadzać reform bez społecznych konfliktów i zmarnowała przewagę w postaci energii jądrowej. Jego zdaniem bariery administracyjne i koszty stałe sprawiają, że „przedsiębiorczość jest duszoną inicjatywą, a nie motorem rozwoju”.
Słowa Tavaresa ponownie rozpaliły debatę o kierunku, w jakim zmierza motoryzacja na Starym Kontynencie. Z jednej strony to presja na zeroemisyjność i realizację celów klimatycznych, z drugiej – ryzyko utracenia miejsc pracy i pozycji przemysłowej Europy wobec Chin czy USA. Jego głos może być kontrowersyjny, ale dla wielu stanowi realistyczne ostrzeżenie: „albo Europa odkryje na nowo zdrowy rozsądek, albo zostanie tylko muzeum przemysłu”.
O autorze
Marek Karpiuk
Najnowsze

Citroën C3 Aircross wyraźnie tańszy w Polsce. Promocje schodzą nawet poniżej 78 tys. zł

Te silniki robią 500 tys. km bez remontu. Nie wszystkie legendy są przesadzone

Zagato i Deus Ex Machina stworzyli wyjątkowe AGTZ Twin Tail. To ruchoma rzeźba

Kierowcy nie chcą płacić co miesiąc, ale producenci i tak zamykają ADAS za abonamentem



