Michelin szykuje duże cięcia kosztów. Pracę może stracić 1500 osób

Michelin szykuje we Francji duże cięcie zatrudnienia, choć formalnie ma ono odbyć się bez przymusowych zwolnień. W ciągu trzech lat zniknąć może około 1,5 tys. stanowisk, głównie w usługach i administracji. To kolejny sygnał, że europejski przemysł motoryzacyjny coraz mocniej liczy koszty produkcji, pracy i energii.
Największa część planowanych odejść ma dotyczyć zaplecza firmy, a nie samych linii produkcyjnych. Prawie 70% cięcia obejmie usługi i administrację, natomiast pozostała część przypadnie na zakłady produkcyjne. Michelin chce ograniczać zatrudnienie przez dobrowolne odejścia oraz brak rekrutacji na część stanowisk po osobach przechodzących na emeryturę.
Dobrowolne odejścia zamiast klasycznych zwolnień
Francuski koncern nie przedstawia tego jako nagłego zamknięcia zakładów, lecz jako program stopniowego obniżania kosztów. W praktyce oznacza to, że przez trzy lata będzie zmniejszać liczbę etatów tam, gdzie uzna strukturę za zbyt drogą lub zbyt rozbudowaną.
Brzmi łagodniej niż „zwolnienia grupowe”, ale efekt dla rynku pracy może być bardzo podobny. Michelin zatrudnia globalnie ponad 125 tys. osób. We Francji pracuje około 17 tys. ludzi w 13 zakładach, centrach obsługi klientów oraz centrali firmy. Skala nowego planu jest więc znacząca, ale nie oznacza wycofania się koncernu z rodzimego rynku.
Francja stała się dla Michelina za droga
Prezes Grupy Michelin, Florent Menegaux, już rok temu mówił przed komisją Zgromadzenia Narodowego, że działalność przemysłowa we Francji jest w obecnych realiach „trwale nieopłacalna”. Ta ocena dobrze pokazuje sedno problemu: nie chodzi wyłącznie o sprzedaż opon, ale o całe otoczenie prowadzenia produkcji.
Na liście kosztów pojawiają się obciążenia fiskalne przedsiębiorstw, koszty pracy oraz ceny energii elektrycznej. W przypadku przemysłu oponiarskiego ma to szczególne znaczenie, bo produkcja wymaga dużych nakładów surowcowych, energetycznych i logistycznych. Nawet globalna marka z silną pozycją nie jest odporna na rachunek ekonomiczny.
To nie pierwszy ruch oszczędnościowy
Nowy plan nie pojawia się w próżni. W ostatnich kilkudziesięciu miesiącach Michelin zlikwidował we Francji dwie fabryki, a wcześniejsze decyzje objęły 1250 pracowników. Powodem była nieefektywność biznesowa tych lokalizacji.
W I kwartale 2026 r. wyniki grupy znalazły się pod presją. Skonsolidowana sprzedaż wyniosła 6,2 mld euro i była niższa rok do roku o 5,4% Na rezultat wpłynęły między innymi różnice kursowe związane z umocnieniem euro oraz wyższe koszty surowców, powiązane z napięciami na Bliskim Wschodzie.
Opony pokazują szerszy problem Europy
Michelin jest częścią większej układanki, w której europejska motoryzacja walczy jednocześnie ze spowolnieniem popytu, drogą energią i presją kosztową. Branża oponiarska odczuwa to pośrednio, bo zależy od produkcji samochodów, rynku wymiany opon oraz kondycji transportu. Gdy producenci aut hamują, dostawcy też zaczynają szukać oszczędności.
Cięcia w firmie tak rozpoznawalnej jak Michelin mają więc znaczenie symboliczne. To marka kojarzona z technologią, motorsportem i premium, a nie z walką o przetrwanie na marży. Jeśli nawet ona porządkuje strukturę kosztów we Francji, to europejski przemysł dostał kolejne ostrzeżenie bez żółtej lampki na desce rozdzielczej.
Polska pozostaje ważnym punktem na mapie Michelina
Michelin jest obecny w Polsce od ponad 30 lat. W Olsztynie firma prowadzi produkcję opon i prace nad nowymi technologiami dla całej grupy. Zakład zatrudnia około 5 tys. osób, więc dla lokalnego rynku pracy pozostaje jednym z ważniejszych przemysłowych pracodawców.
Na razie cięcia dotycza Francji, nie polskiej części działalności koncernu. Warto jednak odczytywać tę decyzję szerzej: globalne grupy coraz uważniej porównują koszty działania w poszczególnych krajach. A tam, gdzie rachunek przestaje się spinać, nawet wieloletnia historia zakładu nie daje pełnej odporności.
O autorze
Paweł Trafny
Najnowsze

Ferrari stawia warunek WEC. Chce budować cały samochód samodzielnie

Kask dla dziecka od 3 czerwca. Czy zawsze jest obowiązkowy?

Toyota jak Ferrari. Nawet z grubym portfelem możesz nie kupić supersportowego GR GT

To już pewne: Mitsubishi Pajero wraca do żywych. Celuje w Toyotę Land Cruiser




