Pan Daniel odebrał swoją Cuprę w sylwestra. Następnego dnia samochód został poważnie uszkodzony w wypadku z udziałem nieoznakowanego radiowozu w Płocku. Mężczyzna twierdzi, że policjanci odpowiadają za zdarzenie, a mimo to od miesięcy nie może uzyskać odszkodowania. Policja przedstawiała jednak inną wersję wydarzeń. Sprawę opisał „Fakt”.
Zatrzymali się, żeby pomóc leżącemu mężczyźnie
Do zdarzenia doszło 1 stycznia 2026 r. na ul. Wyszogrodzkiej w Płocku, w rejonie Podolszyc. Pan Daniel jechał razem z narzeczoną, gdy zauważyli na jezdni leżącego mężczyznę.
Jak relacjonuje poszkodowany w rozmowie z „Faktem”, człowiek znajdował się na lewym skrajnym pasie. Daniel zjechał na środkowy pas, włączył światła awaryjne i zatrzymał samochód, żeby uniknąć potrącenia pieszego i udzielić mu pomocy. Na prawym pasie zatrzymała się również Skoda Superb.
Chwilę później w Cuprę uderzył nieoznakowany radiowóz.
Samochód obrócił się po uderzeniu
Według relacji pana Daniela siła zderzenia była bardzo duża. Cupra obróciła się o około 180 stopni, a kierowca i jego narzeczona stracili przytomność.
Po odzyskaniu świadomości para została przebadana przez ratowników. Następnie policjanci mieli wylegitymować i przesłuchać uczestników zdarzenia. Radiowóz po uderzeniu w Cuprę uszkodził również stojącą obok Skodę.
Pan Daniel twierdzi, że funkcjonariusze zapewniali go wtedy, iż szkody zostaną pokryte z ubezpieczenia.
Policja od początku przedstawiała inną wersję
To właśnie ten element jest kluczowy dla całej sprawy. Już 1 stycznia 2026 r. KMP w Płocku przedstawiała inną wersję przebiegu zdarzenia.
Według informacji przekazanych wówczas przez policję 44-letni pieszy miał znajdować się na pasie zieleni oddzielającym jezdnie, a następnie nagle wejść na lewy pas ruchu, bezpośrednio przed nadjeżdżający nieoznakowany radiowóz. Funkcjonariusze mieli jechać na interwencję i używać zarówno sygnałów świetlnych, jak i dźwiękowych.
Kierujący radiowozem, 24-letni funkcjonariusz, miał zjechać na środkowy pas, próbując uniknąć potrącenia pieszego. Wtedy doszło do uderzenia w Cuprę, a następnie w Skodę jadącą prawym pasem. Według informacji policji wszyscy kierujący byli trzeźwi, natomiast badanie pieszego wykazało blisko 2,5 promila alkoholu. W zdarzeniu obrażeń doznał 29-letni funkcjonariusz jadący jako pasażer.
Pan Daniel kwestionuje wersję policji
W rozmowie z „Faktem” właściciel Cupry przedstawia inną wersję wydarzeń. Twierdzi, że po wypadku policjant miał początkowo mówić, że to on zjechał na pas, którym poruszał się radiowóz. Później — według relacji Daniela — pojawiła się wersja, że pieszy znajdował się przed radiowozem i funkcjonariusze wykonali manewr, aby go ominąć.
Mężczyzna kwestionuje również informację o używaniu sygnałów dźwiękowych. Twierdzi, że widział jedynie niebieskie światła. Są to jednak twierdzenia pana Daniela, przedstawione przez „Fakt”, podczas gdy policja w komunikacie z 1 stycznia informowała o używaniu zarówno sygnałów świetlnych, jak i dźwiękowych.
Nowe auto zostało uznane za szkodę całkowitą
Dla pana Daniela problem nie skończył się na samym wypadku. Samochód został przez niego odebrany w Krakowie 31 grudnia 2025 r., czyli zaledwie dzień przed zdarzeniem. Auto było w leasingu.
Po wypadku wykonano dodatkową ekspertyzę, która — jak podaje „Fakt” — wykazała szkodę całkowitą. Według relacji właściciela straty sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Ubezpieczyciel miał odmówić wypłaty
Pan Daniel twierdzi, że ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania. Według jego relacji uzasadnieniem miało być to, że policja nie ponosi odpowiedzialności za spowodowanie zdarzenia.
Mężczyzna twierdzi również, że po zakończeniu czynności nie otrzymał dokumentacji wraz z numerem polisy. Miał go uzyskać dopiero podczas późniejszej wizyty na komisariacie.
To właśnie kwestia odpowiedzialności za kolizję jest obecnie kluczowa. Z jednej strony mamy relację poszkodowanego, który uważa, że radiowóz doprowadził do zderzenia. Z drugiej — wcześniejsze stanowisko policji, według którego funkcjonariusz wykonywał manewr, aby uniknąć potrącenia pieszego.
Osiem miesięcy po zdarzeniu sprawa nadal trwa
Według relacji pana Daniela minęło już osiem miesięcy, a sprawa nadal nie została przez niego rozwiązana. Uszkodzona Cupra pozostaje niesprawna, a mężczyzna — jak mówi „Faktowi” — musi korzystać z samochodu pożyczanego od rodziców albo wynajmować auto.
Poszkodowany uważa, że policjanci nie biorą odpowiedzialności za zdarzenie i że właśnie dlatego pojawił się problem z wypłatą pieniędzy.
„Fakt” pytał policję o sprawę
Redakcja „Faktu” zwróciła się do Komendy Miejskiej Policji w Płocku z kilkunastoma pytaniami dotyczącymi zdarzenia. Według „Faktu” przez prawie 10 dni nie otrzymała odpowiedzi.
Warto jednak zaznaczyć, że policja wcześniej, bezpośrednio po zdarzeniu, przekazała swoją wersję wydarzeń. Informowała wtedy o pieszym, który miał wejść przed radiowóz, używaniu przez radiowóz sygnałów świetlnych i dźwiękowych oraz manewrze wykonanym w celu uniknięcia potrącenia.
Na obecnym etapie nie należy więc przedstawiać odpowiedzialności za wypadek jako rozstrzygniętej. Pewne jest natomiast, że w wyniku zdarzenia uszkodzone zostały trzy pojazdy — radiowóz, Cupra i Skoda — a pan Daniel nadal dochodzi pieniędzy za zniszczony samochód. Sprawę opisał „Fakt”.






