Jeśli po auto używane, to do Włoch. Polska daleko w tyle

Włoski rynek aut używanych uchodzi za jeden z najbardziej transparentnych w Europie – zaraz po Wielkiej Brytanii. Jednak za tą chlubną statystyką wciąż kryją się poważne problemy z manipulacjami liczników i brakiem dostępu do pełnych danych o historii pojazdów. Najnowszy raport carVertical pokazuje, że mimo wzrostu zaufania, kupujący wciąż muszą zachować czujność.
Włochy tuż za Wielką Brytanią w rankingu carVertical
Według najnowszego raportu firmy carVertical, analizującego 25 krajów europejskich, Włochy zajęły drugie miejsce pod względem przejrzystości rynku aut używanych. Wyprzedziła je jedynie Wielka Brytania, a zaraz za nimi znalazły się Niemcy, Szwajcaria i Francja. To imponujący wynik, biorąc pod uwagę, że przez lata włoski rynek wtórny był postrzegany jako pełen niepewności i nieścisłości w dokumentacji pojazdów. Jednak – jak podkreślono w raporcie – sama pozycja w rankingu nie oddaje pełnego obrazu sytuacji. Pod warstwą optymizmu wciąż widać głęboko zakorzenione praktyki, które podkopują zaufanie klientów.
2,9% aut z przekręconym licznikiem – problem trwa
Z raportu wynika, że 2,9% analizowanych samochodów we Włoszech ma zmanipulowany licznik przebiegu. Choć to wynik lepszy niż średnia europejska, nadal stanowi realne zagrożenie dla kupujących. Ekspert carVertical, Matas Buzelis, zauważył, że włoscy nabywcy często szukają aut z przebiegiem poniżej 100–200 000 km, co tworzy idealne warunki do nadużyć.
Średnio każda zmanipulowana transakcja dotyczy auta, któremu „odjęto” około 69 800 km z faktycznego przebiegu. To nie tylko fałszuje rzeczywisty stan techniczny, ale też wprowadza w błąd w kwestii planowania napraw, przeglądów i wartości rynkowej.

20,6% aut z importu – ryzyko wzrasta
Znaczący udział w rynku stanowią pojazdy sprowadzane – aż 20,6% analizowanych samochodów pochodziło z zagranicy. W teorii to dowód na atrakcyjność włoskiego rynku, w praktyce jednak właśnie importowane auta często kryją najwięcej tajemnic. Wiele z nich ma niepełną dokumentację, utrudniony dostęp do historii serwisowej lub brak danych o kolizjach. Trudności w uzyskaniu informacji o wcześniejszych szkodach i naprawach sprawiają, że konsumenci często kupują „kota w worku”, nie wiedząc, że pojazd mógł mieć poważne uszkodzenia strukturalne lub cofnięty licznik.
Europa podzielona: od wzoru brytyjskiego po wschodnie ryzyka
Na tle kontynentu to Wielka Brytania pozostaje wzorem uczciwości, zaledwie 2,3% aut z fałszywym przebiegiem i podobnym udziałem importu. Sukces ten przypisuje się surowym przepisom i efektywnemu systemowi monitorowania historii pojazdów. Z drugiej strony skrajnie niepokojąca jest sytuacja na wschodzie Europy. Ukraina zamyka ranking z wynikiem 9,5% zmanipulowanych liczników oraz 78% importowanych aut, co czyni tamtejszy rynek jednym z najmniej bezpiecznych dla kupujących. Polska również znajduje się w grupie krajów, gdzie poziom przejrzystości rynku samochodów używanych jest poniżej średniej.
Brak wspólnej bazy danych w UE – pięta achillesowa systemu
Największym problemem, jaki wskazuje raport, jest brak jednolitego europejskiego systemu wymiany danych o historii pojazdów. To luka, którą bez skrupułów wykorzystują nieuczciwi handlarze – różnice między krajami w standardach raportowania sprawiają, że wiele pojazdów z niejasną przeszłością może swobodnie „migrować” po Europie. Jak podsumował carVertical:
Zintegrowana baza danych dostępna w całej Unii Europejskiej mogłaby skutecznie ukrócić manipulacje i poprawić bezpieczeństwo transakcji.
O autorze
Piotr Popiołek
Najnowsze

Verstappen bezradny w Chinach. Red Bull ma auto, z którym nie da się walczyć

Ford odświeża Capri i Explorera. Zasięg rośnie do 444 km, a to dopiero początek zmian

16-latek miał ukraść Lamborghini Urus i jeździć nim po mieście przez 16 godzin. Skończył na… ogrodzeniu

Francja walczy z aferą rejestracyjną. Ponad 1 mln aut mogło dostać lewe papiery



