Toyota ostrzega, że nowe unijne zasady „Made in Europe” mogą przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. Według Yoshihiro Nakaty, szefa Toyota Europe, Unia Europejska ryzykuje izolację i utratę inwestycji, jeśli ograniczy korzyści tylko do produkcji prowadzonej wewnątrz wspólnoty.
Problem nie kończy się na fabrykach w UE
Europejski przemysł motoryzacyjny od lat działa w układzie szerszym niż same granice Unii Europejskiej. Łańcuchy dostaw, zakłady produkcyjne i decyzje inwestycyjne obejmują także kraje spoza wspólnoty, które są mocno powiązane z europejskim rynkiem. Właśnie w tym miejscu Toyota widzi ryzyko związane z propozycjami zapisanymi w Industrial Accelerator Act.
Nowe regulacje mają premiować to, co powstaje w Europie, ale według japońskiego giganta mogą jednocześnie osłabić relacje z państwami, które od dawna są ważne dla branży samochodowej.
Wielka Brytania i Turcja mogą wypaść poza system korzyści
Toyota zwraca uwagę, że projektowane przepisy mogą wykluczyć z kluczowych benefitów kraje spoza UE. Wśród najważniejszych przykładów pojawiają się Wielka Brytania i Turcja, czyli rynki silnie związane z europejską motoryzacją.
Dla producentów samochodów takie rozgraniczenie nie jest drobną korektą administracyjną. To potencjalna zmiana zasad gry w przypadku firm, które planują inwestycje, produkcję i logistykę w skali całego regionu, a nie wyłącznie w granicach wspólnoty.
Toyota mówi o ryzyku izolacji
Yoshihiro Nakata ocenia, że Unia Europejska może zaszkodzić międzynarodowym więziom, które przez lata wzmacniały jej przemysł samochodowy. To rzadko spotykana, tak bezpośrednia krytyka japońskiego koncernu wobec rosnącego protekcjonizmu w Europie.

fot. Toyota
Szef Toyota Europe ostrzega, że zbyt wąsko rozumiane hasło „Made in Europe” może zniechęcić firmy do lokowania kapitału w regionie. W motoryzacji inwestycje nie lubią niepewności, a polityczne granice bywają znacznie prostsze na papierze niż w realnej produkcji.
Ochrona rynku czy strzał we własny zderzak?
Unia Europejska chce wzmacniać lokalny przemysł, co samo w sobie jest zrozumiałe w czasach ostrej konkurencji. Problem zaczyna się wtedy, gdy ochrona rynku zmienia się w mechanizm odcinania partnerów, którzy realnie współtworzą europejski ekosystem motoryzacyjny.
Toyota nie kwestionuje potrzeby wzmacniania przemysłu w Europie. Sygnalizuje jednak, że zbyt sztywne bariery mogą ograniczyć elastyczność producentów i osłabić atrakcyjność regionu jako miejsca dla kolejnych projektów.
Bruksela dostaje sygnał ostrzegawczy
Głos Toyoty wybrzmiewa mocno, ponieważ projektowane przepisy mogą naruszyć układ, na którym przez lata korzystali producenci, dostawcy i same państwa europejskie. Spór o „Made in Europe” nie sprowadza się więc do prostego hasła o wspieraniu lokalnej produkcji.
Stawką jest to, czy Stary Kontynent zbuduje silniejszy przemysł, czy stworzy system tak zamknięty, że część inwestorów zacznie szukać bardziej przewidywalnych warunków poza nim.






