⏱️ 2 min.

Volkswagen pozwany za dotykowe przyciski na kierownicy

Zdjęcie autora artykułu

Adam Główka

18-08-2025 06:08

Dotykowe przyciski na kierownicy, które Volkswagen z dumą wprowadził jako „innowację przyszłości”, okazały się dla wielu kierowców źródłem frustracji. Dwóch właścicieli ID.4 w USA wytoczyło koncernowi pozew zbiorowy, twierdząc, że ich auta są wręcz niebezpieczne w użytkowaniu.

Od gadżetu do potencjalnego zagrożenia

Na papierze rozwiązanie wyglądało nowocześnie – zamiast klasycznych przełączników pojawiły się gładkie, reagujące na dotyk pola. W praktyce jednak wystarczyło lekkie muśnięcie, by np. aktywować adaptacyjny tempomat. Zdaniem powodów to prosta droga do niekontrolowanych sytuacji na drodze.

Jak podano w pozwie złożonym w sądzie federalnym w New Jersey, Volkswagen miał świadomość problemu dzięki skargom klientów, raportom z autoryzowanych serwisów i własnym analizom. Mimo to nie poinformował kierowców o wadzie ani nie zaoferował im darmowych napraw czy rekompensat.

Głos samych kierowców

Powodowie opisali swoje doświadczenia w mocnych słowach:

Jesteśmy przerażeni i niepewni za każdym razem, gdy wsiadamy do samochodu

To, co miało być udogodnieniem, stało się dla nich powodem do niechęci wobec jazdy.

Volkswagen już się wycofał, ale problem pozostał

Niemiecka marka przyznała, że wprowadzenie dotykowych przycisków było błędem i zapowiedziała powrót do tradycyjnych rozwiązań. Pierwszym modelem z fizycznymi przełącznikami jest elektryczny ID.2all. To jednak marne pocieszenie dla właścicieli obecnych aut, którzy nadal muszą radzić sobie z nadwrażliwymi panelami.

Więcej niż niewygoda

Pozew zarzuca koncernowi nie tylko naruszenie gwarancji, ale też oszustwo przez zaniechanie oraz bezpodstawne wzbogacenie się kosztem klientów. Dodatkowo firma ma odpowiadać za złamanie praw konsumenckich w stanach Connecticut i Massachusetts.

Choć sprawa toczy się w USA, jej echa mogą dotrzeć także do Europy. W końcu problem dotykowych przycisków był globalny, a Volkswagen potrzebuje lat, by całkowicie je wycofać ze swojej gamy. Do tego czasu kierowcy muszą żyć z „innowacją”, która szybciej trafiła na salę sądową niż do podręcznika marketingu.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Adam Główka

Jeżdżę, piszę, testuję. Wierzę, że każdy samochód ma swoją historię – trzeba tylko umieć ją opowiedzieć.