Robotaxi Waymo podwiozło złodzieja. Policja spóźniła się o trzy miesiące

Bezzałogowa taksówka Waymo stała się mimowolnym elementem kradzieży w San Francisco. Złodziej pojechał nią do studia jogi, wyniósł ubrania, odjechał, a nagrania z 29 kamer samochodu zniknęły, zanim policja zdążyła o nie wystąpić.
Problemem nie była ucieczka, tylko ślad po niej
W tej historii najciekawsze nie jest to, że przestępca skorzystał z robotaxi. Prawdziwy problem zaczyna się tam, gdzie klasyczna taksówka, monitoring i dane klienta zwykle pomagają odtworzyć przebieg zdarzeń.
Policja wystąpiła do Waymo o nagrania dopiero po trzech miesiącach. Wtedy materiały ze wszystkich 29 kamer wewnętrznych i zewnętrznych były już usunięte, więc najważniejszy trop techniczny przestał istnieć.
Złodziej przyjechał po ubrania bez kierowcy
Do zdarzenia doszło na początku roku w San Francisco. Sprawca przyjechał bezobsługową taksówką do studia jogi, a po kilku minutach wyszedł z naręczem skradzionych ubrań, które trafiły do bagażnika robotaxi.
Samochód odjechał, a technologia, która miała wozić pasażerów bez udziału człowieka, w praktyce podwiozła także złodzieja po łup.
Kamery były, ale identyfikacji i tak mogło nie być
Monitoring w studiu jogi nie pozwolił ustalić tożsamości sprawcy. Teoretycznie większą wartość mogły mieć kamery samochodu Waymo, bo robotaxi obserwuje otoczenie i wnętrze znacznie dokładniej niż przeciętne auto.
Tyle że nawet zachowane nagrania nie dawały pewności co do tożsamości złodzieja. Powód? Waymo rozmywa bowiem twarze, aby chronić dane osobowe, więc obraz z kamer mógłby pokazać przebieg zdarzenia, ale niekoniecznie twarz przestępcy.
Fałszywe konto zamknęło kolejną drogę
Dane klienta powiązane z przejazdem również nie rozwiązały sprawy. Konto było założone na fałszywą tożsamość, więc cyfrowy ślad nie doprowadził policji do konkretnej osoby.
To pokazuje słaby punkt robotaxi. Gdy za kierownicą nie siedzi człowiek, odpada potencjalny świadek, a cała wartość dowodowa przenosi się na dane, monitoring i procedury ich przechowywania.
Robotaxi jako narzędzie przestępstwa to już nie teoria
To nie pierwszy przypadek użycia robotaxi przy popełnianiu przestępstw w Stanach Zjednoczonych. Bezzałogowe auta mogą działać jak zwykły środek transportu, ale ich anonimowość i automatyzacja tworzą nowe napięcie między prywatnością a bezpieczeństwem.
Dla pasażerów rozmywanie twarzy brzmi rozsądnie. Dla policji w podobnych sprawach może być różnicą między materiałem dowodowym a nagraniem, które pokazuje wszystko poza najważniejszym szczegółem.
O autorze
Piotr Popiołek
Najnowsze

Kubica dostał zimny prysznic w Le Mans. Ferrari #83 poza Hyperpole

Red Bull przyznał, że tempo Antonellego w Monako ich zaskoczyło

Ferrari zrzuca maskę przed Le Mans. „Nie jesteśmy faworytami”

Racing Bulls jedzie do Barcelony w piłkarskich barwach z okazji mundialu




