Nie każdy japoński silnik jest bezawaryjny. Te jednostki mają fatalną opinię

Japońskie auta długo uchodzą za bezpieczny wybór na rynku wtórnym, ale samo logo na masce to nie wszystko. Toyota, Subaru, Mazda i Nissan mają silniki, które potrafią zamienić tani zakup w kosztowny remont. Najczęściej chodzi o pobór oleju, uszczelki pod głowicą, problemy z DPF-em albo uszkodzenia cylindrów.
Nie marka, tylko konkretny silnik decyduje o ryzyku
Na rynku używanych samochodów japońskie logo wciąż działa jak obietnica spokoju. Problem w tym, że kilka konstrukcji z ostatnich dekad mocno odstaje od tej reputacji. Największe ryzyko dotyczy nie całych samochodów, lecz konkretnych kodów silników, roczników i sposobu eksploatacji.
Toyota też miała swoje kosztowne wyjątki
Jednym z najbardziej znanych przykładów złych konstrukcji z Japonii jest Toyota 1.8 VVT-i 1ZZ-FE. Silnik trafiał między innymi do Corolli, Avensisa, Celiki i MR2. W egzemplarzach produkowanych głównie przed 2005 rokiem problemem były wadliwe pierścienie tłokowe i źle rozwiązane kanały odprowadzające olej.
Skutek bywał brutalnie prosty: silnik spalał olej w dużych ilościach. Niektóre auta zużywały litr oleju nawet co 1000 km. Toyota później poprawiła konstrukcję tłoków i pierścieni, ale wcześniejsze wersje do dziś wymagają szczególnej ostrożności.
Podobną łatkę dostała jednostka Toyota/Lexus 2.4 2AZ-FE, która pracowała między innymi w Camry, RAV4 i Lexusie HS. Tu również głównym problemem były pierścienie tłokowe, które z czasem traciły skuteczność.
W praktyce oznaczało to rosnący pobór oleju i ryzyko poważnego uszkodzenia silnika. Problem najmocniej dotyczył aut z lat około 2006–2011. Toyota prowadziła nawet programy naprawcze dla części egzemplarzy.
Subaru EJ25: kultowy bokser z dobrze znanym rachunkiem
Subaru 2.5 EJ25 to silnik, który świetnie pokazuje różnicę między charakterem a bezproblemowością. Boksery tej japońskiej marki mają wielu fanów, ale w wolnossących wersjach z Legacy, Forestera i Imprezy z przełomu lat 90. i 2000 często wracał temat uszczelki pod głowicą.
Objawy zwykle zaczynały się od ubytku płynu chłodniczego i przegrzewania. Później dochodziły wycieki oraz coraz większe problemy z układem chłodzenia. W środowisku fanów Subaru wymiana uszczelki pod głowicą stała się niemal stałym punktem eksploatacyjnego scenariusza.
Po fachowej naprawie wiele tych silników potrafiło dalej długo jeździć. To jednak nie zmienia faktu, że sama usterka była wyjątkowo powszechna. Kupujący używane Subaru z takim silnikiem musi więc patrzeć nie tylko na przebieg, ale też na historię napraw.
Mazda miała problemy i z dieslem, i z Wanklem
Mazda 2.0 MZR-CD Diesel zapracował na opinię jednej z bardziej ryzykownych jednostek tej marki. Problemami był między innymi filtr DPF, turbosprężarka oraz rozrzedzanie oleju silnikowego paliwem podczas wypalania filtra cząstek stałych.
Taki zestaw przyspieszał zużycie jednostki. Do tego dochodziły awarie łańcucha rozrządu i kosztownego osprzętu. Starsze Mazdy z tym dieslem pod maską przez te przypadłości szybko zaczęły uchodzić za auta, które przed zakupem trzeba sprawdzać wyjątkowo dokładnie. Sama atrakcyjna cena ogłoszenia nie wystarcza, jeśli pod maską czeka kosztowna niespodzianka.
Jeszcze bardziej specyficzną konstrukcją była Mazda Renesis 13B z RX-8. Silnik Wankla wymagał świadomej obsługi i regularnego pilnowania poziomu oleju. Wielu właścicieli nie brało pod uwagę, że jednostka rotacyjna naturalnie spala olej. Największym problemem była trwałość uszczelnień wirników.
W licznych egzemplarzach kompresja spadała już przy stosunkowo niewielkich przebiegach. RX-8 nadal ma wiernych fanów, ale zaniedbany egzemplarz potrafi szybko przypomnieć, że oryginalność techniczna nie zawsze oznacza tanią eksploatację.
Nissan QR25DE i katalizator, który potrafił zniszczyć silnik
Nissan 2.5 QR25DE był montowany między innymi w Altimie, X-Trailu i Sentrze. Najpoważniejszy problem dotyczył katalizatora. W niektórych egzemplarzach jego wkład potrafił się rozpadać, a drobiny trafiały z powrotem do cylindrów.
Konsekwencje były wyjątkowo poważne: porysowane gładzie cylindrów, spadek kompresji i duże zużycie oleju. W wielu przypadkach kończyło się to remontem albo wymianą całego silnika. Problem szczególnie dotyczył pierwszych roczników tej jednostki.
Używany samochód warto sprawdzać po kodzie silnika
Te sześć konstrukcji nie przekreśla japońskiej motoryzacji. Toyota, Honda, Mazda, Subaru i Nissan mają na koncie wiele bardzo trwałych silników. Problem polega na tym, że reputacja marki potrafi uśpić czujność kupującego.
Przed zakupem używanego auta warto sprawdzić nie tylko model i rocznik, ale też konkretny kod jednostki. Lista typowych usterek bywa ważniejsza niż ogólna opinia o marce. W przypadku tych silników kilka minut researchu może oszczędzić rachunku, którego nikt rozsądny nie chce oglądać.
O autorze
Krzysztof Drobnicki
Najnowsze

Toyota kontra klienci. Pozew dotyczy miliardów dolarów z ceł

Po co chińskim koncernom tak wiele marek? Odpowiedź jest prosta

Kiedy fotoradar naprawdę robi zdjęcie od tyłu?

Niepokojący przypadek Volvo C40. Auto samo rusza z miejsca, a serwis to potwierdza





