Diesel w odwrocie: dekada, która pogrzebała silniki wysokoprężne

Jeszcze kilkanaście lat temu diesle rządziły na europejskich drogach. Dawały kierowcom moc, oszczędność i poczucie niezniszczalności. Dziś jednak ich czas dobiega końca – i to szybciej, niż wielu chciałoby uwierzyć. Skandale, restrykcje i nowa fala napędów elektrycznych sprawiły, że silniki wysokoprężne znalazły się na równi pochyłej. Coraz więcej producentów otwarcie przyznaje, że przyszłość diesla jest przesądzona.
Dieselgate: skandal, który zmienił wszystko
Jesienią 2015 roku świat obiegła wiadomość, że Volkswagen oszukiwał przy testach emisji. Oprogramowanie montowane w autach koncernu wykrywało, kiedy pojazd znajdował się na hamowni i włączało pełne oczyszczanie spalin. W normalnej jeździe silnik pracował na znacznie uboższej mieszance, poprawiając osiągi i spalanie, ale emitując przy tym dużo więcej tlenków azotu. Jak podał Volkswagen Group, w aferę zamieszanych było ponad 11 milionów samochodów na całym świecie. Efekt? Dziesiątki miliardów złotych kar i odszkodowań, a przede wszystkim – nieodwracalny cios w wizerunek jednostek wysokoprężnych. Zaufanie klientów zaczęło topnieć, a producenci coraz odważniej stawiali na elektryfikację.
Diesel – od chluby Europy do niechcianego gościa
Na początku minionej dekady turbodiesle odpowiadały za około połowę sprzedaży nowych aut w Europie. Były chwalone za wysoki moment obrotowy, świetne spalanie i trwałość. Jednak poza Europą nigdy nie zrobiły wielkiej kariery – uchodziły za głośne i „śmierdzące”, a ich domeną były głównie pickupy i pojazdy użytkowe. Nie powstrzymało to jednak marek premium. Porsche zaoferowało Cayenne z dieslem, Audi promowało mocne TDI w USA, a nawet producenci luksusowi kusili klientów obietnicą niskiego spalania w dużych SUV-ach. Dziś takie ruchy wydają się wręcz groteskowe.
Dlaczego diesel dawał moc?
Silnik wysokoprężny, wymyślony przez Rudolfa Diesla w 1897 roku, różni się od benzynowego sposobem spalania mieszanki. Zamiast świecy zapłonowej, wykorzystuje ekstremalnie wysokie sprężanie powietrza w cylindrze. Do tego dochodzi długi skok tłoka, co razem zapewnia wysoki moment obrotowy już od niskich wartości. Dzięki temu diesle świetnie sprawdzały się w transporcie ciężkim – od tirów, przez autobusy, aż po pickupy zdolne holować przyczepy o wadze kilku ton. Ford, GM i Ram oferowały jednostki z momentem sięgającym nawet 1350 Nm. Toyota z kolei wciąż trzyma się diesla w Hiluxie i Land Cruiserze – szczególnie na rynkach, gdzie elektryfikacja dopiero raczkuje.
Ciemna strona diesla
Diesel ma jednak swoją cenę – i nie chodzi tylko o koszt zakupu. Emisja tlenków azotu i pyłów zawieszonych powoduje smog, kwaśne deszcze i choroby układu oddechowego. W miastach o gęstej zabudowie efekt jest druzgocący. Aby ratować sytuację, producenci stosują filtry cząstek stałych (DPF), systemy SCR z wtryskiem AdBlue i recyrkulację spalin (EGR). Problem w tym, że każdy z tych elementów podnosi cenę i komplikuje konstrukcję. Afera Dieselgate udowodniła, że część firm próbowała pójść na skróty. Prezes BMW Oliver Zipse w 2023 roku podkreślił, że dostosowanie diesla do normy Euro 7 to „cel całkowicie niewykonalny. Choć ostatecznie BMW sprostało wymogom, było jasne, że to ostatnie tchnienie technologii, która coraz bardziej rozmija się z realiami rynku, w sporym stopniu sterowanego przez regulatorów.
Alternatywy: hybrydy, elektryki i wodór
To, co kiedyś było przewagą diesla – niskie spalanie i długowieczność – dziś przejmują hybrydy i auta elektryczne. Hybrydy plug-in potrafią uzyskać niższe zużycie paliwa w trasie, a elektryki oferują moment obrotowy dostępny od zera. Dla ciężkiego transportu przyszłością wydaje się wodór. Daimler Truck, Hyundai, Volvo i Toyota inwestują w ciężarówki z ogniwami paliwowymi. Toyota rozwija też projekty infrastrukturalne, jak kalifornijskie centrum Tri-Gen, które produkuje zielony wodór z biogazu. Zmiany widać nawet w górnictwie. Australijski gigant Fortescue kupił Williams Advanced Engineering (dawne zaplecze technologiczne F1), by przekształcić je w Fortescue Zero. Celem jest elektryfikacja maszyn górniczych, które dotąd opierały się tylko na dieslu.
Kres bliżej, niż myślisz
Diesel w Europie trzyma się jeszcze siłą rozpędu, ale udział w sprzedaży spadł z 50% do zaledwie 13,6% w 2014 roku – i był już wtedy niższy niż udział aut elektrycznych. Trend jest jasny: w perspektywie dekady diesle mogą praktycznie zniknąć z rynku osobówek. W krajach rozwijających się producenci mogą od razu postawić na elektryki, wodór czy gaz ziemny, omijając epokę diesla. Paradoksalnie, to właśnie te rynki mogą przypieczętować jego kres. Diesel z potężnego bohatera autostrad stał się symbolem epoki, która powoli dobiega końca. I choć wciąż ciągnie tiry i koparki, jego dni w osobówkach zdają się być policzone.
O autorze
Adam Główka
Najnowsze

Hamilton odżył w Ferrari. Leclerc mógł poczuć to najmocniej

Polska marka wraca na bolidy F1. Ma zastąpić Hugo

Dlaczego chińskie samochody standardowo oferują bogate wyposażenie? Odpowiedź jest prosta

Ferrari stawia warunek WEC. Chce budować cały samochód samodzielnie



