Ustawa nakładająca 60% podatek na nadzwyczajne zyski firm paliwowych nie wejdzie na razie w życie. Prezydent Karol Nawrocki skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, wskazując, że danina miałaby objąć również przychody osiągnięte przed uchwaleniem przepisów.
Prezydent nie podpisał ustawy i skierował ją do TK
Karol Nawrocki zdecydował się na kontrolę prewencyjną ustawy, co oznacza, że Trybunał Konstytucyjny zbada ją jeszcze przed ewentualnym podpisaniem przez prezydenta. Do czasu wydania orzeczenia nowy podatek nie może wejść w życie. Najważniejsze zastrzeżenie dotyczy okresu objętego daniną. Przepisy miały zacząć obowiązywać w sierpniu 2026 roku, ale podatek obejmowałby przychody ze sprzedaży paliw osiągnięte już od 1 marca do 31 grudnia 2026 roku. Prezydent uznał, że może to naruszać zasadę niedziałania prawa wstecz.
Karol Nawrocki tak uzasadnił swoją decyzję:
Prawo ma wejść w życie w sierpniu, ale podatek miałby obejmować dochody uzyskiwane już od początku marca. Oznacza to próbę opodatkowania działalności z mocą wsteczną.
Podatek miał wynosić 60% nadwyżki
Windfall tax nie miał być naliczany od całego zysku przedsiębiorstwa. Stawką wynoszącą 60% objęto nadwyżkę przychodów ponad poziom ustalony na podstawie wcześniejszych wyników danej firmy. Punktem odniesienia miała być średnia marża ze sprzedaży paliw ciekłych osiągnięta przez przedsiębiorstwo w 2025 roku, powiększona o 20%. Dopiero przychody przekraczające tak wyliczony poziom tworzyłyby podstawę opodatkowania.
Danina miała objąć producentów paliw oraz przedsiębiorstwa sprowadzające je z zagranicy. Według wcześniejszych szacunków przepisy dotyczyłyby około 20-30 firm działających na polskim rynku, przy czym znacząca część podstawy opodatkowania miała przypadać na Orlen.
Rząd liczył na około 4 mld zł wpływów
Ministerstwo Finansów zakładało, że podatek przyniesie budżetowi około 4 mld zł. Pieniądze miały częściowo pokryć koszty programu Ceny Paliw Niżej, w ramach którego czasowo zmniejszono obciążenia podatkowe nakładane na benzynę i olej napędowy.
Całkowity koszt działań osłonowych oszacowano na około 4,7 mld zł. Rząd argumentował, że w czasie zaburzeń na rynku energii część przedsiębiorstw paliwowych osiągnęła ponadprzeciętne wyniki nie dzięki inwestycjom lub większej efektywności, lecz wskutek skoku cen i ograniczeń podaży. Pierwsza zaliczka obejmująca okres od marca do lipca miała zostać podzielona na cztery raty płatne od września do grudnia 2026 roku. Ostateczne rozliczenie podatku następowałoby po zakończeniu całego okresu objętego ustawą.
Rząd oskarża prezydenta o blokowanie pieniędzy
Decyzja prezydenta wywołała ostrą reakcję przedstawicieli rządu. Minister finansów Andrzej Domański stwierdził, że skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego zablokowało około 4 mld zł, które miały sfinansować działania chroniące kierowców przed wysokimi cenami paliw.
Premier Donald Tusk ocenił natomiast, że prezydent stanął po stronie koncernów paliwowych. Politycy związani z Karolem Nawrockim odpowiadają, że dodatkowa danina zostałaby ostatecznie przeniesiona na klientów stacji, a skuteczniejszym sposobem obniżenia cen byłoby ponowne zmniejszenie VAT i akcyzy.
Spór nie dotyczy więc wyłącznie konstytucyjności ustawy. Rząd traktuje windfall tax jako sposób na odzyskanie części kosztów programu osłonowego, natomiast otoczenie prezydenta przedstawia podatek jako obciążenie, które mogłoby pośrednio uderzyć w kierowców.
Co stanie się teraz z podatkiem od firm paliwowych?
Trybunał Konstytucyjny może uznać ustawę za zgodną z konstytucją, zakwestionować ją w całości albo wskazać niezgodność konkretnych przepisów. Jeżeli ustawa zostanie uznana za konstytucyjną, prezydent będzie zobowiązany ją podpisać. Przepisy pozostają jednak wstrzymane do czasu wydania orzeczenia. Ponieważ postępowania przed Trybunałem nie mają sztywnego terminu zakończenia, pobranie podatku w zakładanym harmonogramie stoi pod znakiem zapytania.
Pełna wypowiedź prezydenta
Jednocześnie zdecydowałem o skierowaniu w trybie kontroli prewencyjnej do Trybunału Konstytucyjnego ustawy nakładającej nowy podatek na rynku paliw. Nie podpiszę ustawy, wobec której istnieją tak poważne wątpliwości konstytucyjne. Prawo ma wejść w życie w sierpniu, ale podatek miałby obejmować dochody uzyskiwane już od początku marca. Oznacza to próbę opodatkowania działalności z mocą wsteczną. W demokratycznym państwie prawnym obywatel i przedsiębiorca muszą wiedzieć, jakie przepisy obowiązują w chwili podejmowania decyzji. Państwo nie może po kilku miesiącach zmieniać reguł i wystawiać rachunku za działania, które były podejmowane zgodnie z obowiązującym prawem. Lex retro non agit. Prawo nie działa wstecz. Ta klasyczna łacińska formuła to jedna z podstawowych gwarancji wolności. Państwo nie może zmieniać reguł w trakcie gry czy zastawiać pułapek na obywateli. Państwo musi dawać pewność i stabilność prawa. Mam również obowiązek brać pod uwagę skutki tej ustawy dla portfeli polskich rodzin. Po wygaśnięciu działań osłonowych, tak zwanego CPN, kierowcy odczuli już wzrost cen paliw. Dodatkowy podatek wynoszący aż 60% podstawy opodatkowania zostanie w efekcie przerzucony na klientów stacji benzynowych. Rachunek zapłacą wtedy nie tylko kierowcy. Zapłacą rolnicy, transportowcy, małe przedsiębiorstwa, rodziny kupujące żywność, której cena zależy przecież również od kosztów przewozu. Nowy podatek nie obniża cen paliwa, ma przede wszystkim dostarczyć pieniędzy do budżetu.
Nie mogę zaakceptować sytuacji, w której próbę łatania finansów państwa przedstawia się obywatelom jako ochronę ich interesów, podczas gdy skutkiem będzie kolejna fala podwyżek. Niestety wygląda na to, że rząd najpierw propagandowo obniżył ceny paliw, a teraz postanowił Polakom wystawić za to kosztowny rachunek. Nie bronię niczyich zysków. Bronię zasad konkurencji i polskich konsumentów. Bronię także polskich małych i średnich przedsiębiorców, bo ustawa obejmuje nie tylko największych producentów, lecz także mniejsze niezależne polskie firmy paliwowe. Przedsiębiorstwa te często nie osiągają nadzwyczajnych zysków, bo same kupują i importują drożejące paliwa. Osłabienie ich pozycji może ograniczyć konkurencję, zwiększyć zależność rynku od największych graczy, a w konsekwencji ponownie podnieść ceny. Zwracali na to uwagę moi doradcy z Rady Gospodarczej.
Dlaczego kieruję ustawę do Trybunału, a nie ją wetuję? Ponieważ najpoważniejszy problem tej regulacji ma charakter konstytucyjny.
Chodzi o złamanie zasady niedziałania prawa wstecz. Chodzi o pewność prawa, ochronę zaufania obywatela do państwa oraz proporcjonalność nakładanych obciążeń. To Trybunał Konstytucyjny powinien rozstrzygnąć, czy państwo może ustanawiać tak niebezpieczny precedens. Zresztą to będzie ważna wytyczna na przyszłość.
Szanowni Państwo, pięć ustaw podpisałem, ponieważ mimo że dotyczą bardzo różnych dziedzin, służą konkretnym sprawom. Chronią zwierzęta, ale uwzględniają możliwości obywateli. Wspierają turystykę, ale zabezpieczają klientów. Porządkują rozwój sztucznej inteligencji, ale nie zatrzymują innowacji. Ułatwiają leczenie uzależnień i usprawniają opiekę onkologiczną.
Jednej ustawy podpisać nie mogłem, ponieważ prezydent nie jest notariuszem rządu. Moim obowiązkiem nie jest ułatwianie władzy realizacji każdego planu. Moim obowiązkiem jest pilnowanie, by władza działała zgodnie z konstytucją i nie przerzucała kosztów swoich decyzji na obywateli. Będę podpisywał dobre ustawy, będę wetował ustawy złe. Będę kierował do Trybunału te, które naruszają fundamenty państwa prawa – bez uprzedzeń, bez automatyzmu i bez politycznej presji. Odpowiedzialna prezydentura nie polega na tym, by zawsze mówić tak albo zawsze mówić nie. Polega na tym, by zawsze stać po stronie Polski, konstytucji i obywateli, i tej zasady będę się konsekwentnie trzymał.






