21 lat temu powstał najmocniejszy Volkswagen Passat w historii. Miał 575 KM

Volkswagen Passat kojarzy się z rozsądkiem, flotą i rodzinnym kombi, ale w 2005 roku VW USA pokazał jego zupełnie inną twarz. Passat R GT miał 575 KM i powstał jako oficjalny showcar, a nie garażowy wybryk tunera.
Dzisiejszy Passat B9 musi się zadowolić maksymalną mocą 272 KM, więc dawny projekt z USA wygląda tym bardziej absurdalnie. Volkswagen już wcześniej pozwalał sobie na mocniejsze wersje tego modelu, ale żadna seryjna odmiana nie zbliżyła się do R GT. Nawet Passat W8 z 4,0-litrowym silnikiem miał 275 KM i 370 Nm, a późniejszy R36 generował 300 KM i 360 Nm.
Nie był to zwykły tuning. Za projektem stał Volkswagen USA
Passat R GT pojawił się w 2005 roku na targach SEMA w Las Vegas. Był częścią trio R-GT, w którym obok sedana wystąpiły także Jetta i Touareg. Wszystkie trzy auta miały pokazać, że Volkswagen nadal potrafi mówić językiem sceny tuningowej.

Bazą był Passat B6 3.2 V6 FSI. Volkswagen USA współpracował przy projekcie tego auta z HPA Motorsports, ale miało ono status oficjalnego, funkcjonującego showcaru. To ważne rozróżnienie, bo 575-konny Passat nie był prywatną fantazją z katalogu części, tylko demonstracją wykonaną z błogosławieństwem tej niemieckiej marki.
Dwa Garretty GT25 i 575 KM
Najważniejsze zmiany zaszły pod maską. V6 dostało dwie turbosprężarki Garrett GT25, chłodnicę powietrza doładowującego, większe downpipe’y, zmodyfikowany dolot i przebudowany układ paliwowy. Efekt był brutalny jak na Passata: 575 KM.
Volkswagen nie podał wtedy osiągów, więc przyspieszenie i prędkość maksymalna pozostają niewiadomą. Sama moc wystarczy jednak, żeby zrozumieć skalę projektu. W połowie lat 2000. taki wynik w sedanie klasy średniej musiał robić wrażenie nawet na kierowcach znacznie bardziej egzotycznych aut.
4Motion i wzmocnione DSG miały okiełznać szaleństwo
R GT nie skończył się na dopompowaniu silnika. Seryjna skrzynia DSG została wzmocniona i otrzymała dłuższe przełożenia. Układ 4Motion miał pomóc przenieść moment obrotowy na asfalt, bo przy 575 KM przedni napęd mógłby jedynie poprosić o wcześniejszą emeryturę.
Volkswagen zadbał też o podwozie. Passat dostał hamulce Brembo z tarczami o średnicy 365 mm oraz zawieszenie KW V3. Dopełnieniem były specjalnie wykonane 19-calowe kute felgi.
Wygląd był zaskakująco powściągliwy, jak na tuning z tamtej epoki
Nadwozie nie krzyczało tak głośno, jak mogłaby sugerować moc. Z przodu pojawił się zderzak z dużymi wlotami powietrza i kontrastującym grillem. Auto wyróżniało się też dyskretnym logo R GT z pomarańczową literą R oraz tylnym zderzakiem z prostokątnymi końcówkami wydechu.

Wnętrze zachowało seryjny charakter. Były czarna skóra, kierownica R i listwy wykończeniowe polakierowane w kolorze nadwozia. Czas powstania projektu zdradzały dopiero dodatki: dwa iPody w podłokietniku oraz dwie konsole Sony KM w oparciach foteli.
Passat R GT pozostał jednorazowym pokazem siły
Volkswagen od początku nie planował produkcji seryjnej. Rzecznik VW USA podczas premiery tłumaczył sens projektu jasno:
To czysty prototyp. Chcemy wrócić do sceny tuningowej, w której Volkswagen miał kiedyś dobrą reputację.
Dlatego Passat R GT został pojedynczym egzemplarzem, podobnie jak pozostałe auta z rodziny R-GT. Dziś jego historia brzmi jak pamiątka po czasach, w których oficjalny showcar z rodzinnym logo mógł dostać 575 KM, dwie turbosprężarki i konsole do gier w fotelach. Passat nigdy nie był bliżej roli wilka w firmowej koszuli.
O autorze
Jan Pacuła
Najnowsze

Mercedes może stracić bardzo ważny rynek. Powodem chiński kapitał

Brak kasku u dziecka na rowerze lub hulajnodze elektrycznej. Kto będzie musiał zapłacić mandat?

Tak Chiny zdobywają Europę. Sprzedaż aut to dopiero początek całego łańcucha zależności

Toyota urządziła pokaz siły w Japonii. Evans wygrał, Solberg ratował punkty po kraksie







