Hadjar nie gryzł się w język po Suzuce. Red Bull miał być wręcz niebezpieczny

Isack Hadjar po Grand Prix Japonii opisał zachowanie Red Bulla w wyjątkowo ostrych słowach. Francuz stwierdził, że samochód był na Suzuce tak trudny w prowadzeniu, iż momentami robiło się wręcz niebezpiecznie, a wyścig zakończył dopiero na 12. miejscu.
Hadjar ruszał do rywalizacji niedzielnej z ósmego pola, ale już na początku stracił trzy pozycje. To mocno skomplikowało jego niedzielę, choć sam kierowca wskazał przede wszystkim na szybko pojawiający się problem z energią z baterii, który odebrał mu tempo i możliwość obrony.
Bateria rozłożyła jego wyścig bardzo wcześnie
Francuz przyznał, że na początku czuł się komfortowo na ósmej pozycji i realnie myślał o walce z Pierre’em Gaslym. Sytuacja zmieniła się jednak błyskawicznie, bo według jego relacji bateria wyczerpała się bardzo wcześnie, a wtedy samochód stał się bezużytecznym narzędziem w przypadku próby obrony:
To nawet nie jest 1% tego, jak zły był ten wyścig. Muszę zrozumieć, dlaczego problem z baterią pojawił się tak wcześnie. Czułem się pewnie na ósmym miejscu, plan był taki, żeby walczyć z Pierre’em, i dokładnie to robiliśmy. Potem wszystko się rozpadło przez pustą baterię. Wtedy jesteś po prostu bez mocy.
Była walka, ale punkty pozostały poza zasięgiem
Mimo problemów Hadjar długo pozostawał w grze o punkty. W pewnym momencie ścigał się z Arvidem Lindbladem z Racing Bulls, który dostał czarno-białą flagę ostrzegawczą za zmianę toru jazdy przy hamowaniu przed szykaną. Hadjar skomentował ten pojedynek dość chłodno.
Uznał, że taka walka nie była szczególnie korzystna dla żadnego z nich, ale dodał też, że jego rywal jest jeszcze młody. Późniejszy zjazd do boksu przed neutralizacją jeszcze bardziej pogorszył sytuację kierowcy Red Bulla. Spadł wtedy na 13. miejsce, a choć zdołał później wyprzedzić Nico Hülkenberga i Gabriela Bortoleto, ostatecznie Niemiec odzyskał pozycję i Hadjar finiszował na P12.
Red Bull był gorszy niż wcześniej w weekend
Najmocniejsze słowa padły już po wyścigu, gdy Hadjar podsumował ogólne zachowanie samochodu. Nie chodziło więc wyłącznie o jedną awarię czy jeden strategiczny pech, ale o całokształt tempa i prowadzenia. Zapowiedź kierowcy nie zostawiała pola do interpretacji:
Nie mieliśmy dobrego tempa. Tego się spodziewaliśmy, ale było jeszcze gorzej niż wcześniej w ten weekend. Samochód prowadził się naprawdę, naprawdę źle. To było wręcz niebezpieczne. Było bardzo trudno.
Takie wypowiedzi rzadko pojawiają się bez powodu. Kierowcy F1 potrafią narzekać na balans, przyczepność czy zużycie opon, ale określenie auta jako niebezpiecznego to już sygnał, że problem wykracza poza zwykłe marudzenie po słabszej niedzieli. Po kwalifikacjach w podobnym tonie na temat tegorocznego bolidu wypowiadał się Max Verstappen.
Przerwa przychodzi w kiepskim momencie
Po odwołaniu Grand Prix Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej Formuła 1 wchodzi teraz w pięciotygodniową przerwę. Dla Hadjara nie jest to jednak szczególnie budujący moment, bo po trzech rundach sezonu ma na koncie zaledwie cztery punkty. Francuz dostrzegł właściwie tylko jeden pozytyw. Potrafi jechać tym autem szybko, ale sam zespół wciąż nie ma jasnej odpowiedzi, jak sprawić, by samochód był szybki w powtarzalny sposób.
O autorze
Paweł Trafny
Najnowsze

Bentley szykuje mniejszego elektrycznego SUV-a. Klienci już dali mu zielone światło

Honda daje nawet 8 lat gwarancji, ale stawia twardy warunek serwisowy

Nowy Suzuki Swift Premium za 69 500 zł. Miejski hatchback z dużym rabatem i bogatym wyposażeniem

Fiat 500e sukcesem w Kanadzie. 19 razy lepszy wynik niż w USA



