Robert Kubica wycisnął maksimum na Spa. Ferrari 499P dojechało na P6 mimo problemów

Robert Kubica zaliczył bardzo mocny występ na Spa i pomógł Ferrari 499P #83 awansować z P16 na P6. Polak jechał dwa ostatnie stinty, bronił się przed szybszym Peugeotem i wykorzystywał zamieszanie w ruchu. Wynik wygląda świetnie, ale sam Kubica jasno przyznał, że tempo auta i strategia zostawiły niedosyt.
Ferrari 499P nie miało łatwego życia na prostych
Kubica nie ukrywał, że ściganie było trudne, bo rywale mieli wyraźną przewagę na prostych. Ferrari 499P traciło nie tylko w prędkości maksymalnej, ale także przy przyspieszaniu, co ograniczało możliwości ataku. Największym problemem była jazda za innymi autami. Kubica mówił o podsterowności, utracie docisku z przodu i konieczności oszczędzania energii. W takiej konfiguracji nawet wykorzystanie wolniejszej klasy GT wymagało precyzji, cierpliwości i dobrej oceny ryzyka. Kubica opisał najważniejszą trudność wyścigu wprost:
Ciężko ścigać się z autami, które odjeżdżają ci na prostej i to nie o jedną czy dwie długości. Wiedzieliśmy, że tak będzie. Nie popełniłem większych błędów, ryzykowałem wtedy, kiedy miałem zaryzykować i wywieźliśmy chyba największą liczbę punktów, jaką mogliśmy.
Awans na P6 był efektem jazdy bez błędów
Kubica przejął samochód w końcowej fazie rywalizacji i miał przed sobą zadanie dalekie od komfortowego. Musiał atakować w miejscach, w których Ferrari nie miało naturalnej przewagi, a jednocześnie utrzymać opony i energię pod kontrolą. Polak zyskał kilka pozycji dzięki wykorzystaniu tłoku wśród aut GT.
Jedno z wyprzedzeń wykonał po zewnętrznej, gdy rywale utknęli w ruchu. W takich momentach nie chodziło o brutalną przewagę tempa, lecz o ustawienie auta dokładnie tam, gdzie pojawiała się przestrzeń. W wyścigu miały miejsce też incydenty rywali. Kubica nie przeceniał samego wyniku, bo podkreślał, że problemy Ferrari były takie same jak w kwalifikacjach. Różnica polegała na tym, że w wyścigu konkurenci popełniali błędy, a on potrafił z nich skorzystać.
Strategia mogła dać więcej. Kubica widział szansę na podium
Największy niedosyt dotyczył strategii. Kubica uważał, że zespół powinien wcześniej pojechać własny, odmienny wyścig i wykorzystać czyste powietrze. W jego ocenie taki ruch mógł otworzyć drogę nawet do walki o podium. Problem polegał na tym, że zmiana strategii przyszła za późno. Ferrari próbowało przeskoczyć rywali, ale po postoju zostało w podobnym miejscu. W sytuacji, gdy samochód tracił w bezpośredniej walce, jazda bez walki koło w koło była dla Kubicy najkorzystniejsza. Robert podsumował ten wątek bez owijania w bawełnę:
Był moment, w którym według mnie powinniśmy zrobić to, co zrobiła Toyota, i jechać nasz oddzielny wyścig. To dałoby nam najprawdopodobniej podium, choć oczywiście nie wiadomo, jak wszystko by się skończyło.
Uszkodzone Ferrari, jedna nowa opona i Peugeot na plecach
W końcówce Ferrari Kubicy miało uszkodzenia tylnej części nadwozia. Polak stracił fragment dyfuzora i nadkola, co pogorszyło docisk oraz zwiększyło opór. Paradoksalnie na lewych zakrętach zmiana balansu częściowo pomogła, ale całościowo była stratą.
Kubica zwrócił też uwagę na wybór opon na ostatni stint. Ferrari miało tylko jedną nową oponę i założyło ją z tyłu po lewej stronie. Polak sugerował, że przy znanych uszkodzeniach lepszym wyborem mogła być strona, na której brakowało przyczepności (czyli prawa). Mimo tego Kubica utrzymał za sobą Peugeota. Rywal miał przewagę mocy, prędkości i nowy komplet ogumienia, ale Polak rozegrał obronę taktycznie. Pozwolił przeciwnikowi się zbliżyć, a potem koncentrował się na kilku kluczowych zakrętach, by nie dać mu okazji do skutecznego ataku.
Le Mans? Kubica nie popada w hurraoptymizm
Wynik na Spa wygląda jak dobry prognostyk przed Le Mans, ale Kubica nie chciał budować prostego wniosku na podstawie pozycji na mecie. Podkreślił, że wyścig i kwalifikacje pokazały te same ograniczenia samochodu. Różnił się tylko kontekst i liczba błędów po stronie rywali. Le Mans ma własną charakterystykę i bardzo długie proste. To oznacza, że problem prędkości może mieć tam szczególne znaczenie. Kubica zaznaczył jednak, że część rzeczy pozostaje poza kontrolą kierowcy, dlatego skupia się na tym, na co ma realny wpływ.
Polscy kibice mocno zaznaczyli obecność na Spa
Kubica zauważył dużą obecność polskich kibiców przy swoim garażu. Podziękował im za przyjazd i doping, choć przyznał, że weekend wyścigowy nie zawsze pozwala kierowcy poświęcić fanom tyle czasu, ile by chciał. Dla polskich fanów był to jeden z tych występów, które łatwo zapamiętać na dłużej. Ferrari nie miało komfortu tempa, a Kubica wsiadł do auta będącego na przedostatniej pozycji (P16). Mimo to dowiózł P6 i zrobił dokładnie to, co w takim wyścigu jest najważniejsze: nie rozdawał rywalom prezentów, za to bezwzględnie wykorzystywał ich błędy.
O autorze
Paweł Trafny
Najnowsze

Najbardziej ryzykowne skrzynie biegów. Tych modeli lepiej unikać

Lynk & Co 10 ładuje się szybciej niż trwa przerwa na kawa. Może trafić do Europy

Holowanie auta bez mandatu. Te zasady musisz znać

Najlepsze chińskie auta 2026 roku. Te modele dominują w lokalnych testach



