⏱️ 3 min.

Norris nie wierzy w naprawę nowych przepisów F1. „Pozbądźcie się baterii”

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

09-05-2026 19:05
Lando Norris

Lando Norris uznał zmiany w zarządzaniu energią podczas GP Miami za mały krok w dobrą stronę, ale nie wierzy, że obecne przepisy F1 da się w pełni naprawić. Kierowcy nadal narzekają na konieczność oszczędzania energii, ogromne różnice prędkości i walkę z samochodami, które bywają szybkie w prostych miejscach, a mniej posłuszne w tych najgorszych.

Miami pomogło, ale problem nie zniknął

Formuła 1 zmieniła sposób użycia energii po uwagach kierowców. Celem było ograniczenie odpuszczania gazu i jazdy w celu oszczędzania baterii podczas kwalifikacyjnego okrążenia. Miami nie było jednak najtrudniejszym testem, bo ten tor ułatwiał odzyskiwanie energii.

Norris po trzecim miejscu w GP Miami ocenił, że zmiany poprawiły sytuację tylko częściowo. Problemem pozostaje sam charakter obecnych samochodów, które mocno zależą od zarządzania baterią. W praktyce kierowca nadal może zostać ukarany za jazdę tak agresywną, jakiej oczekuje się od bolidu F1:

To mały krok w dobrą stronę, ale to nadal nie jest poziom, na którym Formuła 1 powinna być. Jeśli jedziesz pełnym gazem wszędzie i próbujesz naciskać tak jak w poprzednich latach, wciąż dostajesz za to karę. Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby dało się to naprawić. Trzeba po prostu pozbyć się baterii.

F1 już myśli o korekcie na 2027 rok

Uczestnicy F1 uzgodnili już kierunek dalszych zmian na 2027 rok. Silnik spalinowy ma dostać wzrost mocy o około 68 KM przez zwiększenie przepływu paliwa. Jednocześnie część elektryczna ma zostać odpowiednio ograniczona. Taki ruch zmieni proporcję między silnikiem spalinowym a częścią elektryczną. Układ ma być bliższy relacji 60:40, zamiast pierwotnie planowanego podziału 50:50. To brzmi jak techniczna korekta, ale dla kierowców może oznaczać dużo bardziej naturalne ściganie.

Piastri: różnice prędkości są ogromne

Oscar Piastri po GP Miami pierwszy raz realnie poczuł, jak wygląda walka z samochodami tracącymi lub odzyskującymi energię na prostych. Ten sam problem pojawił się już wcześniej w Japonii, gdzie doszło do dużego wypadku Olivera Bearmana z Haasa. Australijczyk przyznał, że wyścigi jako całość wyglądają podobnie, ale pojedynki stały się mniej przewidywalne. Oscar Piastri opisał swoje doświadczenia z Miami:

To dość szalone. W pewnym momencie George Russell był sekundę za mną i zdołał wyprzedzić mnie przed końcem prostej. Różnice prędkości są ogromne, a przewidzenie tego jako kierowca broniący pozycji jest niezwykle trudne.

Piastri dodał, że sam kilka okrążeń później znalazł się w podobnej sytuacji jak Russell. To pokazuje, że problem nie sprowadza się do stylu jazdy jednego kierowcy. System tworzy okoliczności, w których manewr może wyglądać brutalnie nawet wtedy, gdy wynika głównie z nadwyżki prędkości.

Antonelli wygrał, ale też widzi ryzyko

Zwycięzca wyścigu i lider mistrzostw Kimi Antonelli również mówił o ogromnych różnicach prędkości. W jego ocenie walka koło w koło wymaga teraz jeszcze większego zaufania między kierowcami. Aktywna aerodynamika i tryb na prostą sprawiają, że samochód wolniej reaguje na próbę zmiany kierunku. Kimi Antonelli tłumaczył problem po zwycięstwie:

Różnice prędkości są ogromne i trzeba ufać kierowcy, który się broni. Przy aktywnej aerodynamice samochód jest dość leniwy, gdy chcesz zmienić kierunek jazdy, więc trzeba myśleć z wyprzedzeniem.

To właśnie ten element może być najtrudniejszy do zaakceptowania przez kierowców. F1 chce nowoczesnej technologii, ale kierowcy oczekują maszyn, które pozwalają atakować bez kalkulatora energii w głowie. Gdy mistrz świata mówi „pozbądźcie się baterii”, to nie jest nostalgiczny kaprys, tylko bardzo konkretny zarzut wobec obecnej filozofii przepisów. Zresztą, duża część kibiców też dostrzega te problemy.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

Redaktor działu Motorsport
Na co dzień dziennikarz, po godzinach mechanik-amator. Lubię brudzić ręce i pisać czystą prawdę o autach.

© 2026 MotoGuru.pl