BMW M nie porzuca pomysłu stworzenia supersamochodu z silnikiem centralnym, który mógłby zostać duchowym następcą legendarnego M1. Frank van Meel i Oliver Heilmer mówią o gotowości działu M, ale projekt nadal zależy od sytuacji rynkowej oraz decyzji zarządu koncernu.
Największa przeszkoda nie leży w technice
BMW M ma ludzi, ambicję i historię, do której mogłoby się odwołać. Brakuje jednak najważniejszego elementu: oficjalnej zgody na uruchomienie projektu. W praktyce taki model musiałby dostać uzasadnienie biznesowe, bo supersamochód z centralnym silnikiem nie jest zwykłym rozszerzeniem gamy.
Frank van Meel, szef BMW M, przyznał, że wciąż imponuje mu oryginalne M1. Chciałby też uczestniczyć w tworzeniu współczesnego modelu o podobnej idei. Oliver Heilmer, główny projektant BMW M, również widzi taki samochód jako marzenie działu, a nie tylko luźną fantazję rysowaną po godzinach.
Duchowy następca BMW M1, ale bez obietnicy produkcji
Nowy model miałby nawiązywać do BMW M1 przede wszystkim układem konstrukcyjnym i pozycją w gamie. Centralnie umieszczony silnik oznaczałby wejście M GmbH w obszar zarezerwowany dla najbardziej wyspecjalizowanych samochodów sportowych. Nie byłby to kolejny mocny wariant sedana ani SUV-a, tylko osobny projekt o zupełnie innym charakterze.
Heilmer jasno studzi jednak emocje. BMW M nie dostało jeszcze zielonego światła, więc samochód pozostaje planem czekającym na właściwy moment. Projekt żyje w rozmowach i ambicjach menedżerów, ale nie w oficjalnym harmonogramie premier. Oliver Heilmer tak opisał nastawienie BMW M do tego pomysłu:
Nigdy się nie poddajemy, mogę wam to obiecać.
BMW już było blisko takiego samochodu
Na początku aktualnej dekady BMW analizowało możliwość stworzenia supersamochodu z centralnym silnikiem. Ważnym tropem był koncept BMW M Vision Next, pokazany latem 2019 roku. Według niepotwierdzonych informacji auto mogło stać się punktem wyjścia dla modelu produkcyjnego.

fot. BMW
Ten scenariusz nie doszedł jednak do skutku. Projekt został zamknięty przez niepewność gospodarczą wywołaną pandemią koronawirusa. W świecie supersamochodów nawet świetny pomysł może przegrać z arkuszem kalkulacyjnym, a ten bywa bezlitosny jak kontrolka „check engine” przed przeglądem.
Rynek daje BMW ciekawy punkt odniesienia
Wątek BMW M pojawia się w momencie, gdy konkurencja już podejmuje podobne decyzje. Audi zaprezentowało supersamochód Nuvolari z układem o mocy 1001 KM, opartym na rozwiązaniach stosowanych w Lamborghini Temerario. Produkcja coupe będzie ograniczona do 499 egzemplarzy.
To pokazuje, że miejsce na ekstremalne projekty wciąż istnieje, choć nie musi być szerokie. BMW M mogłoby wykorzystać własną legendę, ale musiałoby przekonać zarząd, że następca M1 ma sens nie tylko wizerunkowy. Taki samochód działałby jak technologiczna wizytówka marki, lecz wymagałby kosztów, których nie da się przykryć samą nostalgią.
BMW M czeka na właściwy moment
Najważniejszy przekaz z wypowiedzi menedżerów jest prosty: pomysł nie umarł. Supersamochód z centralnym silnikiem pozostaje jednym z tych projektów, które BMW M chciałoby zrealizować, gdy warunki rynkowe będą sprzyjające. Na razie nie ma jednak daty premiery, ani potwierdzonej ścieżki do produkcji.
Dla fanów marki to jednocześnie dobra i frustrująca wiadomość.






