Europejscy producenci kontrolują dziś ponad 95% rynku ciężarówek na Starym Kontynencie, ale elektryfikacja może mocno zmienić ten układ. Według analizy Transport & Environment zagraniczne marki mogą do 2030 roku zdobyć ponad jedną czwartą europejskiego rynku bezemisyjnych ciężarówek, a jednym z ich najważniejszych atutów jest cena.
Chińska ciężarówka sporo tańsze
Transport & Environment porównało całkowity koszt posiadania elektrycznych ciężarówek przeznaczonych do transportu długodystansowego, kupionych w 2026 roku. W kalkulacji uwzględniono nie tylko cenę zakupu, ale również koszty energii i obsługi w okresie pięciu lat.
W przypadku porównywalnego modelu europejskiego średni koszt oszacowano na 363 200 euro (ok. 1,58 mln zł), czyli około 0,63 euro (ok. 2,73 zł) za kilometr. Chińska ciężarówka elektryczna ma kosztować w tym samym ujęciu 320 600 euro (ok. 1,39 mln zł), czyli około 0,55 euro (ok. 2,39 zł) za kilometr. Różnica wynosi więc 42 600 euro (ok. 185 tys. zł), a całkowity koszt jest niższy o 12%.
W przypadku dużych flot różnica 0,08 euro (ok. 0,35 zł) na każdym kilometrze może mieć istotne znaczenie dla rentowności przewozów. Tym bardziej że w cenach zakupu poszczególnych modeli przewaga chińskich producentów może być jeszcze większa.
Windrose Global E700
Dobrym przykładem cenowej ofensywy jest Windrose, startup założony w 2022 roku. Elektryczny Global E700 został zapowiedziany w cenie około 195 000 euro (ok. 846 tys. zł). Według przedstawionych danych oznacza to różnicę sięgającą niemal 100 000 euro (ok. 434 tys. zł) względem części konkurencyjnych ciężarówek.
Co istotne, Windrose planuje montaż swoich pojazdów we Francji. Chińska konkurencja nie musi więc ograniczać się do eksportowania gotowych ciężarówek z Azji, lecz może wejść bezpośrednio do europejskiego przemysłu.
Na rynku pojawiają się również inni producenci z Chin. Wśród nich są SuperPanther z modelem eTopas 600, BYD, Sany i Dongfeng. Do walki o europejskich klientów dołącza też amerykańska Tesla ze swoim Semi.
Volvo, Mercedes-Benz, MAN i Renault
Europejscy producenci nadal mają bardzo mocną pozycję i rozwijają własne elektryczne ciężarówki. Volvo Trucks, Mercedes-Benz, MAN oraz Renault Trucks pracują nad modelami oferującymi większe zasięgi oraz możliwość ładowania z bardzo dużą mocą. Niektóre nowe europejskie ciężarówki mają oferować ponad 700 km zasięgu.
Jednym z istotnych elementów tej strategii jest Megawatt Charging System. Standard ma umożliwiać przekazywanie bardzo dużej ilości energii podczas postojów ciężarówek, co w transporcie długodystansowym ma kluczowe znaczenie dla ograniczenia czasu przestojów.
Cena zakupu nie będzie przy tym jedynym kryterium wyboru. Przewoźnicy muszą brać pod uwagę również niezawodność pojazdów, dostępność serwisu i części zamiennych, długość przestojów, infrastrukturę ładowania oraz rzeczywisty koszt przejechania kilometra.
Prognozy do 2030 roku
Elektryfikacja ciężkiego transportu stwarza nowym producentom okazję do wejścia na rynek w momencie technologicznej zmiany. W segmencie ciężarówek spalinowych europejskie koncerny budowały swoją pozycję przez dziesięciolecia, natomiast przejście na napęd akumulatorowy częściowo zmienia zasady konkurencji.
Transport & Environment ocenia, że do końca dekady producenci spoza Europy mogą przejąć ponad jedną czwartą europejskiego rynku bezemisyjnych ciężarówek. Organizacja wskazuje przy tym na potrzebę szybszej rozbudowy infrastruktury ładowania oraz wprowadzenia działań wspierających przewoźników w przechodzeniu na pojazdy bezemisyjne.
Jeżeli prognoza się sprawdzi, obecna dominacja europejskich producentów zostanie wyraźnie ograniczona. Chińskie marki wchodzą bowiem do segmentu, w którym różnica kilkudziesięciu tysięcy euro w całkowitym koszcie eksploatacji może być dla operatora floty argumentem trudnym do zignorowania.






