Przez sześć lat czeski kierowca żył marzeniem każdego fana motorsportu – regularnie wyjeżdżał na drogi publiczne bolidem wyścigowym w barwach Ferrari. 51-latek, ukrywający się pod kaskiem, stał się legendą lokalnych autostrad, aż w końcu policja dopadła go w rodzinnej wsi Buk, śledząc go od stacji benzynowej. Historia tego „Phantoma F1” obiegła cały świat.
Bolid na czeskich autostradach
Czerwony samochód w barwach Ferrari był widywany na czeskich autostradach od 2019 roku. Kierowca, ukrywający tożsamość pod kaskiem, przez lata skutecznie wymykał się pościgom. Każda migawka, każdy filmik w sieci sprawiał, że legenda rosła – od nieuchwytnego pirata drogowego do bohatera, który zrealizował zakazane marzenie tysięcy pasjonatów: jazdy pełnoprawnym bolidem Formuły 1 po zwykłej drodze.
Zatrzymanie w wiosce Buk
Ostatecznie policja zakończyła tę przygodę w spektakularny sposób. Funkcjonariusze podążali za bolidem ze stacji paliw aż do domu kierowcy w wiosce Buk, gdzie dokonano aresztowania. Policja podała, że zatrzymanie nastąpiło, gdy mężczyzna wciąż siedział w bolidzie.
Ferrari-Dallara GPF1 – prototyp czy F2?
Początkowo wielu sądziło, że to samochód Formuły 2. Sam właściciel upierał się jednak, że to Ferrari-Dallara GPF1 z 2006 roku, jeden z dwóch prototypów powstałych w ramach niedoszłego powrotu Dallary do F1. Według jego relacji auto napędza 2,4-litrowy silnik V8 Ferrari o mocy blisko 800 KM, a w testach miał brać udział sam Kimi Räikkönen. Właściciel stwierdził, że oryginalne tylne skrzydło zastąpił elementem z F2, aby zwiększyć prześwit podczas jazdy po drogach.
Nie brakuje jednak wątpliwości – Brytyjczyk David Hauser, od którego ojciec i syn kupili samochód, określał go jako Dallara GP2. Prawda zapewne leży pośrodku, ale jedno jest pewne: mężczyzna jeździł po publicznych drogach maszyną o osiągach zbliżonych do Grand Prix.
YouTube i legenda TrackZone
Cała historia nie skończyła się tylko na ulicznych sensacjach. Kierowca wraz z synem dokumentowali swoje wyczyny na kanale YouTube o nazwie TrackZone. Każdy nowy film podsycał aurę tajemniczości i fascynacji. „Czeski Phantom F1” stał się bohaterem ludowym motorsportu – symbolem buntu wobec przekonania, że bolidy należą wyłącznie na tory wyścigowe.
Koniec legendy, ale nie marzeń
Choć aresztowanie zakończyło sześć lat tej niezwykłej historii, jej echo nie ucichło. W Internecie wciąż krążą zdjęcia i nagrania czerwonej rakiety, zawsze o krok przed policją. Dziś „Phantom F1” pozostaje legendą, która przypomina, że motoryzacyjna pasja bywa silniejsza niż rozsądek i przepisy.






