Dacia Duster w beżowym lakierze. Niemcy odkryli tanią alternatywę dla Mercedesa

Dacia Duster w beżowym kolorze, z taksometrem i napisem, właśnie wjechała na niemieckie ulice jako pełnoprawna taksówka. Tam, gdzie przez dekady królowały przede wszystkim Mercedesy klasy E, pojawił się surowy, budżetowy SUV z Rumunii – i wcale nie wygląda na intruza.
Jeszcze dwadzieścia lat temu wielu kierowców śmiało się z Dacií jako z „taniej protezy samochodu”. Pod skrzydłami Renault rumuńska marka wywróciła jednak stolik do góry: dziś Sandero jest najpopularniejszym nowym autem w Europie wśród prywatnych klientów, a w zeszłym roku, z wynikiem 268 tysięcy egzemplarzy, stało się wręcz najchętniej kupowanym samochodem na kontynencie. Duster, jako SUV, idzie w tym samym kierunku – tyle że celuje nie tylko w klientów indywidualnych, ale teraz także w zawodowych przewoźników.
Duster: od budżetowego SUV-a do narzędzia pracy
Dacia Duster w swojej trzeciej już generacji korzysta z najnowszej techniki koncernu Renault i wciąż pozostaje wierna prostemu podejściu: ma być niedroga, odporna na trudy eksploatacji i łatwa w serwisowaniu. W gamie pojawił się napęd hybrydowy, ale marka nie porzuciła tego, co dla wielu kierowców jest prawdziwą wisienką na torcie – instalacji LPG. Właśnie dlatego wersje dostępne z fabrycznym zasilaniem gazem okazały się szczególnie interesujące dla firm taksówkarskich.
Dwa pełnowymiarowe zbiorniki – 50 litrów benzyny i 50 litrów LPG – dają łącznie zasięg grubo ponad 1000 km, co przy jeździe na gazie oznacza bardzo przyzwoite koszty paliwa. Dla taksówkarza, który przez cały dzień „kręci kilometry” po mieście i trasach podmiejskich, to argument mocniejszy niż chrom na klamkach. Pod maską może pracować m.in. wariant 1.2 Eco-G 120 z napędem na przód i sześciobiegową skrzynią manualną. W Czechach takie auto kosztuje 441 900 CZK, co po przeliczeniu daje około 77 400 zł. Kto potrzebuje czegoś bardziej zaawansowanego, ma do dyspozycji odmianę 1.2 Hybrid-G 150 4×4 – z napędem na cztery koła, układem mild-hybrid i sześciobiegową przekładnią dwusprzęgłową. Taki Duster startuje na tamtejszym rynku od 645 900 CZK, czyli mniej więcej 113 200 zł. Jak na auto, które da się przerobić na pełnoprawną taksówkę, to wciąż ułamek ceny klasycznej niemieckiej limuzyny z gwiazdą na masce.
Dlaczego Duster pasuje do roli taksówki w Niemczech?
Niemcy przez dekady kojarzyli taxi niemal wyłącznie z Mercedesem klasy E: duży bagażnik, komfortowe zawieszenie, automatyczna skrzynia, mocny diesel, a do tego obowiązkowy lakier w specyficznym odcieniu beżu. Rynek jednak się zmienił – dziś w branży przewozowej coraz częściej pojawiają się SUV-y i crossovery, bo oferują:
- wygodniejsze wsiadanie i wysiadanie dzięki podwyższonemu nadwoziu,
- lepszą widoczność w ruchu miejskim,
- większy prześwit, przydatny na krawężnikach, progach i bocznych uliczkach.
Duster wpisuje się w ten trend bez zbędnych fajerwerków. To nie jest luksusowa limuzyna, ale ma wszystko, czego potrzebuje taksówka: obszerną kabinę, rozsądny bagażnik, napęd na przód lub 4×4, a w wersji LPG – bardzo niskie koszty paliwa. Do tego cena zakupu jest tak niska, że amortyzacja auta w firmie taxi przestaje być tematem na wielostronicowe raporty w Excelu. W praktyce wielu pasażerów interesuje dziś bardziej to, czy dojadą szybko i tanio, niż to, czy siedzą w miękkiej skórze i patrzą na drewniane dekory. Duster oferuje prostotę, która w pracy taksówkarza bywa większym atutem niż zestaw drogich gadżetów.
Pakiet taxi od Intax: beżowy Duster w pełnym rynsztunku
Wejście Dustera do świata niemieckich taksówek nie wydarzyło się samo z siebie. Za kulisami działa firma Intax, wyspecjalizowana w przebudowach pojazdów do flot i zastosowań specjalnych. To ona przygotowała kompletny pakiet taxi, który przerabia seryjną Dacię w auto gotowe do wyjazdu na postój. W skład pakietu wchodzą m.in.:
- montaż taksometru zgodnego z niemieckimi przepisami,
- zainstalowanie obowiązkowego w Niemczech alarmu awaryjnego,
- trwalsze, bardziej odporne na zużycie tapicerki,
- kapliczka „Taxi” na dachu,
- oklejanie nadwozia folią w odcieniu „sloniowej kości”.

Firma Intax podkreśliła, że folia nie tylko nadaje autu typowy dla niemieckiej taxi wygląd, ale także osłania lakier przed drobnymi uszkodzeniami wynikającymi z intensywnej eksploatacji.
W opinii firmy Intax folia w kolorze taksówkowego beżu pełni podwójną rolę: pozwala szybko i tanio „ubrać” auto w obowiązujący odcień, a jednocześnie chroni karoserię przed zużyciem w wieloletniej eksploatacji flotowej.
Za pełne wykonanie z folią Intax liczy sobie 3150 euro, co po przeliczeniu daje około 13 325 zł. Jeśli przewoźnik zrezygnuje z oklejenia, przebudowa kosztuje 2790 euro, czyli mniej więcej 11 800 zł. Na tle oszczędności na paliwie i niższej ceny samego Dustera, taka inwestycja w pakiet taxi wygląda jak całkiem rozsądny koszt wejścia do branży.
Skąd wziął się legendarny beż niemieckich taksówek
Dla wielu osób widok beżowej taksówki jest niemal synonimem Niemiec. Ten charakterystyczny lakier o nazwie „sloniowa kość” i oznaczeniu RAL 1015 nie powstał jednak z kaprysu stylisty, lecz po decyzji politycznej. Za zmianą stał ówczesny minister transportu Georg Leber, który na początku lat 70. XX wieku zdecydował, że taksówki w całym kraju mają być wyraźnie oznaczone i łatwo rozpoznawalne. W 1971 roku wprowadzono wymóg malowania taksówek na słynny już beż, a przewoźnicy dostali pięć lat na dostosowanie swojej floty. Wcześniej większość aut była czarna – co w czasach bez powszechnej klimatyzacji oznaczało mobilne piece na kółkach.
Jasny lakier lepiej odbijał promienie słoneczne, a dodatkowo lepiej maskował brud, co przy samochodzie pracującym często od świtu do nocy miało bardzo praktyczne znaczenie. Z czasem przepisy zaczęły się luzować i dziś nie każdy taksówkowy samochód w Niemczech musi być jednolicie beżowy – pojawiły się wersje dwukolorowe czy lokalne odstępstwa. Mimo tego „sloniowa kość” wciąż pozostaje najbardziej rozpoznawalnym kolorem, a beżowy Duster wizualnie świetnie wpisuje się w krajobraz niemieckich miast.
O autorze
Piotr Popiołek
Najnowsze

Kia K4 Sportswagon to mocno wyrośnięty następca Ceeda. Co oferuje?

Takiego Renault jeszcze nie było. Filante wjeżdża jako globalny flagowiec, ale Europę omija szerokim łukiem

Mercedes odświeża klasę S na grubo: wracają V8 z „płaskim” wałem i pojawi się nowy system MB.OS

Alfa Romeo przesuwa Giulię i Stelvio. Nowe generacje dopiero w 2028, ale Quadrifoglio wraca do gry




