⏱️ 3 min.

Ferrari nie porzuca silników spalinowych – nawet V12 zostaje w grze

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

10-10-2025 08:10
Ferrari nie porzuca silników spalinowych – nawet V12 zostaje w grze

Ferrari szykuje się do swojej pierwszej ery elektrycznej, ale – wbrew rynkowym trendom – nie zamierza żegnać się z benzyną. Ikoniczna marka z Maranello potwierdziła, że jej słynne silniki V6, V8 i V12 pozostaną częścią oferty przez kolejną dekadę. Firma planuje je rozwijać, dopasowując do wymogów emisji i alternatywnych paliw, tak by duch klasycznych Ferrari mógł nadal rysować przysłowiowy banan na twarzy kierowcy.

Elektryk Ferrari zostanie pokazany w 2026

Ferrari przygotowało swój pierwszy samochód elektryczny – model Electtrica, który ma zadebiutować pod koniec przyszłego roku. Będzie to symboliczny krok w nową erę, lecz nie oznacza to końca silników spalinowych. Producent zapowiedział, że między 2026 a 2030 rokiem wprowadzi na rynek ponad tuzin nowych modeli, a większość z nich wciąż będzie korzystać z klasycznych jednostek napędowych. Jak podkreśliła marka z Maranello, priorytetem jest utrzymanie wysokiej mocy, a także zgodność z alternatywnymi paliwami, które mogą pozwolić zachować istniejącą architekturę silników bez łamania norm emisji. W 2024 roku dyrektor generalny Ferrari, Benedetto Vigna, stwierdził:

Nie wierzę, że silnik spalinowy kiedykolwiek całkowicie zniknie z rynku luksusowych samochodów.

Elektryfikacja nabiera tempa

Według założeń marki, do 2030 roku około 60% gamy modelowej Ferrari ma być zelektryfikowane – z czego 40% przypadnie na hybrydy, a 20% na auta w pełni elektryczne. Oznacza to, że czysto spalinowe konstrukcje staną się mniejszością, lecz nie znikną z katalogu. Ferrari podkreśliło również, że przyszłe modele nie będą ślepo podążały za cyfrową modą.

Nowy interfejs

Firma wprowadza nową generację interfejsu „Human Interface”, który łączy świat analogowy i cyfrowy w tzw. „phygitalnym” podejściu – czyli fizyczno-cyfrowym. Pierwsze ślady tej filozofii można było zauważyć w lipcu, gdy Ferrari Amalfi zadebiutowało z przeprojektowaną kierownicą z tradycyjnymi przyciskami. Właściciele wcześniejszych modeli narzekali bowiem na dotykowe panele sterowania, które częściej irytowały niż zachwycały innowacyjnością. Choć Ferrari zapowiada, że tylko około 20% gamy stanie się elektryczne, to w praktyce oznacza zaledwie jeden model. Vigna zdementował krążące plotki, jakoby firma planowała drugi elektryczny samochód, kładąc kres spekulacjom:

Nie ma żadnego drugiego elektrycznego Ferrari. Taki samochód po prostu nie istnieje.

Niski popyt na drogie elektryki

Rynek luksusowych i ekstremalnie drogich aut elektrycznych wciąż się nie rozwinął. Wielu producentów – od Aston Martina po Bugattiodkłada inwestycje z powodu niskiego popytu. W tym kontekście Electtrica to ryzykowny eksperyment, który ma pokazać, czy Ferrari potrafi przenieść swoje DNA do świata ciszy i akumulatorów.

Firma zapewnia, że zrobi wszystko, by jej pierwszy EV był unikalny, emocjonujący i w duchu Ferrari. Jeśli jednak rynek nie przyjmie go entuzjastycznie, Maranello wciąż ma asa w rękawie – silnik V12, który nadal stanowi rdzeń tożsamości marki. Ferrari od dekad udowadnia, że emocje nie muszą wynikać wyłącznie z mocy, lecz z charakteru i dźwięku. I wygląda na to, że ten dźwięk – choć może ciszej niż dawniej – będzie wciąż rozbrzmiewał w garażach przyszłości.

Tagi: Ferrari, V12

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

Na co dzień dziennikarz, po godzinach mechanik-amator. Lubię brudzić ręce i pisać czystą prawdę o autach.

© 2026 MotoGuru.pl