Ford hamuje elektryczną rewolucję. 19,5 mld dolarów straty i zwrot w stronę aut spalinowych

Ford wykonał jeden z najbardziej gwałtownych zwrotów strategicznych w historii swojej elektrycznej ofensywy. Koncern ogłosił, że dokona odpisu aktualizującego wartość spółki o 19,5 mld dolarów, i jednocześnie wycofa się z kluczowych projektów aut na prąd. Decyzja to jest bezpośrednią reakcją na słabnący popyt na auta elektryczne oraz zmianę polityki rządu USA, która odebrała branży parasol ochronny.
Firma z Dearborn poinformowała, że kończy prace nad kilkoma modelami elektrycznymi i gruntownie przebudowuje swoją ofertę. W miejsce w pełni elektrycznego pickupa F-150 Lightning pojawi się nowa wersja o wydłużonym zasięgu, w której silnik spalinowy będzie pełnił rolę generatora prądu.
Jednocześnie skasowany został projekt elektrycznej ciężarówki nowej generacji o kryptonimie T3 oraz planowane elektryczne vany użytkowe. Jak wyjaśniło przedsiębiorstwo, zmiana kursu nie jest kaprysem, lecz konsekwencją realiów rynkowych, które w ostatnich miesiącach uległy gwałtownemu pogorszeniu. Jak powiedział Jim Farley, prezes Forda, w rozmowie z Reuters:
Kiedy rynek naprawdę zmienił się w ciągu ostatnich kilku miesięcy, to właśnie to skłoniło nas do podjęcia tej decyzji.
Odpisy liczone w miliardach dolarów
Łączna kwota odpisów wyniosła 19,5 mld dolarów, co przy aktualnym kursie oznacza około 70 mld zł. Największa część tej sumy, czyli około 8,5 mld dolarów (blisko 30,5 mld zł), jest związana z anulowaniem planowanych modeli elektrycznych. Kolejne 6 mld dolarów, czyli około 21,6 mld zł, dotyczy rozwiązania spółki joint venture z koreańskim SK On.
Pozostałe 5 mld dolarów (niemal 18 mld zł) firma kwalifikuje jako koszty programowe. Koncern zapowiedział, że odpisy będą rozłożone w czasie – głównie na czwarty kwartał bieżącego roku, a następnie na lata 2026 i 2027. Jednocześnie Ford podniósł prognozę skorygowanego zysku operacyjnego EBIT na 2025 rok, do około 7 mld dolarów, czyli blisko 25 mld zł, wobec wcześniejszych 6–6,5 mld dolarów.
Polityka Trumpa zmienia reguły gry
Zwrot Forda jest kolejnym sygnałem, że rynek elektryków w USA znalazł się w defensywie. Administracja Donalda Trumpa wycofała federalne wsparcie dla aut elektrycznych i jednocześnie złagodziła normy emisji spalin, co ułatwiło producentom sprzedaż samochodów z silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi.
Dodatkowym ciosem jest wygaśnięcie dopłaty konsumenckiej w wysokości 7 500 dolarów, czyli około 27 000 zł, która przez ponad 15 lat napędzała popyt. Po jej zakończeniu sprzedaż elektryków w USA w listopadzie spadła o około 40% rok do roku. Rząd zamroził także kary finansowe za naruszanie norm zużycia paliwa, co jeszcze bardziej osłabiło presję na elektryfikację.
F-150 Lightning: od euforii do rozczarowania
Elektryczny F-150 Lightning trafił do produkcji w 2022 roku w atmosferze ogromnego entuzjazmu. Zamówienia sięgały 200 000 sztuk, a model był symbolem nowej ery dla amerykańskiego pickupa. Rzeczywistość okazała się jednak mniej spektakularna. Do listopada bieżącego roku Ford sprzedał 25 583 egzemplarzy, co oznaczało spadek o 10% względem analogicznego okresu roku poprzedniego.
Następca Lightninga, projekt T3, miał powstawać od podstaw w nowym kompleksie w Tennessee i stanowić filar drugiej generacji elektryków marki. Zamiast tego fabryka od 2029 roku będzie produkowała nowe pick-upy z napędem spalinowym. W praktyce poniedziałkowe ogłoszenie oznaczało uśmiercenie całej drugiej generacji elektrycznych modeli Forda.
Tańsze elektryki i hybrydy zamiast wielkich EV
W nowej strategii Ford postawił na bardziej przystępne cenowo samochody elektryczne oraz hybrydy. Prace nad przyszłą ofertą prowadzi specjalny zespół typu skunkworks w Kalifornii. Pierwszy model z tej grupy ma kosztować około 30 000 dolarów, czyli niespełna 108 000 zł, a jego sprzedaż ma ruszyć w 2027 roku. Średniej wielkości elektryczny pickup będzie produkowany w zakładzie w Louisville. Jak podkreślił Andrew Frick, szef operacji spalinowych i elektrycznych Forda:
Zamiast wydawać kolejne miliardy na duże elektryki, które nie mają dziś drogi do rentowności, kierujemy te środki w obszary o wyższej stopie zwrotu.
Firma przyznała wcześniej, że spodziewała się straty rzędu 5 mld dolarów, czyli około 18 mld zł, na działalności związanej z EV zarówno w bieżącym roku, jak i w 2024. Jednocześnie zapowiedziała osiągnięcie rentowności tego segmentu dopiero w 2029 roku.
Efekt domina w całej branży
Wycofanie Forda z części planów elektrycznych wpisuje się w szerszy trend. General Motors już w październiku dokonało odpisu w wysokości 1,6 mld dolarów i ostrzegło przed kolejnymi korektami. Stellantis skasowało elektrycznego Rama i zaczęło mocniej promować hybrydy.
Tymczasem producenci wyspecjalizowani wyłącznie w EV, tacy jak Tesla czy Rivian, mogą teoretycznie zyskać udziały w rynku, choć w znacznie mniejszym segmencie niż zakładano kilka lat temu. Ford, idąc śladem Toyoty, wyraźnie postawił na hybrydy jako technologię przejściową i bezpieczniejszą biznesowo.
Baterie, zwolnienia i nowe zastosowania fabryk
Restrukturyzacja objęła również zaplecze produkcyjne. Po zakończeniu współpracy z SK On zakłady bateryjne w Kentucky przejdą w pełni pod kontrolę Forda, a fabryka w Tennessee trafiła do koreańskiego partnera. W krótkim terminie oznacza to redukcję części etatów, choć koncern zapowiedział docelowo zatrudnienie tysięcy pracowników przy projektach spalinowych i hybrydowych.
Zakłady w Kentucky i Michigan mają zostać wykorzystane do produkcji baterii do systemów magazynowania energii, a pierwsze moce produkcyjne mają ruszyć w ciągu 18 miesięcy. Fabryka w Marshall w stanie Michigan będzie natomiast wytwarzała baterie do nowego, tańszego pickupa elektrycznego.
O autorze
Krzysztof Drobnicki
Najnowsze

Genesis G70 jednak nie znika. Korea szykuje ciche „przedłużenie życia”

Polskie wojsko mówi STOP chińskim autom. Zakaz wjazdu wchodzi od razu

Cmentarzysko aut pod Varazze: ponad 1000 wraków leży pod wodą od 1970 r. Zostały celowo zatopione

Stellantis może podkraść Leapmotorowi asa z rękawa. O co chodzi?



