⏱️ 3 min.

GM obiecuje czystsze silniki, ale luźniejsze przepisy znów premiują paliwożerne SUV-y

Zdjęcie autora artykułu

Jan Pacuła

05-12-2025 08:12

Amerykański regulator właśnie zdjął z producentów presję związaną z karami za niespełnienie norm zużycia paliwa, a jednocześnie Mary Barra  z  GM zapewniła, że firma nadal będzie rozwijać coraz czystsze silniki spalinowe. Ambitnie – choć rynek wciąż najsilniej ciągną duże, dochodowe SUV-y i pick-upy.

Dla wielu koncernów ten rok był osobliwy, ale decyzja EPA zadziałała jak prezent: agencja praktycznie wymazała kary za nieosiągnięcie celów efektywności energetycznej. To zmiana, która w przeszłości regularnie podbijała popyt na pełnowymiarowe SUV-y i ciężkie auta użytkowe – segmenty, w których marże rosną najszybciej.

GM znalazł się więc w rozkroku: przepisy poluzowano, motywacja do ograniczania zużycia paliwa wyraźnie osłabła, ale kierownictwo powtarza, że postawi na dalszą poprawę klasycznych jednostek.

Deklaracje Barry: ambitne słowa w nieambitnych czasach

Według relacji z DealBook Summit, Mary Barra podkreśliła, że koncern nadal inwestuje w rozwój technologii spalinowych:

Każdy silnik, w który inwestujemy, projektujemy z myślą o znaczącej poprawie.

To deklaracja, która prezentuje się okazale, choć trudniej ją utrzymać w realiach rynku przesuniętego w stronę dużych gabarytów. Sam fakt, że bardziej wymagające normy emisji doprowadziły w ostatnich latach do rekordowo kosztownych akcji serwisowych, pokazuje, jak wysoką cenę producenci płacą za spełnienie wymogów regulatorów.

W tle pozostaje pytanie: skoro wymagania zelżały, a producenci od dekad kierują klientów ku większym SUV-om i pick-upom (bo przynoszą najwyższe marże przy najłagodniejszych kryteriach), to dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Strategia Detroit właśnie dostała dodatkową swobodę – i trudno oczekiwać nagłej zmiany kierunku.

Co dalej z presją na oszczędność?

W opinii analityków normy efektywności w USA od lat łagodzono dla największych aut, a producenci chętnie korzystali z tej luki. Dlatego obecne poluzowanie przepisów zapewne tylko umocni dotychczasowy trend. Barra dostrzegła jednak w zmianach pewien porządek, argumentując, że jednolite ogólnokrajowe reguły – bez specjalnych uprawnień Kalifornii do zaostrzania norm – pozwolą uniknąć rozbieżności między rynkami.

Jak podała, decyzja administracji o odebraniu stanowi prawa do ostrzejszej kontroli stworzyła bardziej spójne otoczenie regulacyjne. Autoironia rynku polega jednak na tym, że to sami producenci przez lata rozbudzali popyt na SUV-y. W takim kontekście argument o „niewyprzedzaniu konsumenta” brzmi mniej przekonująco. Gdy prawo nie dociska, a marże rosną, powrót do większych paliwożerów wydaje się niemal automatyczny.

Co z elektrykami? GM trzyma kurs, choć wiatr wieje w twarz

Luźniejsze normy są też nieoczywistą ulgą dla segmentu EV, który w USA wyhamował po wygaśnięciu ulg podatkowych. GM nadal rozwija gamę elektryków, choć ich rentowność pozostaje niepewna. Barra podkreśliła, że koncern nie zamierza zbaczać z kursu – nawet jeśli sprzedaż po utracie dopłat spadła, a programy elektryczne wciąż muszą udowodnić zdolność do generowania zysków.

W kwestii polityki handlowej Barra była znacznie bardziej optymistyczna. Jak powiedziała, ostatnie działania dotyczące ceł miały zapewnić bardziej wyrównane warunki po latach nierównych barier. To dla GM może oznaczać stabilniejszą rywalizację w globalnym handlu.

Rynek chce SUV-ów, przepisy na to pozwalają

Deklaracje o rozwoju silników nie oznaczają, że GM zrezygnuje z najbardziej zyskownych modeli. Gdy normy słabną, a preferencje klientów pozostają przewidywalne, trudno wyobrazić sobie, by Wielka Trójka z Detroit dobrowolnie odsunęła się od segmentu, który od lat napędza jej wyniki finansowe. SUV-y wciąż mają przed sobą szeroką drogę – a w łagodniejszej rzeczywistości legislacyjnej mogą nią jechać bez większego stresu o normy emisji.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Jan Pacuła

Były kierowca rajdowy, który teraz co najwyżęj testuje auta drogowe. Lubię, gdy tył ucieka szybciej niż rozum.