⏱️ 5 min.

Największy producent silników spalinowych na świecie nie ma wątpliwości. Przetrwają one jeszcze dekady

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

10-12-2025 08:12
Nowa Honda Prelude bez manuala. Dlaczego sportowy klasyk dostał tylko automat?

Dla jednych rok 2035 straszy widmem końca klasycznych napędów, dla innych to tylko data w kalendarzu. Honda – największy producent silników spalinowych na świecie – jasno pokazuje, że nie zamierza żegnać się z jednostkami na paliwa ciekłe ani szybko, ani w pośpiechu. Elektryfikacja będzie ważną drogą, ale nie jedyną.

Patrząc z europejskiej perspektywy, gdzie Honda nie notuje szczególnie wysokiej sprzedaży, łatwo zapomnieć o jej globalnej skali. Na świecie ta japońska firma należy do ścisłej czołówki producentów aut osobowych, lecz prawdziwą „fabrykę mocy” stanowią motocykle. Honda sprzedaje około 20 mln jednośladów rocznie i utrzymuje udział w rynku na poziomie blisko 40% – to właśnie te liczby czynią ją największym producentem silników spalinowych na Ziemi. Do tego dochodzą kosiarki, odśnieżarki, łodzie, agregaty i cały sprzęt użytkowy napędzany klasycznymi jednostkami.

Z motoryzacyjnego punktu widzenia Honda nie wygląda więc na firmę, która za moment przekręci kluczyk w pozycję „off”. Wręcz przeciwnie – wciąż inwestuje w rozwój nowych jednostek, równolegle pchając do przodu projekty elektryczne i hybrydowe. Najważniejsze pozostaje jedno: silniki spalinowe nie mają zniknąć, lecz przestać dokładać się do wzrostu emisji CO₂.

Honda mówi wprost: spalinowe zostają, ale muszą się zmienić

To nie spekulacje, lecz deklaracja z samej góry. Szef australijskiego oddziału Hondy, Jay Joseph, w rozmowie z lokalnymi mediami bardzo precyzyjnie naszkicował kierunek firmy. W opinii menedżera nie traktuje ona silnika spalinowego jak przestarzałego balastu, lecz technologię, którą można dopasować do nowych realiów. Jak podkreśla Joseph, Honda nie przerwała prac nad nowymi jednostkami i nie zamierza tego robić, dopóki ma to techniczny i ekologiczny sens:

Kontynuujemy rozwój silników spalinowych i mieliśmy ku temu wiele powodów. Naszym celem było osiągnięcie neutralności węglowej i ograniczenie wpływu na klimat. Elektryfikacja okazała się najwłaściwszą drogą na najbliższą przyszłość, ale nie jedyną.

To zdanie dobrze oddaje filozofię marki: elektryfikacja ma być narzędziem, a nie dogmatem. Honda zaznacza, że strategia „zero emisji netto” może opierać się na kilku filarach jednocześnie, zamiast stawiać wszystko na jedną kartę.

Wodór, ogniwa paliwowe i… nadal brak spalinowego „wodorowca”

Honda od lat należy do nielicznego grona producentów, którzy realnie wdrożyli wodór do oferty, a nie ograniczyli się do efektownych prototypów. Marka ma w gamie samochody z napędem na ogniwa paliwowe i nie zamierza zwalniać. Przykładem jest Honda CR-V e:FCEV – hybryda plug-in łącząca klasyczne ładowanie z gniazdka z układem ogniwa paliwowego. Napęd powstał początkowo we współpracy z General Motors, ale teraz Honda rozwija kolejną generację ogniw w pełni samodzielnie.

Priorytety są jasne: większa trwałość, niższe koszty i szersze możliwości zastosowania – również poza typowymi autami osobowymi. Ciekawostką pozostaje fakt, że w przeciwieństwie do kilku japońskich rywali Honda wciąż nie pokazała spalinowego silnika zasilanego wodorem. Inne marki eksperymentowały z tłokowymi jednostkami wodorowymi jako pomysłem na „bezemisyjny dźwięk”. Honda obrała bardziej konserwatywny kierunek, stawiając na ogniwa paliwowe – czystsze, ale trudniejsze technologicznie. To jasny sygnał, że nie zamierza uciekać w marketingowe skróty.

E-paliwa i wychwytywanie CO₂ – druga noga strategii

Elektryki i wodór to nie wszystko. Honda otwarcie mówi, że widzi przyszłość także w paliwach syntetycznych powstających z CO₂ wychwyconego z atmosfery lub spalin, a także w technologiach CCS. Innymi słowy: skoro coś emituje CO₂, można je później „złapać” i zamknąć obieg. W opinii przedstawiciela Hondy:

Jeśli naszym celem było osiągnięcie neutralności węglowej przy zerowych emisjach netto, mieliśmy do dyspozycji wiele ścieżek – jedną z nich było wykorzystanie syntetycznych e-paliw i technologii wychwytywania węgla.

Takie podejście otwiera drogę do dalszej eksploatacji istniejącej globalnej floty motocykli, samochodów i maszyn bez konieczności natychmiastowego wycofywania wszystkiego, co ma bak. Zamiast rewolucji – ewolucja paliwa i inwestycje w technologie ograniczające emisje w całym cyklu życia produktu. Cel strategiczny jest niezmienny: do 2050 roku Honda chce osiągnąć neutralność węglową w skali całej firmy. Elektryki i hybrydy mają do tego czasu stać się głównym filarem oferty samochodowej, ale spalinowe jednostki – zwłaszcza w motocyklach i sprzęcie roboczym – pozostaną ważnym elementem działalności.

Europa już przestawiła się na hybrydy. Civic Type R odjechał

Europa stała się poligonem doświadczalnym, na którym Honda mogła przetestować ofertę dopasowaną do zbliżającej się ery ograniczeń dotyczących silników spalinowych. W europejskim cenniku osobówek nie znajdziemy dziś klasycznego „benzyniaka” bez wsparcia elektrycznego – ostatnim takim modelem był Civic Type R. Ten kultowy hot hatch z turbodoładowanym 2.0 pożegnał nasz rynek w 2025 roku. Dla fanów torowych emocji to była gorzka wiadomość, lecz z perspektywy emisyjnej polityki marki – ruch spójny z planem.

Dziś europejską gamę Hondy tworzą głównie hybrydy, w których silnik spalinowy jest jednym z elementów układu, a nie samodzielnym źródłem napędu. Uzupełnia je elektryczny SUV e:Ny1 – zaprojektowany od podstaw jako pełnoprawny model na prąd, a nie adaptacja auta spalinowego. Ten kierunek otworzył Hondzie drogę do rosnącego segmentu kompaktowych elektryków. A to dopiero początek. W planach znajdują się m.in. niewielki hatchback N-One oraz cała rodzina modeli firmowanych nową linią Zero. Równolegle marka przywróciła nazwę Prelude – tym razem w bardziej sportowym, ale zelektryfikowanym wydaniu. Wniosek jest prosty: emocje zostają, zmienia się tylko sposób dostarczania mocy.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

Mechanik z pasji, kierowca z wyboru. Od dzieciństwa rozbieram silniki, by później składać je lepiej niż fabryka.