Koncern Volkswagen wciąż zarabia za mało. Restrukturyzacja będzie głębsza niż planowano

Volkswagen coraz mocniej przyznaje, że dotychczasowy model działania grupy przestał wystarczać. W Wolfsburgu ponownie wraca temat głębszej restrukturyzacji, ograniczenia kosztów, mniejszej liczby platform i bardziej brutalnego spojrzenia na fabryki.
Nieformalne spotkanie rady nadzorczej odbyło się 27 kwietnia i dotyczyło raportu przygotowanego przez zarząd kierowany przez Olivera Blume. W pracach pomagała firma doradcza Boston Consulting Group. Spotkanie nie zakończyło się oficjalnym komunikatem, ale przekaz z niemieckich relacji jest spójny: obecny model biznesowy Grupy Volkswagen przestał być uznawany za trwały.
Volkswagen nie zarabia tyle, ile potrzebuje
Najważniejszy problem nie dotyczy tylko jednego modelu, jednej marki ani chwilowego spadku formy. Grupa ma solidne fundamenty, ale jej obecna rentowność nie wystarcza do finansowania przyszłości w sposób stabilny. W praktyce oznacza to, że wcześniejsze programy oszczędnościowe i cięcia kosztów nie zamykają tematu. Oliver Blume opisał sytuację bez typowego korporacyjnego lukru:
Obecnie nie zarabiamy wystarczająco dużo na naszych samochodach, aby w sposób trwały finansować naszą przyszłość.
To zdanie dobrze pokazuje skalę napięcia. Volkswagen nadal jest ogromnym koncernem, ale sama skala przestała być gwarancją bezpieczeństwa. W motoryzacji coraz więcej pieniędzy pochłaniają nowe napędy, oprogramowanie, regulacje, presja cenowa i globalna konkurencja.
Mniej modeli, mniej platform i koniec świętych krów
Nowa wizja Grupy Volkswagen do 2030 roku ma opierać się na uproszczeniu struktury. Chodzi o mniejszy portfel produktów, ograniczenie liczby platform, redukcję technologii oraz wyraźniejszy podział odpowiedzialności między grupą, markami i regionami. Brzmi jak porządkowanie szafy, ale w tej szafie stoją fabryki, budżety i tysiące miejsc pracy.
Arno Antlitz, dyrektor finansowy Volkswagena, mówi o konieczności głębokiej zmiany modelu biznesowego. Jego przekaz jest zgodny z linią Blume: same korekty nie wystarczą. Grupa ma kierować zasoby tam, gdzie przynoszą największą wartość, a to oznacza twardszą ocenę projektów, marek i zakładów produkcyjnych. Volkswagen rozważa dalsze działania restrukturyzacyjne.
W tle pojawiają się możliwe zamknięcia zakładów, plan ratunkowy dla Porsche, nowa strategia dla Audi oraz ogólnie zmieniony sposób działania całej grupy. To nie jest kosmetyka, tylko próba przeprojektowania koncernu na trudniejsze czasy.
Produkcja ma spaść do bardziej realnego poziomu
Blume mówił wcześniej, że globalne moce produkcyjne trzeba zmniejszyć o milion samochodów. Celem jest poziom 9 mln aut rocznie, uznawany za bardziej trwały. To założenie pasuje do sprzedaży z 2025 roku, która wyniosła 8,98 mln samochodów. Szef Volkswagena zwraca uwagę, że planowanie wolumenów na podstawie przeszłości przestało być realistyczne.
Nadwyżka mocy produkcyjnych w obecnym otoczeniu rynkowym nie jest dla grupy rozwiązaniem na lata. Zakłady będą więc analizowane nie tylko przez pryzmat historii, ale też obecnego popytu i przyszłej roli w strukturze koncernu. Jednocześnie Volkswagen nie przesądza jeszcze decyzji o fabrykach. Blume przekonuje, że istnieją inteligentniejsze metody niż proste zamykanie zakładów.
Jednym z przykładów są rozmowy dotyczące przestawienia fabryki w Osnabrück na produkcję wojskową.
Audi i Porsche też czują presję
Problemy nie kończą się na marce Volkswagen. Gernot Döllner, szef Audi, opisał sytuację jako znacznie szerszą niż walka o pojedynczy model lub fragment rynku. W jego ocenie stawką jest przetrwanie niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego.
Michael Leiters, kierujący Porsche, przedstawia obecne wyzwania jako szansę. Jednocześnie przyznaje, że powrót marki z Zuffenhausen do dawnego blasku wymaga czasu. To istotne, bo Porsche przez lata było jednym z najbardziej rentownych filarów całej grupy.
Wspólny mianownik jest prosty: każda marka musi udowodnić swoją wartość w bardziej wymagającym układzie. Prestiż, tradycja i dawne wyniki nie wystarczą, jeśli rachunek kosztów przestaje się spinać.
Niemcy szykują się na gorące miesiące
Najbardziej drażliwy temat dotyczy fabryk w Niemczech i Europie. Jeżeli restrukturyzacja przerodzi się w propozycje dalszych zamknięć zakładów, Volkswagen wejdzie w konflikt z lokalną polityką i związkami zawodowymi. To teren, na którym kalkulator szybko spotyka się z megafonem.
Olaf Lies, premier Dolnej Saksonii, już sygnalizuje opór wobec prostego scenariusza zamykania europejskich fabryk. Ten land ma 20% udziałów w grupie i dysponuje prawem weta przy decyzjach strategicznych. Związki zawodowe również odrzucają pomysł kolejnych poświęceń po stronie pracowników. Volkswagen stoi więc przed klasycznym problemem wielkiego koncernu: musi ciąć koszty, ale nie może udawać, że robi to w próżni.
Nadchodzące miesiące pokażą, czy Wolfsburg znajdzie sposób na restrukturyzację bez kolejnego polityczno-przemysłowego trzęsienia ziemi.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Mercedes-Benz dostał finansowy sygnał ostrzegawczy. Najmocniej boli rynek chiński

Taki jest najbardziej przełomowy Volkswagen Polo w historii. Kusi ceną i zasięgiem

Elektryki biją rekord przebiegu. Doganiają hybrydy plug-in

Renault Clio Eco‑G 120 wjeżdża do salonów. LPG, automat i zasięg 1500 km





