Nowy Mercedes klasy C zrywa z tradycją. Ma niemal 490 cm długości i elektryczny napęd

Mercedes klasy C electric debiutuje jako całkowicie nowa elektryczna limuzyna, która nie jest pod względem technicznym odmianą znanej klasy C z napędem spalinowym lub hybrydowym. Auto oferuje 489 KM, deklarowany zasięg 762 km i ma trafić do sprzedaży pod koniec 2026 roku. Ceny będą startować z poziomu około 70 000 euro (ok. 296 485 zł).
Nowa forma zamiast znanego schematu
Nadwozie ma 488 cm długości, więc jest wyraźnie dłuższe od klasy C z napędem benzynowym lub wysokoprężnym, która mierzy 475 cm. Elektryczny model powstał na platformie MB.EA, opracowanej specjalnie dla aut na prąd. Tę architekturę wykorzystuje też Mercedes GLC EQ. Przód wyróżnia się dużą atrapą ustawioną pionowo, która nawiązuje do sedanów W114 i W115 z przełomu lat 60. i 70. Jest ona podświetlana, co wzmacnia efekt wizualny.

Linia dachu, która stawia na sportowy wygląd
Profil auta jest mocno rozciągnięty, a opadająca linia dachu przypomina tę, znaną z modelu CLA. Wysokość wynosi 150 cm, więc nadwozie nie jest tak niskie jak CLA, co ma ułatwiać wsiadanie do kabiny. Tył przypomina coupe, bo krótka pokrywa bagażnika łączy się wizualnie z mocno pochyloną szybą. Z tyłu pojawiły się okrągłe lampy, osadzone w czarnym pasie. Całość wygląda bardziej agresywnie niż klasyczna klasa C.
Wnętrze stawia na przestrzeń i wielki ekran
Długi rozstaw osi, wynoszący 296 cm, pozwolił na uzyskanie obszerniejszej kabiny. Cztery osoby mają podróżować wygodnie, a płaska podłoga pomaga także pasażerowi siedzącemu pośrodku tylnej kanapy. Standardem jest szklany dach, którego przezroczystość można zmieniać z poziomu ekranu systemu multimedialnego.
Najmocniej uwagę przyciąga ekran o przekątnej 39,1 cala, rozciągnięty praktycznie przez całą szerokość kokpitu. To rozwinięcie systemu MBUX Hyperscreen, który wcześniej korzystał z trzech ekranów zamkniętych w jednej ramie. Efekt jest widowiskowy, ale brak osłony nad wyświetlaczem może powodować refleksy.

Układ funkcji pozostał podzielony na trzy strefy: zegary, multimedia i obsługę po stronie pasażera. Duże napisy ułatwiają trafienie w odpowiednią ikonę. Problem zaczyna się wtedy, gdy nawet proste funkcje, jak obieg zamknięty powietrza, schowano w podmenu. Bagażnik ma pojemność 470 litrów, a pod przednią pokrywą wygospodarowano dodatkowe 101 litrów na przewody do ładowania.
800 V, szybkie ładowanie i konkretne osiągi
Technicznie elektryczny Mercedes klasy C korzysta z instalacji 800-woltowej. Taka architektura pozwala stosować cieńsze przewody, oszczędza miejsce i wspiera szybsze ładowanie. Akumulator o pojemności 94 kWh przyjmuje moc do 330 kW.
Przy odpowiednio mocnej ładowarce w 10 minut można uzupełnić energię na 325km jazdy. W prądzie przemiennym ładowanie odbywa się z mocą 11 kW, a opcjonalna ładowarka zwiększa wartość do 22 kW. Osiągi też są wyraźnie sportowe.
Sprint od 0 do 100 km/h zajmuje 4 sekundy, mimo że samochód waży 2460 kg. O dobre właściwości jezdne mają dbać zawieszenie z podwójnymi wahaczami z przodu i układ wielowahaczowy z tyłu. Opcjonalnie dostępne są zawieszenie pneumatyczne i skrętna tylna oś.

Na start tylko mocna wersja 4×4
Na początku sprzedaży dostępna będzie wyłącznie odmiana z napędem 4×4. Układ składa się z dwóch silników, po jednym przy każdej osi, a łączna moc systemowa wynosi 489 KM. To jedna z tych konfiguracji, które od razu ustawiają model po wyraźnie mocniejszej stronie cennika.
Ciekawostką jest dwubiegowa przekładnia automatyczna, co w aucie elektrycznym nadal pozostaje rzadkością. Krótszy pierwszy bieg poprawia ruszanie, a dłuższy drugi ma pomagać przy wyższych prędkościach. Dzięki temu prędkość maksymalna sięga 210 km/h.
Mercedes deklaruje średni zasięg na poziomie 762 km. Taka wartość stawia klasę C electric w gronie modeli, które mają nadawać się nie tylko do miasta, ale również do dłuższych tras. O realnym wyniku przesądzą już styl jazdy, temperatura i tempo na autostradzie.
O autorze
Tomasz Nowak
Najnowsze

Audi RS 6 znów będzie sedanem. Powrót po 15 latach i nawet 720 KM

Po 45 latach pracy w BMW dostał zupełnie nowe M3. To prezent na emeryturę

Nowe albumy a śmiertelne wypadki. Zaskakujące ustalenia naukowców

Ferrari wskazało dwa powody porażki w Imoli. Toyota właśnie tym zwyciężyła




























