Kultowe Porsche nie przejdzie na prąd. Nowy szef marki zamyka temat

Porsche przecięło spekulacje dotyczące elektrycznej wersji 911. Michael Leiters, nowy szef niemieckiej marki, stwierdził, że najważniejszy sportowy model Porsche nie stanie się samochodem w pełni elektrycznym, nawet po 2030 roku. To czytelny znak zmiany kursu: elektryfikacja zostaje w gamie, ale nie jako jedyna droga dla całej marki.
911 zostaje przy spalinach i hybrydzie
Porsche 911 ma pozostać modelem, w którym marka rozwija silniki spalinowe i układy hybrydowe. Dla Porsche ten samochód nie jest zwykłą pozycją w cenniku, lecz technicznym i wizerunkowym rdzeniem firmy od 1963 roku.
Michael Leiters podczas rozmowy z magazynem Auto, Motor und Sport wykluczył scenariusz, w którym 911 staje się autem w pełni elektrycznym. Szef Porsche nie zostawił tu miejsca na typowe korporacyjne „zobaczymy”, czyli ulubiony język branży, gdy nikt nie chce jeszcze powiedzieć prawdy. W praktyce oznacza to, że hybrydowe wersje 911 nie są etapem przejściowym przed elektrykiem.
To raczej sposób na utrzymanie charakteru modelu przy jednoczesnym spełnianiu nowych wymagań technicznych i rynkowych.
Porsche zmienia podejście do elektryfikacji
Elektryfikacja nie znika z planów Porsche, ale przestaje być traktowana jako jeden obowiązkowy finał dla całej gamy. Marka chce stosować napędy elektryczne tam, gdzie klienci faktycznie widzą w nich wartość i gdzie pasują do charakteru danego modelu.
Ta zmiana dobrze pasuje do sytuacji Taycana. Porsche weszło z nim na rynek bardzo wcześnie, a Michael Leiters przyznał, że marka mogła zbyt szybko przyjąć elektromobilność jako główny kierunek. Taycan miał mocny start, ale później jego sprzedaż wyraźnie osłabła. Po ponad 41 tys. dostaw w 2021 roku wolumen spadł do nieco ponad 20 tys. aut w 2024 roku, a w 2025 roku wyniósł około 16 300 egzemplarzy.
Macan i Cayenne nadal jadą na prąd, ale spalinówki nie odpuszczają
Porsche nadal rozwija modele bateryjne. Elektryczny Macan pozostaje w gamie, a elektryczny Cayenne ma stopniowo trafiać na kolejne rynki. Przyszłe Boxstery i Caymany również są planowane jako samochody elektryczne. Jednocześnie firma mocno wraca do strategii równoległych napędów.
Spalinowy Macan nadal osiąga lepszy wynik niż wersja elektryczna, mimo że wcześniej zniknął z rynku europejskiego z powodu nowych wymagań cyberbezpieczeństwa. Duży SUV K1, początkowo przewidywany jako model wyłącznie elektryczny, ma ostatecznie otrzymać także napędy benzynowe i hybrydowe od 2029 roku.
Porsche zapowiada też powrót odmian spalinowych dla Boxstera i Caymana, co jeszcze niedawno brzmiałoby jak cofanie filmu.
Cel 80% aut elektrycznych trafił do szuflady
Porsche wcześniej zakładało, że pod koniec dekady samochody w pełni elektryczne będą odpowiadać za 80% sprzedaży. Ten cel nie jest już aktualnym drogowskazem dla marki. W 2025 roku udział modeli bezemisyjnych w sprzedaży Porsche wynosił około 22%. To za mało, by utrzymać narrację o szybkim i niemal pełnym przejściu na auta bateryjne.
Nowe podejście wymaga dodatkowych inwestycji w silniki spalinowe i hybrydowe. Porsche ma przeznaczyć na ten zwrot kilka miliardów euro, bo klienci marki nie poruszają się po rynku wyłącznie według tabelki z rodzajem napędu.
911 jako granica, której Porsche nie chce przekroczyć
Decyzja w sprawie 911 ma znaczenie większe niż sam los jednego modelu. Porsche pokazuje, że elektryfikacja nie musi oznaczać rezygnacji z samochodów budowanych wokół mechanicznego charakteru, reakcji napędu i emocji za kierownicą.
Leiters uważa, że Porsche nie wygra z konkurencją wojny cenowej. Marka ma rywalizować autami, które są lepsze, bardziej przekonujące i bardziej emocjonalne od produktów przeciwników. Dla 911 oznacza to jasny status. Hybryda tak, pełny elektryk nie.
I akurat w tym przypadku to może być mniej konserwatyzm, a bardziej chłodna kalkulacja, bo legenda marki nie zawsze nadaje się do roli eksperymentu sprzedażowego.
O autorze
Andrzej Kopeć
Najnowsze

Maserati dostaje dwie nowe szanse. Stellantis zapowiada odbudowę luksusowej marki

Ferrari z asem w rękawie? Piątek pokazał problem rywali

Renault, Stellantis i Volkswagen naciskają na Brukselę. Chcą „made in Europe”, ale po swojemu

Euro 7 uderzy w producentów tarcz i klocków? Branża części zamiennych alarmuje




