Ram 1500 SRT TRX 2027 ma 788 KM. To konkurent Raptora

Dinozaury wyginęły jakieś 65 mln lat temu, ale ten konkretny gatunek najwyraźniej dostał drugą szansę. Ram 1500 SRT TRX wraca na rok modelowy 2027 z nowym sercem, odznaką SRT i ambicją, żeby wbić zęby w Forda F-150 Raptor R.
Ram pokazał 1500 SRT TRX jako maszynę, która ma być jednocześnie szybka na asfalcie i poważna w terenie. Marka ustawia ten model jako „najmocniejszego seryjnego, dopuszczonego do ruchu, benzynowego pickupa” – czyli deklaracja z gatunku tych, które mają brzmieć jak werdykt, a nie jak slogan.
Powrót SRT i pierwszy taki pickup od 2006 roku
Nowy TRX jest ważny nie tylko dlatego, że powraca kultowa nazwa. To także oficjalny powrót marki SRT, a przy okazji pierwszy samochód z takim oznaczeniem od czasów Rama SRT-10 z 2006 roku. Innymi słowy: SRT nie wraca tu na chwilę, żeby odhaczyć nostalgię, tylko po to, żeby znowu grać w tej lidze na serio.
Nowe V8 z kompresorem: 788 PS (KM) i 921 Nm
Największy punkt programu to doładowane V8 6,2 l, ale w nowej odsłonie – Ram podkreśla, że nie chodzi o odgrzanie starego kotleta. Silnik ma osiągać 788 KM oraz 921 Nm. To o 76 KM i 41 Nm więcej niż w edycji końcowej TRX z rocznika 2024. W rywalu z obozu Forda – F-150 Raptor R – doładowane V8 5,2 l ma 730 KM oraz 867 Nm. Na papierze wygląda to więc jak dość czytelna deklaracja: TRX ma mieć przewagę nie tylko „w narracji”, ale też w tabelce.
Na temat samej decyzji o dopracowaniu napędu padły też słowa, które brzmią jak odpowiedź na pytanie „czemu tak późno?”. Prezes Rama, Tim Kuniskis, ujął to tak:
Mogliśmy przywrócić TRX wcześniej, gdybyśmy po prostu zostawili stary silnik. Chcieliśmy jednak pchnąć to dalej i dlatego powstała nowa wersja, dająca wyraźnie lepsze osiągi. To nie jest „strojenie”, tylko solidna modernizacja.
Jak to zrobili: kompresor 2,4 l i dolot o dwóch drogach
Ram nie zasypał szczegółami, ale podał kilka konkretów. Jednostka dostała kompresor twin-screw o pojemności 2,4 l oraz układ dolotowy o dwóch ścieżkach. Powietrze ma być zasysane z zewnątrz: z boku otworu w osłonie chłodnicy oraz przez centralny wlot na masce. Te strumienie spotykają się przy filtrze promieniowym, co – według założeń producenta – ma zapewniać maksymalną objętość powietrza, wydajność i trwałość. 
Skrzynia, napędy i tryby: ma być szybciej, ale i mądrzej
Silnik współpracuje ze wzmocnioną, 8-biegową skrzynią automatyczną, która oferuje pełną ręczną kontrolę. Dalej jest stały, aktywny reduktor z trzema ustawieniami:
- 4WD Auto,
- 4WD High,
- 4WD Low.
Do tego dochodzi sześć trybów jazdy, które mają spinać całość w jedną, „wielozadaniową” całość:
- Auto,
- Sport,
- Snow,
- Tow,
- Mud,
- Baja.
I teraz rzecz, która robi największe wrażenie na tych, którzy lubią, gdy pickup zachowuje się jak hot hatch na sterydach: przyspieszenie 0–96 km/h ma wynosić 3,5 s. Prędkość maksymalna to 190 km/h, co jest – według producenta – najlepszym wynikiem w klasie.
Wygląd, który nie udaje „zwykłego” Rama
TRX ma wyglądać tak, jak jeździ – bez tłumaczenia się. Wyróżnia się unikalną osłoną chłodnicy z oznaczeniem SRT oraz czerwonym logotypem „RAM” (Flame Red). Do tego sportowa maska z bocznymi światłami obrysowymi LED i reflektory LED z czarnymi, satynowymi obwódkami. Z przodu zastosowano stalowy zderzak z wbudowaną osłoną podwozia, czerwone (Flame Red) ucha holownicze i cofnięte, „zamiatane” światła przeciwmgielne.
Samochód jest też o 173 mm szerszy od zwykłej wersji – głównie przez napompowane błotniki i poszerzenia z kompozytu. Kto chce jeszcze bardziej „podkręcić” przekaz, może dobrać naklejki TRX na masce i burtach. Z oferty akcesoriów dostępne są też progi ochronne oraz aluminiowe stopnie z powłoką proszkową. Tył jest spokojniejszy, ale nadal w klimacie „sprzęt do roboty”: stalowy zderzak, przyciemnione tylne LED-y z satynowo-czarnymi obwódkami, czerwone ucha holownicze, logo T-Rex na klapie i podwójny wydech o sportowym zestrojeniu z czarnymi końcówkami 127 mm.
Zawieszenie i teren: tu nie chodzi o stylówkę
Zmiany nie kończą się na „pakiecie optycznym”. TRX ma terenowe zawieszenie: kute aluminiowe wahacze, inne charakterystyki sprężyn oraz adaptacyjne amortyzatory Bilstein Black Hawk e2. Do tego elektronicznie blokowane mechanizmy różnicowe z przodu i z tyłu, uruchamiane przyciskiem na desce rozdzielczej. Koła to 18-calowe felgi w satynowej czerni oraz 35-calowe opony, co przekłada się na prześwit 300 mm. Skoki zawieszenia: 330 mm z przodu i 356 mm z tyłu. Do kompletu Ram podaje kąty terenowe: natarcia 31,0°, zejścia 25,2° i rampowy 16,8°.
Wnętrze: sportowe, ale w wersji „premium i bez wymówek”
W kabinie TRX ma iść w klimat sportu, ale bez rezygnacji z wygody. Są czarne fotele obszyte skórą Natura Plus z perforowanymi wstawkami z zamszu. Przednie siedzenia mają regulację elektryczną w 12 kierunkach oraz podgrzewanie, wentylację i masaż. Do tego czerwone akcenty na boczkach, czerwony haft TRX na oparciach i pasy bezpieczeństwa w kolorze Ruby Red. W środku znajdziemy też prawdziwe wstawki z włókna węglowego, podsufitkę z zamszu i kierownicę obszytą skórą z czerwonym przeszyciem.
Jest także selektor biegów na konsoli i panel przełączników znany z wersji RHO. Na wyposażeniu: cyfrowe zegary 12,3 cala, system multimedialny Uconnect 5 na ekranie 14,5 cala (według deklaracji pięć razy szybszy niż poprzednio), wyświetlacz przezierny 10 cali, podwójna bezprzewodowa ładowarka do smartfonów oraz nagłośnienie Harman Kardon z 19 głośnikami. Dochodzi panoramiczny, dwuczęściowy szyberdach oraz tylne siedzenia z podgrzewaniem i wentylacją. 
Asystenci jazdy: „hands-free” w pick-upie do ostrej zabawy
TRX standardowo dostaje Hands-Free Active Drive Assist. Ram chwali się poziomem autonomii 2+ i podkreśla, że jako jedyny producent oferuje jazdę bez trzymania rąk na kierownicy w wysokowydajnym, benzynowym pickupie projektowanym z myślą o jeździe w terenie. Lista systemów wsparcia kierowcy jest długa: adaptacyjny tempomat, aktywne prowadzenie po pasie, rozpoznawanie znaków, ostrzeganie o kolizji na skrzyżowaniu, ParkSense, monitorowanie martwego pola z uwzględnieniem przyczepy oraz ostrzeganie o ruchu poprzecznym z tyłu.
Bloodshot Night Edition: edycja na powrót, z czernią i czerwienią
Na start Ram dorzuca wersję TRX Bloodshot Night Edition. To dwukolorowe nadwozie z górną częścią w lakierze Diamond Black Crystal Pearl Coat, czerwony pas na masce, unikalna grafika oraz felgi przystosowane pod beadlock (pierścień blokujący stopkę opony), tutaj z satynowo-tytanowymi ringami. W kabinie pojawiają się specjalne elementy z włókna węglowego z czerwonymi anodowanymi nićmi, jest też „szklany” emblemat w konsoli środkowej i oznaczenia TRX z czerwoną obwódką.
Cena w dolarach i po przeliczeniu na złotówki
Ram 1500 SRT TRX (2027) ma trafić na rynek w drugiej połowie 2026 roku. Cena startowa to 99 995 dolarów, co przy obecnym kursie daje około 360 142 zł. Do tego dochodzi opłata transportowa 2595 dolarów, czyli około 9346 zł, więc razem wychodzi około 369 488 zł. W gamie ma zostać też miejsce na Rama 1500 RHO, który startuje z poziomu 73 045 dolarów, czyli około 263 079 zł.
Dla porównania Ford F-150 Raptor R kosztuje od 110 930 dolarów (około 399 525 zł) plus 2595 dolarów transportu (około 9346 zł), czyli w sumie około 408 872 zł. Różnica między TRX a Raptorem R na cenie bazowej wynosi 10 935 dolarów, czyli około 39 383 zł. Ram gra tu bardzo czytelnie: „tańszy i mocniejszy” – a dopiero potem dorzuca opowieść o tym, że to konkurencja powinna wchodzi w „buty” gatunku zagrożonego.
O autorze
Paweł Trafny
Najnowsze

Genesis G70 jednak nie znika. Korea szykuje ciche „przedłużenie życia”

Polskie wojsko mówi STOP chińskim autom. Zakaz wjazdu wchodzi od razu

Cmentarzysko aut pod Varazze: ponad 1000 wraków leży pod wodą od 1970 r. Zostały celowo zatopione

Stellantis może podkraść Leapmotorowi asa z rękawa. O co chodzi?





















































