⏱️ 4 min.

Raport ws. Fremantle Highway wskazał BMW jako źródło pożaru

Zdjęcie autora artykułu

Marek Karpiuk

18-11-2025 18:11
BMW i4

Po ponad dwóch latach od dramatycznego pożaru na autotransporterze Fremantle Highway na Morzu Północnym światło dzienne ujrzał raport, który przez długi czas pozostawał poza zasięgiem opinii publicznej. Dokument panamskiej administracji morskiej, ujawniony dzięki procedurze międzynarodowego dostępu do informacji, wskazał jedną grupę pojazdów jako bezpośredni początek katastrofy. I choć nie pada tam nazwa konkretnego modelu, to wniosek jest jednoznaczny – wszystko zaczęło się od elektrycznego BMW.

Według holenderskiego dziennika Dagblad van het Noorden raport został pozyskany po długiej walce o dostęp do wcześniej utajnionych materiałów. To właśnie ta analiza po raz pierwszy w oficjalnym dokumencie śledczym przypisała wybuch pożaru konkretnemu typowi pojazdu – elektrycznemu BMW, które znajdowało się na pokładzie wśród setek innych aut.

Alarmy na pokładzie i pierwsze oznaki katastrofy

Raport opisał, że cztery czujniki pożarowe na pokładzie ósmym uruchomiły się niemal jednocześnie. Wszystkie znajdowały się w tym samym segmencie, gdzie podczas rejsu rozmieszczono zarówno samochody elektryczne, jak i spalinowe. Śledczy odnotowali, że zebrane dane pokładowe potwierdziły relacje załogi, która już w pierwszych minutach widziała ogień i gęsty dym w tym obszarze. Ekspert cytowany w raporcie stwierdził:

Elektroniczne zapisy i zeznania marynarzy jednoznacznie pokazały, że źródło ognia znajdowało się pośród elektrycznie napędzanych BMW.

Według analizy załoga miała zbyt mało czasu, by zlokalizować początek pożaru. W dokumencie wskazano, że 498 aut elektrycznych rozmieszczono bez pełnej wiedzy załogi o ich dokładnym położeniu, co utrudniło reakcję. Plan załadunku opisano jako „niewystarczający” i „sprzeczny wewnętrznie”. Problemy z orientacją na pokładzie doprowadziły do szybkiej utraty kontroli nad sytuacją.

Pożar, którego nie dało się zatrzymać

Śledczy podkreślili, że Fremantle Highway była wyposażona w systemy gaśnicze przystosowane do pożarów aut spalinowych. Dla akumulatorów trakcyjnych były one bezużyteczne. W raporcie znalazło się także porównanie zapotrzebowania na wodę dla różnych typów pojazdów – elektryczny wymagałby około 10 000 litrów, podczas gdy tradycyjny spalinowy – zaledwie 4 000 litrów. Tak duże ilości mogłyby zagrozić stabilności jednostki, szczególnie na wyższych pokładach. Śledczy napisali wprost:

Pożar pojazdu elektrycznego wymaga znacznie większych zasobów i środków niż klasyczne pojazdy, a dostępne wyposażenie statku nie miało szans powstrzymać rozwoju ognia.

Dramatyczna ewakuacja i błędy w komunikacji

Kolejne fragmenty raportu opisują chaos w komunikacji pomiędzy załogą, mostkiem a holenderską strażą przybrzeżną. Informacje, które przekazywano w kluczowych minutach, określono jako „niespójne” i „niepełne”. Utrudniło to szybkie zrozumienie skali zagrożenia. Najmocniejszy wątek dotyczy samej akcji ratunkowej. Według dokumentu kilku marynarzy skoczyło z wysokości około 30 metrów do morza, nie widząc innej drogi ucieczki. Śledczy napisali, że rosnąca temperatura, toksyczny dym i brak wiedzy o tym, jak rozwinie się pożar, wywołały „emocjonalny stan skrajny”. W opinii autorów raportu wcześniejsza ewakuacja przy użyciu śmigłowców mogła uratować życie 59-letniego marynarza z Indii. Eksperci podkreślili również, że wyposażenie ratunkowe statku nie było projektowane z myślą o tego typu zdarzeniach.

Konstrukcyjne słabości autotransporterów

Panamska administracja morska zwróciła uwagę, że większość autotransporterów powstała z myślą o pojazdach spalinowych. W raporcie odnotowano, że ciasne rampy mogą uszkadzać akumulatory trakcyjne podczas załadunku, zwiększając ryzyko zwarć lub późniejszych incydentów termicznych. Kolejną słabością okazała się stabilność jednostek o dwunastu pokładach. Gdy elektryczne auta – cięższe od spalinowych – trafiają na wyższe poziomy, rośnie ryzyko przechyłu przy nagłych manewrach lub w sytuacjach awaryjnych. Jak podała panamska administracja morska:

Międzynarodowa Organizacja Morska powinna opracować własny zestaw regulacji dotyczących transportu pojazdów elektrycznych na statkach.

Spór o 260 BMW i zakaz jazd testowych

W tle raportu od lat toczy się również spór sądowy dotyczący 260 samochodów BMW odzyskanych z płonącego statku. Dwaj przedsiębiorcy z Rotterdamu kupili je z zamiarem diagnostyki i późniejszej odsprzedaży, lecz sąd w Hadze zablokował taką możliwość. Powodem był brak pewności co do stanu elementów bezpieczeństwa – od elektroniki po systemy wspomagające. Firma BMW ogłosiła, że jej własna ekspertyza wykazała „alarmujące uszkodzenia”. W specjalnym oświadczeniu ostrzegła:

BMW nie zawaha się nałożyć kary w wysokości 250 000 euro, jeśli pojazdy zostaną wykorzystane niezgodnie z zakazami.

Planowane jazdy testowe dla mediów zostały wstrzymane, a przedsiębiorcy, choć podtrzymali apelację, musieli zaakceptować zakazy wynikające z orzeczenia.

Wnioski z tragedii

Raport stał się jednym z najważniejszych dokumentów dotyczących bezpieczeństwa transportu pojazdów elektrycznych drogą morską. Po raz pierwszy oficjalna instytucja wskazała nie tylko przyczynę pożaru, ale i systemowe braki całej branży – od niedoskonałości konstrukcyjnych statków, przez procedury załadunku, po nieadekwatność sprzętu ratowniczego. Jednocześnie podkreślono, jak ogromne koszty i konsekwencje mogą wiązać się z niewłaściwym obchodzeniem się z autami po przejściach – nawet jeśli na pierwszy rzut oka wyglądają nienaruszone.

Tagi: BMW, wypadek

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Marek Karpiuk

Motoryzacja to dla mnie wolność. Od Fiata 126p po elektryczne superauta – każdy kilometr to przygoda.