Tesla Cybercab ujawnia podstawowe dane. To najbardziej wydajny elektryk na świecie

Tesla Cybercab nie zapowiada się na elektryka, który będzie wyrywał asfalt spod kół. Dane z certyfikacji EPA pokazują raczej samochód podporządkowany kosztom, efektywności i pracy w roli autonomicznej taksówki.
Cybercab korzysta z jednego silnika elektrycznego umieszczonego przy przedniej osi. Rrozwija on 222 KM, a instalacja elektryczna pracuje w architekturze 326 V. To konfiguracja daleka od popisowych osiągów Tesli, ale w robotaxi priorytetem nie jest sprint spod świateł, tylko liczba opłacalnych kursów w ciągu dnia.
Efektywność ważniejsza niż efektowność
Akumulator ma pojemność około 48 kWh. Według danych z procesu certyfikacji Cybercab zużywa około 103 Wh/km, co pokazuje, że stawia nacisk na niskie koszty eksploatacji. W uzyskaniu takiego wyniku pomagają aerodynamiczne nadwozie oraz masa własna na poziomie 1,4 tony.
Cybercab ma obsługiwać krótkie przejazdy miejskie i podmiejskie. Tesla zrezygnowała w tym modelu z kierownicy, pedałów i lusterek, więc samochód od początku jest projektowany jako pojazd autonomiczny, a nie klasyczne auto z dodanym systemem jazdy bez kierowcy.
Zasięg wygląda obiecująco, ale EPA może go jeszcze skorygować
Wstępne obliczenia EPA wskazują zasięg od 600 do 670 km. Ta wartość może jednak spaść po bardziej szczegółowych testach certyfikacyjnych. W praktyce nawet niższy wynik nadal pasowałby do modelu pracy robotaxi, które ma wracać do ładowania według harmonogramu floty, a nie spontanicznego planu kierowcy.
Takie parametry nie robią wrażenia na tle najmocniejszych elektryków, ale Cybercab nie walczy o ten sam rodzaj prestiżu. Tutaj „skromnie” może oznaczać „taniej w produkcji i przewidywalniej w utrzymaniu”, a to w usługach przewozowych bywa ważniejsze niż katalogowa demonstracja siły.
Cena poniżej 30 tys. dolarów dopiero po rozkręceniu produkcji
Nieskomplikowana konstrukcja ma pomóc Tesli zejść z ceną w dłuższej perspektywie poniżej 30 000 dolarów (ok. poniżej 109 764 zł). Taki poziom ma być osiągalny dopiero po uruchomieniu masowej produkcji i sprzedaży. Termin wejścia Cybercaba do regularnej oferty nie został jeszcze określony.
Certyfikacja EPA faktycznie otwiera Cybercabowi drogę do rynku amerykańskiego. Nie oznacza to jednak automatycznie szybkiego debiutu komercyjnego, bo samochód bez kierownicy i pedałów wymaga także odpowiedniego otoczenia regulacyjnego oraz gotowej infrastruktury usługowej.
Cybercab to nie jedyna zaległa obietnica Tesli
W tle pozostaje jeszcze Tesla Roadster, czyli supersamochód zapowiadany od lat i wielokrotnie przesuwany. Przedstawiciele Tesli na początku czerwca deklarowali, że prezentacja produkcyjnej wersji ma odbyć się w ciągu kilku tygodni. Cybercab wygląda jednak na projekt znacznie bardziej praktyczny: mniej widowiskowy, ale potencjalnie ważniejszy dla przyszłego modelu biznesowego marki.
Jeśli dane z certyfikacji utrzymają się po finalnych testach, Tesla dostanie pojazd, który nie musi imponować osiągami. Musi za to jeździć tanio, często i bez kierowcy. Właśnie w tym miejscu rozstrzygnie się, czy Cybercab będzie tylko ciekawostką bez kierownicy, czy realnym narzędziem do zarabiania na autonomicznych przejazdach.
O autorze
Andrzej Kopeć
Najnowsze

Aston Martin za ok. 1 mln dolarów z zaskakującym problemem. Brytyjczycy ogłaszają akcję serwisową

Europa traci miejsca pracy w motoryzacji. Dostawcy części biją na alarm

Co oznacza 0% prądu w baterii elektryka? Dane dla 24 modeli

Ten Mitsubishi Outlander PHEV przejechał ponad 500 tys. km. Właściciel prawie nigdy go nie ładował



















