⏱️ 4 min.

Bruksela mięknie w sprawie spalinówek. Zakaz od 2035 roku przestaje być bezwzględny

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Nowak

16-12-2025 19:12
Alfa Romeo Giulia Quadrifoglio wraca! Kultowy sedan z silnikiem spalinowym pozostaje w grze

To już nie jest drobna korekta kursu, tylko wyraźna zmiana tonu. Komisja Europejska oficjalnie złagodziła swoje stanowisko w sprawie zakazu rejestracji nowych samochodów spalinowych od 2035 roku. Zamiast pełnej, 100-procentowej redukcji emisji CO₂ pojawił się próg 90%, co w praktyce oznacza dłuższą obecność silników spalinowych i hybryd na rynku. Zero-jedynkowa wizja transformacji właśnie straciła swój absolutny charakter.

Decyzja oznacza, że zakaz aut spalinowych od 2035 roku przestaje być całkowity, a okres przejściowy zostaje realnie wydłużony. To efekt narastającej presji ze strony państw członkowskich oraz samej branży motoryzacyjnej, która od miesięcy alarmowała, że tempo i forma zmian są oderwane od realiów gospodarczych.

Redukcja CO₂ nie znika, ale traci charakter dogmatu

Do tej pory plan Komisji Europejskiej był prosty i bezlitosny: od 2035 roku rejestrowane miały być wyłącznie nowe samochody zeroemisyjne, co w praktyce oznaczało pełną eliminację napędów spalinowych. Teraz KE wycofała się z tej najbardziej radykalnej wersji, pozostawiając cel redukcji emisji, lecz obniżony do 90%.

Ta z pozoru niewielka zmiana ma ogromne znaczenie. Skoro wymagania nie wynoszą już 100%, pojawia się przestrzeń dla dalszej obecności silników spalinowych – choć nie sprecyzowano jeszcze, w jakiej dokładnie formie. Kwestia tego, czy będą to klasyczne jednostki, hybrydy czy rozwiązania niszowe, została odłożona na dalsze ustalenia. Dla rynku, klientów i koncernów motoryzacyjnych oznacza to jedno: transformacja nadal trwa, ale przestaje być oparta na logice „wszystko albo nic”.

Presja polityczna i gospodarcza zrobiła swoje

Ta decyzja nie pojawiła się znikąd. W ostatnich tygodniach Komisja Europejska znalazła się pod coraz silniejszą presją rządów państw członkowskich, w szczególności Niemiec. Równolegle naciskały koncerny motoryzacyjne, które mierzą się dziś z narastającymi problemami – od kosztów transformacji, przez ryzyka dla łańcuchów dostaw, po rosnącą konkurencję ze strony chińskich producentów.

W tle pojawił się także list przywódców sześciu państw Unii Europejskiej, w tym Polski, wzywający do odejścia od dotychczasowej, sztywnej interpretacji zakazu. Wątek gospodarczy zaczął wyraźnie dominować nad ideologicznym podejściem do dekarbonizacji, a KE musiała w końcu zareagować.

Zakaz aut spalinowych 2035 a neutralność klimatyczna UE

Zakaz rejestracji nowych aut spalinowych był elementem szerszej strategii prowadzącej do neutralności klimatycznej Unii Europejskiej w 2050 roku. Komisja Europejska przez długi czas konsekwentnie broniła tej linii, argumentując ją koniecznością ograniczania emisji dwutlenku węgla.

Jednak w ostatnim czasie presja polityczna i realne obawy gospodarcze stały się zbyt silne, by dalej udawać, że problemów nie ma. Ryzyka dla miejsc pracy, stabilności przemysłu oraz europejskiej konkurencyjności zaczęły przeważać nad symbolicznym znaczeniem twardego zakazu. W efekcie KE postawiła na większą elastyczność, zamiast forsować rozwiązanie, które w coraz większej liczbie krajów było postrzegane jako oderwane od rzeczywistości.

Polski głos w Brukseli: stawka to cały sektor

W dyskusji wyraźnie wybrzmiał także głos Polski. Wiceminister środowiska Krzysztof Bolesta podkreślał, że zakaz w swojej twardej formie jest niemożliwy do wprowadzenia bez poważnych konsekwencji gospodarczych. Jak powiedział Krzysztof Bolesta, wiceminister środowiska:

Mamy bardzo, bardzo duży sektor. To są firmy nie tylko produkujące samochody, ale cały łańcuch wartości produkujący części do samochodów. I to jest naprawdę sektor, który dokłada się dużo do naszego PKB.

Ten argument powracał zresztą wielokrotnie również w innych krajach regionu, gdzie przemysł motoryzacyjny stanowi fundament lokalnych gospodarek.

List sześciu państw: koniec „ideologicznego dogmatyzmu”

Kilka dni przed decyzją KE premierzy Polski, Bułgarii, Czech, Słowacji, Węgier i Włoch wysłali wspólny list do Komisji Europejskiej. Dokument był ostrą krytyką dotychczasowego podejścia do zakazu aut spalinowych, określanego jako ideologicznie sztywne. Jak napisali premier Donald Tusk oraz szefowie rządów pozostałych państw:

Czas skończyć z ideologicznym dogmatyzmem, który doprowadził całe sektory produkcji na skraj upadku, przy niewielkich lub prawie żadnych efektach jeśli chodzi o globalne emisje dwutlenku węgla.

Ten głos okazał się trudny do zignorowania, zwłaszcza w kontekście coraz wyraźniejszego rozdźwięku między ambitnymi celami klimatycznymi a realnymi możliwościami ich wdrożenia.

Co to oznacza dla kierowców i producentów?

Zmiana podejścia Komisji Europejskiej nie oznacza porzucenia celów klimatycznych. Oznacza jednak, że silniki spalinowe i hybrydowe nie znikną z dnia na dzień, a producenci zyskają więcej czasu na dostosowanie się do nowych realiów. Dla kierowców to sygnał, że wybór napędu jeszcze przez długie lata pozostanie szerszy, niż sugerowały dotychczasowe deklaracje. Dla branży – że Bruksela zaczyna słuchać argumentów ekonomicznych, a nie wyłącznie tabel emisji. Transformacja trwa, ale właśnie straciła swój najbardziej dogmatyczny wymiar.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Nowak

Fotograf i podróżnik na czterech kołach (czasem dwóch). Aparat w jednej ręce, kierownica w drugiej – to moje motto.