Chińskie marki szybko zdobywają polski rynek, ale ich właściciele mogą spotkać się z problemem, którego nie widać podczas zakupu auta. Chodzi o czas potrzebny na naprawę po kolizji. Z danych zebranych przez Interię od ubezpieczycieli wynika, że w przypadku części samochodów oczekiwanie na części i naprawę może trwać wyraźnie dłużej.
19,4 dnia na samochodzie zastępczym
Najbardziej konkretne dane przedstawiło PZU. W przypadku szkód AC z 2025 roku właściciele chińskich samochodów korzystali z aut zastępczych średnio przez 19,4 dnia. Dla samochodów innych marek było to 12,5 dnia.
Różnica wyniosła więc 6,9 dnia, czyli około 56 proc. Jednocześnie średnia wartość szkody AC w przypadku chińskich samochodów była o około 11 proc. niższa niż w przypadku porównywalnych aut innych marek.
PZU wskazuje, że dłuższy czas może być związany m.in. z oczekiwaniem na części oraz samym procesem naprawy.
Części są jednym z problemów
Warta również zwraca uwagę na ograniczoną dostępność niektórych części zamiennych do chińskich samochodów. Według ubezpieczyciela producenci nowych marek dopiero rozbudowują w Europie centralne magazyny i zaplecze logistyczne.
Nie oznacza to jednak, że chińskie samochody są automatycznie trudne do ubezpieczenia. Warta nie stosuje generalnych wyłączeń dotyczących tych marek.
Problem może dotyczyć także dokumentacji technicznej i procedur naprawczych. W nowoczesnych samochodach po kolizji często konieczna jest nie tylko wymiana uszkodzonego elementu, ale również diagnostyka i kalibracja kamer czy radarów.
Allianz wskazuje na jeszcze jeden problem
Allianz, oprócz dostępności części, zwraca uwagę na brak receptur lakierów dla części modeli. Warsztat może wprawdzie dobrać odpowiedni kolor za pomocą spektrofotometru, ale oznacza to dodatkową czynność podczas naprawy.

fot. CERBF
Ubezpieczyciel podkreśla jednocześnie, że chińskie marki rozwijają w Polsce sieci sprzedaży i serwisu, co powinno z czasem ułatwiać obsługę ich samochodów.
LINK4 nie widzi systemowego problemu
LINK4 przekazał Interii, że nie obserwuje obecnie systemowego problemu wynikającego z chińskiego pochodzenia samochodów. To ważne, ponieważ doświadczenia poszczególnych ubezpieczycieli mogą się różnić.
Z odpowiedzi PZU, Warty, Allianz i LINK4 wynika, że w Polsce nie ma obecnie generalnej zasady wykluczającej chińskie marki z ubezpieczenia. Trzeba jednak pamiętać, że OC jest obowiązkowe, natomiast AC pozostaje dobrowolne, a jego warunki ustala każde towarzystwo.
W Holandii sytuacja jest trudniejsza
Interia wskazuje również na przykład holenderskiego ubezpieczyciela Univé. Firma nie oferuje obecnie ubezpieczeń m.in. dla Omody, Jaecoo i Leapmotora, a w przypadku części innych nowych marek dostępna jest tylko podstawowa polisa WA, odpowiadająca polskiemu OC.
Na liście znalazły się także Hongqi, Changan, Voyah, VinFast i MHero. Ograniczenia dotyczą przy tym nie tylko producentów chińskich — wymieniane są również Lucid i KGM.
Chińskich samochodów będzie coraz więcej
W pierwszej połowie 2026 roku chińskie marki odpowiadały za 12,69 proc. rejestracji nowych samochodów osobowych w Polsce. Oznaczało to wzrost o 138,3 proc. rok do roku.
Wraz ze zwiększeniem liczby takich samochodów powinny rozwijać się sieci serwisowe, magazyny części i zaplecze techniczne. Na razie dane PZU pokazują jednak, że po kolizji właściciel chińskiego auta może przeciętnie dłużej czekać na jego naprawę niż kierowca samochodu innej marki.
Przed zakupem warto więc sprawdzić nie tylko cenę i wyposażenie samochodu, ale również dostępność serwisu, części oraz warunki ubezpieczenia AC.






