Branża ostrzega. Leasing na słupa wraca

Związek Polskiego Leasingu ostrzega przed nową falą wyłudzeń związanych z finansowaniem drogich samochodów. Mechanizm opiera się na kuszeniu klientów wizją łatwego „pasywnego dochodu”, ale w praktyce zostawia ich z ratami, ryzykiem odmowy odszkodowania i możliwymi problemami karnymi.
Oferty nie są kierowane do przypadkowych osób. Ich adresatami są zwykle klienci o wysokiej wiarygodności finansowej, tacy jak przedsiębiorcy, lekarze, menedżerowie czy specjaliści IT. Już sam kontakt od nieznanego pośrednika, który zna sytuację finansową klienta i proponuje szybki zarobek bez realnej pracy, powinien wzbudzić podejrzenia.
Na czym polega ten mechanizm
Schemat wygląda prosto tylko na papierze. Klient podpisuje umowę leasingu na drogi samochód, a potem niemal od razu przekazuje pojazd osobie lub firmie trzeciej. Pośrednicy obiecują, że cała rola leasingobiorcy kończy się na podpisaniu dokumentów, co brzmi wygodnie aż za bardzo.
W praktyce stosowane są konstrukcje, które mają ułatwić szybkie „przepuszczenie” auta przez firmę. Chodzi między innymi o wysoki wkład własny albo krótki okres finansowania. Samochody klasy premium i sportowe szybko znikają z kraju, a klient przestaje mieć nad nimi realną kontrolę niemal od chwili sfinansowania.
Co dzieje się z samochodami
Auta trafiają do zagranicznych wypożyczalni powiązanych z grupami przestępczymi. Są tam intensywnie eksploatowane, uszkadzane albo wykorzystywane w działalności nielegalnej. Zdarza się także ich transport do krajów Afryki Północnej. W teorii pasywny dochód oznacza zysk przy ograniczonym zaangażowaniu, ale z zachowaniem kontroli nad aktywem i ryzykiem.
W tym modelu klient ma tylko pełną odpowiedzialność, natomiast nie ma wpływu ani na sposób używania pojazdu, ani nawet na jego faktyczne miejsce pobytu.
Konsekwencje są bardzo poważne
Osoba podpisująca umowę traci kontrolę nad samochodem i jednocześnie narusza warunki leasingu. Gdy dojdzie do szkody albo kradzieży, ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania. To nie jest „biznes bez dotykania auta”, tylko przepis na bardzo kosztowny kłopot. Ryzyko nie kończy się na kwestiach finansowych.
Jeśli pojazd był wykorzystywany w działalności przestępczej, klient może zostać wciągnięty w postępowanie karne. Obowiązek spłaty leasingu nadal pozostaje po jego stronie, nawet gdy samochód został zniszczony, skonfiskowany albo znajduje się poza jego zasięgiem.
Branża pokazuje konkretne przykłady
Jedna z przedsiębiorczyń została namówiona do sfinansowania sportowego auta o wartości około 400 tys. zł, którego nigdy nie odebrała. Po kilku miesiącach zgłosiła jego kradzież, ale nie potrafiła wskazać miejsca zdarzenia. Ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania. W innym przypadku klient leasingował niemal nowe auto klasy wyższej.
Po wypadku okazało się, że samochód był przewartościowany i nie zgadzał się z deklarowanym wyposażeniem. To również skończyło się odmową wypłaty. Zdarzają się też sytuacje, w których leasing jest szybko spłacany, ale klient i tak zostaje uwikłany w sprawy związane z naruszeniem międzynarodowych sankcji.
Problem może wrócić przy kolejnych wnioskach
Tego typu udział w podejrzanych schematach może trwale osłabić wiarygodność finansową klienta. Instytucje finansowe analizują historię korzystania z produktów i powtarzalność zachowań. Pozornie atrakcyjny szybki zarobek może więc później zamknąć drogę do normalnego finansowania.
Branża leasingowa apeluje o ostrożność i podkreśla, że decyzje finansowe należy podejmować wyłącznie przez oficjalne kanały. Kluczowe pozostaje także zachowanie pełnej kontroli nad przedmiotem leasingu. Gdy samochód znika z pola widzenia klienta zaraz po podpisaniu umowy, kończy się iluzja łatwego zysku, a zaczyna realne ryzyko prawne i finansowe.
O autorze
Piotr Popiołek
Najnowsze

Volvo traci w pierwszym kwartale 2026 r. na największym rynku. EX60 ma odwrócić trend

Cyfrowy dowód rejestracyjny w UE coraz bliżej. Papier jednak nie zniknie

Skandal w Niemczech. Volkswagen tnie koszty i stanowiska, ale… szefowie latają prywatnymi odrzutowcami

Luksusowa Toyota bZ7 kosztuje w Chinach mniej niż Dacia Duster w Polsce. 3000 zamówień w pierwszą godzinę od startu sprzedaży



