Kimi Antonelli wciąż przeżywa zwycięstwo w Grand Prix Włoch, które odniósł po starcie z 19. pola. Kierowca Mercedesa nazwał triumf na Monzy „najlepszym dniem swojego życia”, a wygrana pozwoliła mu powiększyć przewagę w klasyfikacji kierowców do 66 punktów.
Kara zepchnęła Antonellego na koniec stawki
Weekend na Monzy nie rozpoczął się dla Antonellego w sposób zapowiadający zwycięstwo. Zaplanowana wymiana silnika i związane z nią kary oznaczały, że 20-letni Włoch został przesunięty na tył pola startowego przed swoim domowym wyścigiem.
Mercedes W17 dysponował jednak dobrym tempem, a charakterystyka toru Monza daje kierowcom kilka realnych okazji do wyprzedzania. Początkowym celem Antonellego było więc odrobienie strat i przebicie się możliwie wysoko, ale przebieg wyścigu szybko przerósł te założenia.
Z 19. miejsca po zwycięstwo
Antonelli rozpoczął pogoń z 19. pozycji i ostatecznie włączył się do walki o zwycięstwo. Po drodze stoczył kilka efektownych pojedynków, między innymi ze swoim zespołowym partnerem George’em Russellem. Na mecie kierowca Mercedesa miał 3,857 s przewagi nad kolejnym zawodnikiem. Rezultat był jednym z najważniejszych momentów jego drugiego sezonu w barwach Mercedesa, a jednocześnie zwiększył jego przewagę w klasyfikacji generalnej kierowców do 66 punktów.
Antonelli przyznał przed Grand Prix Hiszpanii w Madrycie, że emocje związane z domowym sukcesem jeszcze nie opadły:
Cały weekend był absolutnie niesamowity. Zdecydowanie był to jak dotąd najlepszy dzień mojego życia i niesamowite wspomnienie. Nie mógłbym wymarzyć sobie lepszego dnia. Nie do końca zdałem sobie sprawę z tego, czego dokonałem, ponieważ nie miałem też zbyt wiele czasu, żeby to przemyśleć. Myślę, że po tym weekendzie będę miał trochę więcej czasu, żeby się nad tym zastanowić. Oczywiście w ten weekend również chcę osiągnąć dobry wynik. Patrząc wstecz na tamten dzień, myślę, że wszystko było niesamowite, a zdecydowanie najbardziej pamiętnym momentem było przekroczenie linii mety, a później wyjście na podium. Zobaczyć wszystkich Tifosi, ten ogromny, niekończący się tłum ludzi, było czymś absolutnie niesamowitym. Usłyszeć, jak śpiewają hymn narodowy, również było czymś bardzo, bardzo wyjątkowym. Fajnie było przebijać się przez stawkę, gonić, a potem w końcu przekroczyć linię mety. To była wielka ulga i bardzo emocjonalny moment.
„Nic nie jest niemożliwe”
Według Antonellego wyścig pokazał mu, że „nic nie jest niemożliwe”. Przed startem jego ambicją było przede wszystkim odrobienie strat i dotarcie do podium, tymczasem ostatecznie wygrał przed własną publicznością.
Szczególne znaczenie miała dla niego oprawa po zakończeniu Grand Prix Włoch. Antonelli przyznał, że jeszcze dzień później ponownie oglądał ceremonię podium i wciąż reagował na nią równie emocjonalnie:
Miałem gęsią skórkę przez cały czas. Następnego dnia ponownie obejrzałem podium i wszystko, co się wydarzyło, i nadal miałem gęsią skórkę, ponieważ oczywiście marzysz o wygraniu swojego domowego wyścigu. Dokonać tego w taki sposób, a potem zobaczyć cały ten wiwatujący tłum, było czymś absolutnie wyjątkowym. Piosenka na końcu była wisienką na torcie. Wiecie, śpiewaliśmy oczywiście tę niezwykle znaną i naprawdę fajną piosenkę. Utknęła również w mojej głowie. Teraz w zespole wszyscy ją śpiewamy. Mam więc nadzieję, że również w ten weekend będziemy mieli powód, żeby ją zaśpiewać. Chciałbym mieć trochę więcej czasu, żeby zdać sobie z tego sprawę i się tym nacieszyć, ale teraz jesteśmy już w Madrycie, jesteśmy gotowi dać z siebie wszystko i spróbujemy to powtórzyć.
Antonelli już myśli o zwycięstwie w Madrycie
Po sukcesie na Monzy kierowca Mercedesa musiał szybko przenieść uwagę na kolejny weekend wyścigowy. Formuła 1 przeniosła się do Madrytu, gdzie zawodników czeka rywalizacja na nowym torze Madring.
Antonelli nie ukrywa, że chciałby ponownie walczyć o najwyższe cele. Po niezwykłym zwycięstwie we Włoszech przyjeżdża do Hiszpanii nie tylko jako triumfator poprzedniego wyścigu, lecz także jako kierowca mający 66 punktów przewagi w klasyfikacji mistrzostw.






