⏱️ 4 min.

Ferrari chce się zrewanżować na Spa. Czy zdoła utrzeć nosa Toyocie?

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

08-05-2026 07:05
Ferrari 499P

Ferrari jedzie na 6-godzinny wyścig WEC na Spa-Francorchamps z jasnym celem: odrobić sportowy rachunek po porażce z Toyotą na Imoli. Nicklas Nielsen liczy na rewanż, ale sam przyznaje, że sprawa nie będzie prosta. Rywale są bliżej, a Spa może w tym roku wystawić Ferrari 499P na poważniejszą próbę niż poprzednio.

Imola zabolała Ferrari, bo wszystko zaczęło się idealnie

Ferrari miało na Imoli scenariusz, który przez moment wyglądał jak przepis na domowe zwycięstwo. Zespół startował z pole position i na początku wyścigu utrzymywał układ 1-2, więc Toyota musiała odrabiać straty na domowym torze włoskiego producenta. Ostatecznie to jednak Toyota wygrała pierwszy wyścig sezonu.

Sebastien Buemi, Ryo Hirakawa i Brendon Hartley pokonali Ferrari w aucie po dużych zmianach technicznych, a triumf na Imoli miał dla Japończyków dodatkowy ciężar symboliczny. Dla Ferrari porażka była tym bardziej dotkliwa, że przyszła mimo świetnego początku. W WEC sama szybkość często nie wystarcza, bo układ na torze, strategia i momenty zjazdów do alei serwisowej potrafią zmienić hierarchię szybciej niż komunikat radiowy inżyniera.

Nielsen mówi o rewanżu, Pier Guidi studzi emocje

Nicklas Nielsen nie ukrywa, że Spa jest dla Ferrari okazją do wyrównania rachunków. Duńczyk zwraca jednak uwagę, że na Imoli kluczowe znaczenie miała pozycja na torze, a Ferrari mogło nie docenić jej wagi. Nicklas Nielsen tak opisał sytuację po pytaniu o rewanż na Spa:

Mam taką nadzieję. Oczywiście chcielibyśmy, żeby Imola zakończyła się inaczej, ale zobaczyliśmy, jak ważna była tam pozycja na torze i prawdopodobnie trochę jej nie doceniliśmy. Byliśmy też na samym początku alei serwisowej. To był splot kilku rzeczy, ale mam nadzieję, że tutaj weźmiemy rewanż.

Alessandro Pier Guidi, kierowca Ferrari 499P z numerem 51, podchodzi do tematu spokojniej. Nie chce budować całego weekendu wokół słowa „rewanż”, bo sezon dopiero się rozpędza. Pier Guidi sprowadził emocje do chłodniejszej perspektywy:

Nie nazwałbym tego rewanżem, to po prostu wyścig. Toyota wygrała na Imoli, wykonała bardzo dobrą pracę i miała bardzo szybki samochód. Mistrzostwa są jeszcze długie. To dopiero drugi wyścig sezonu, więc droga wciąż jest bardzo długa.

Spa pasuje do Ferrari 499P, ale lista rywali się wydłuża

Ferrari ma dobre powody, by patrzeć na Spa z ostrożnym optymizmem. Zespół wygrał tu 6-godzinny wyścig w poprzednim roku, a sam Nielsen uważa, że charakterystyka belgijskiego toru powinna lepiej pasować do 499P niż Imola. Spa-Francorchamps premiuje samochody, które dobrze łączą stabilność z płynną jazdą przez szybkie partie.

Nielsen opisuje Ferrari jako auto o dobrym prowadzeniu, a ten typ toru naturalnie wzmacnia takie cechy. Nie oznacza to jednak, że Ferrari widzi przed sobą tylko Toyotę. Nielsen wskazuje, że BMW i Alpine były tu mocne w poprzednim sezonie, a układ sił od Imoli nie zmienił się na tyle, by lekceważyć kogokolwiek.

Alpine i BMW mogą wejść do gry

Ferrari pamięta, że Alpine było jednym z najgroźniejszych rywali na Spa w poprzednim roku. Według Nielsena również teraz ten zespół może być wysoko. BMW także znajduje się na liście zespołów, które mogą utrudnić Ferrari walkę o zwycięstwo. To ważne, bo sezon w klasie Hypercar coraz mniej przypomina pojedynek dwóch producentów, a coraz bardziej gęsty tłok na bardzo wysokim i wyrównanym poziomie. Nielsen podkreśla, że stawka zbliża się do siebie praktycznie z wyścigu na wyścig. To dobra wiadomość dla kibiców, ale dla Ferrari oznacza mniejszy margines błędu.

Ferrari jest optymistyczne, ale Spa nie wybacza pewności siebie

Spa ma dla Ferrari także pozytywne wspomnienia z pierwszych startów 499P. Nielsen przypomniał, że samochód był tu mocny już wcześniej, a w poprzednim sezonie Ferrari zajęło pierwsze i drugie miejsce. W tym kontekście Belgia wygląda jak tor, na którym włoski producent ma prawo celować w zwycięstwo.

Problem polega na tym, że Toyota przyjeżdża po udanym otwarciu sezonu, a BMW i Alpine nie wyglądają jak statyści zaproszeni do dekoracji podium. Kluczowe może być to, czy Ferrari przełoży tempo 499P na kontrolę wyścigu. Imola pokazała, że prowadzenie na początku nie wystarcza, jeśli strategia i pozycja na torze ułożą się po stronie rywala.

Drugi wyścig sezonu może ustawić narrację w WEC

Spa nie przesądzi jeszcze losów mistrzostw, ale może ustawić ton kolejnych rund. Ferrari potrzebuje mocnej odpowiedzi po Imoli, Toyota chce potwierdzić, że jej zwycięstwo nie było przypadkiem, a reszta stawki czeka na własną szansę. Dla Ferrari najlepszym scenariuszem byłoby zwycięstwo bez nerwowego oglądania się na aleję serwisową. Dla kibiców najlepszy scenariusz jest jeszcze prostszy: Ferrari, Toyota, Alpine i BMW w jednej walce, bez miejsca na spokojną niedzielną przejażdżkę.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

Redaktor działu Motorsport
Z wykształcenia humanistka, z zamiłowania petrolhead. W swoich tekstach próbuje połączyć twarde dane z nutą ironii i kobiecą perspektywą.

© 2026 MotoGuru.pl