Verstappen ma dość Red Bulla. Po Silverstone padły gorzkie słowa

Pawel Trafny
Paweł Trafny

Max Verstappen nie ukrywa frustracji po Grand Prix Wielkiej Brytanii. Kierowca Red Bull Racing twierdzi, że od dłuższego czasu wskazuje zespołowi problemy z bolidem, ale nie czuje się wysłuchany, a awaria tylnego skrzydła na Silverstone tylko dolała oliwy do ognia.

Silverstone miało być walką o podium

Grand Prix Wielkiej Brytanii było dla Verstappena kolejnym trudnym weekendem w sezonie 2026. Holender narzekał na balans samochodu, brak prędkości maksymalnej i problemy z jednostką napędową, a mimo tego przez część wyścigu znajdował się w grze o wysoką pozycję. Sytuacja zmieniła się w końcówce rywalizacji, gdy Verstappen stracił panowanie nad samochodem w zakręcie Stowe.

Bolid Red Bulla wypadł z toru i ugrzązł w żwirze, co przekreśliło szanse na wynik, który przynajmniej punktowo mógłby osłodzić słaby weekend. Według Verstappena przyczyną zdarzenia był problem z tylnym skrzydłem. Kierowca wskazywał, że podobny efekt wystąpił tydzień wcześniej w Austrii, gdzie również doszło do utraty docisku przy skręcie. W Formule 1 takie usterki są szczególnie groźne, bo przy dużej prędkości kierowca nie traci „trochę przyczepności”, tylko nagle zostaje bez podstawowego narzędzia do utrzymania auta na torze.

Verstappen chciał zmian, Red Bull ich nie wprowadził

Największa frustracja mistrza świata nie dotyczyła wyłącznie samego wypadku. Verstappen miał po kwalifikacjach naciskać na Red Bulla, by zespół wymienił jednostkę napędową i przy okazji dokonał głębszych zmian ustawień samochodu, nawet jeśli oznaczałoby to start z alei serwisowej po złamaniu zasad parc ferme. Do takiego scenariusza jednak nie doszło.

Red Bull utrzymał dotychczasową konfigurację, a Verstappen ruszał do wyścigu z siódmego pola. Kierowca później sugerował, że wolałby poświęcić pozycję startową, skoro i tak spodziewał się tych samych problemów, które wcześniej pojawiły się w kwalifikacjach. To ważny kontekst, bo Holender nie mówił tylko o jednorazowej decyzji strategicznej. Jego wypowiedzi brzmią raczej jak sygnał, że wewnątrz zespołu narasta rozjazd między tym, co zgłasza kierowca, a tym, jak reaguje garaż.

Mekies mówi wprost o cenie za pościg za tytułem Verstappena w 2025 roku

„Nie zasłużyliśmy na podium”

Verstappen przyznał, że przed wypadkiem mógł znaleźć się blisko podium, ale jednocześnie nie uważał, by Red Bull realnie prezentował tempo na taki wynik. Wskazywał, że korzystny układ wyścigu wynikał z problemów rywali, w tym kary dla Lewisa Hamiltona, przebicia opony u George’a Russella oraz kłopotów Kimiego Antonellego.

To wyjątkowo chłodna ocena, jak na kierowcę zespołu, który jeszcze niedawno był punktem odniesienia dla całej stawki. Verstappen podkreślał, że na twardej mieszance samochód był wolny, a utrzymywanie za sobą rywali wynikało bardziej z okoliczności niż z realnej przewagi Red Bulla. W tle widać też szerszy problem konstrukcji. Verstappen mówił o pakiecie kłopotów obejmującym jednostkę napędową, podwozie i tylne skrzydło. Innymi słowy: nie chodzi o jedną śrubkę, którą wystarczy dokręcić w przerwie między weekendami.

Hamilton oraz Russell zamknęli furtkę transferową Verstappenowi

Najostrzejszy sygnał: Verstappen nie chce teraz rozmawiać z zespołem

Najmocniej wybrzmiała jednak reakcja Verstappena po wyścigu. Kierowca miał powiedzieć, że potrzebuje kilku dni na reset, a przez pewien czas nie chce mieć nic wspólnego z obecną sytuacją. To nie jest standardowa sportowa złość po pechowym Grand Prix, tylko komunikat o realnym zmęczeniu sposobem działania zespołu.

Holender zaznaczał, że podobne awarie są niebezpieczne, bo mogą skończyć się poważnym wypadkiem. W Austrii miał szczęście, na Silverstone również uniknął większych konsekwencji, ale jego cierpliwość wyraźnie się kończy. Dla Red Bulla to problem nie tylko techniczny, lecz także wizerunkowy i polityczny. Jeśli lider zespołu publicznie mówi, że czuje się niesłuchany, to w praktyce podważa skuteczność całego procesu decyzyjnego w garażu.

Przyszłość Verstappena znów wraca do gry

Wypowiedzi po Grand Prix Wielkiej Brytanii natychmiast odżywiły spekulacje dotyczące przyszłości Verstappena. Wokół kierowcy od miesięcy pojawiają się doniesienia o zapisach kontraktowych, które mogłyby pozwolić mu opuścić Red Bulla, jeśli projekt sportowy przestanie dawać gwarancję walki o najwyższe cele.

Mekies podsumował: Mocny debiut Hadjara. Red Bull musi gonić Mercedesa i Ferrari

Na razie nie oznacza to automatycznie, że Verstappen odejdzie po sezonie 2026. Oznacza jednak, że Red Bull ma coraz mniej przestrzeni na komunikaty w stylu „analizujemy dane i wrócimy silniejsi”. Kierowca oczekuje konkretnych reakcji, a nie kolejnych weekendów, w których przewiduje problemy, po czym widzi je na torze.

Dla zespołu z Milton Keynes najbliższe tygodnie mogą być więc ważniejsze niż sama tabela wyników. Red Bull musi odzyskać nie tylko tempo samochodu, ale też zaufanie kierowcy, który przez lata był jego największym atutem. Bez tego nawet najlepsze poprawki aerodynamiczne będą tylko plasterkiem na znacznie większy problem.

O autorze

Pawel Trafny

Paweł Trafny

Redaktor działu Motorsport
Na co dzień dziennikarz, po godzinach mechanik-amator. Lubię brudzić ręce i pisać czystą prawdę o autach.

© 2026 MotoGuru.pl